Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna

Musha Cay
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 19, 20, 21  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> USA
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:45, 02 Wrz 2010    Temat postu:

Oni oboje byli tacy skromni, naprawdę dwa aniołki. Pasowali do siebie jak ulał. Och marzeń miał miliony. Z jego wyobraźnią musiał ich mieć tyle. Gdyby zaczął poszczególne omawiać każde z nich, to Elizabeth przy setnym by wymiękła. Można być oddanym słuchaczem, ale każdemu to wychodzi bokiem po jakimś czasie. A on się nie upierał? I to niekoniecznie było wadą. Upór w bronieniu swego był w tych czasach cechą pożądaną. Osiołki były fajne. Nawet bardzo. Pokiwał głową obiecując jej te wnioski wyjawić po skończeniu lektury. Przez to opowiadanie i dyskusję o wydarzeniach w niej opisanych naprawdę chciał ją przeczytać. Obojętna? To ona pomyślała że mogłaby być mu obojętna? Jakim cudem? Chyba by zgrywał zimnego drania, ale Elizabeth... Nie, nie była i nie będzie obojętna. Uniósł brwi w górę bo bardzo rzadko się do niego tak zwracała. I jeszcze z nazwiskiem. Zabrzmiało bardzo poważnie - Głupie te pytania Elizabeth. - stwierdził uśmiechając się do wampirzycy - Przecież na nie odpowiedzi są tak proste... - powiedział i pokręcił głową. Przesunął palcem po sznureczku jej stanika. Wsunął go za niego i przyciągnął Lizzy do siebie - Ciebie. Pragnę Elizabeth Preston. A przynajmniej chciałbym z tobą spędzić miło dzisiejszy jak i najbliższe dni. - mruknął pochylając się by pocałować dziewczynę. W tej chwili kąpiel w kokosowym mleczku była mało zajmującym zadaniem. Były ciekawsze. Do zrealizowania natychmiast.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 23:15, 02 Wrz 2010    Temat postu:

Biorąc pod uwagę to, że mieli w perspektywie ich istnienia od groma czasu przed sobą, to Roy mógłby po jednym maleńkim marzeniu zacząć jej zdradzać te sekrety. Mógł się nie spieszyć. I tak szybko się jej nie znudziłoby. Na prawdę. A co do książki, to się nakręcił, by ją przeczytać. Zabawne, ale z początku chyba wcale nie miał ochoty czytać niczego, co się kojarzyło ze średniowiecznymi skośnookimi.

Dobrze wiedziała, że będzie w stanie spowodować jego zaskoczenie kiedy tak się do niego zwróciła. Powstrzymując uśmiech wpełzający nieco bezwiednie na jej oblicze, przyjrzała się jego twarzy, kładąc mu dłonie po bokach, na wysokości pasa. - Aj tam głupie. - mruknęła. Dla niej wcale nie były głupie. Były przewrotne, nieco podstępne, ale nie głupie. Głupie to mogło by być pytanie czy piasek jest na pewno ciepły od promieni słońca czy też sam w sobie wydziela ciepło. Albo też pytanie o to gdzie się zaczyna a gdzie kończy morze, przy którym stali na plaży. Mogłaby mu w jednej chwili wymienić co najmniej kilka albo też kilkanaście głupich pytań, jednak żadne z tych, które mu zadała nie wydawały jej się takimi.

Proste nie oznaczało oczywiste. Albo też prostota odpowiedzi na nie była potrzebna, by ją wypowiedzieć, by ktoś mógł usłyszeć. Przekrzywiła nieco głowę, spoglądając teraz na niego nieco pod kątem. Też się uśmiechnęła. Delikatnie. Lekko. I nieco ulotnie. Poczuła jego dłoń przy swoim obojczyku a po chwili palec naciągający sznureczek góry jej bikini. Przyciągnięta nie broniła się zbytnio, pozwalając jego ustom zbliżyć się do pocałunku. - Mmmm... - mruknęła - Miło? - zapytała się czując jak jego twarz jej coraz bliżej niej. Ich usta się prawie ze sobą zetknęły.

Wspólna kąpiel była mało zajmująca? Wspólna kąpiel wśród świec, z Elizabeth blisko? Ona była mało zajmującym zadaniem? I to jeszcze natychmiast? O czym on teraz myślał w takim razie? Wyprostowała kręgosłup odchylając się od niego w ostatniej chwili, gdy ich usta się miały zaraz złączyć. - A co z kręglami? - zapytała z przewrotnym błyskiem w spojrzeniu drażniąc się z nim nieco.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 9:59, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Mógłby? Chyba właśnie zaczął to robić. Podkreślił wyraźnie iż 'pragnie' co ewidentnie zakrawało na marzenie. Zazwyczaj kiedy się czegoś pragnie to się o tym czasem marzy - Głupie. - pozostał przy swoim i wytłumaczył - Bo po co pytać o rzeczy oczywiste i takie na które odpowiedź powinnaś doskonale znać, hm? - Roy zamrugał bo to nie tylko on chyba zadawał tysiące pytań. Pytań które w tym momencie rozbrajały - Tak. Miło. Przyjemnie, sympatycznie, dobrze się bawiąc... Dodaj sobie co jeszcze byś chciała. - powiedział chcąc wiedzieć co Elizabeth doda jeśli w ogóle by coś dołożyła od siebie. Kąpiel kąpielą, ale w południe? No dobra późne popołudnie. Przynajmniej do wieczora jeszcze daleko, a oni nie byli z tych którzy ziewali i czuli się senni. Jednak zachowywali swoisty porządek dnia, jak przykładni ludzie. Przynajmniej się starali. O czym on teraz myślał? O wampirzycy. Bez dodatku mleczka kokosowego. Z nim czy bez była tak samo zajmująca. Czy jemu się tylko zdawało czy Lizzy miała świetną zabawę z tego że tak odchylała się w tył? I od kiedy ona się od jego ust odsuwała? Roy oblizał wargi i zacisnął je spoglądając na wampirzycę - Masz rację. Kręgle są pierwsze w programie. - tym razem to on obrócił się do Elizabeth plecami i wziął pod boki. Wszystko mieli, kręgle i kule do nich w postaci kokosów - To gdzie gramy?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 17:34, 03 Wrz 2010    Temat postu:

A według niej nadal nie były to głupie pytania. Zwłaszcza, że chłopak powiedział tak a nie inaczej swoje słowa i można je było sobie na różny sposób tłumaczyć. A zawsze lepiej zapytać niż błędnie zinterpretować. - Ano chociażby po to, by się na przykład upewnić w tym, że się nie myli. - odpowiedziała na jego słowa z uśmiechem. A jednak mogłaby inaczej odczytać jego wypowiedź. I wcale nie rozbrajała pytaniami. No, może troszkę. Ale wszystko w granicach jeszcze jako takiego rozsądku.

Sama nie wiedziała co jeszcze chciała by dodać do takiego zestawu określeń spędzanego wspólnie czasu. Każda chwila z Royem była taka, jaką teraz właśnie opisał. - Hymmm... - zamyśliła się na głos mrużąc lekko oczy. Próbowała znaleźć jakieś określenie, ale wszystko zatrzymywało się tylko i wyłącznie na jednym. - Nie ważne jak, - wzruszyła ramionami - Oby blisko Ciebie. - stwierdziła w końcu.

Wcale mu się nie wydawało. Lizzy zaczęło się podobać to ich wzajemne przyciąganie się i odpychanie. Zbliżali się do siebie i zaraz oddalali a z każdą chwilą coraz większą chyba mieli na siebie ochotę. Przynajmniej jej się tak wydawało, bo Roy musiałby to stwierdzić sam za siebie. Od kiedy się odchylała? Ano od teraz. Chociaż jeden raz. Tak dla odmiany. Tak bardzo był zaskoczony?

Dojrzała jego zaciętą minę i chyba niepocieszenie spowodowane tym, że ten jeden raz nie dała się pocałować. Jednak jej samej tego zaczęło zaraz brakować. Tym bardziej jak się odegrał na niej teraz samemu się obracając do niej plecami. Uśmiechnęła się do siebie pod nosem. Okej, teraz on wygrał. I miał ja właśnie w garści. - Gdziekolwiek? - rzuciła - Może być i tutaj. Ciężej będzie trafić tocząc nasze kule po nierównym piasku. - odpowiedziała i zwinnym susem prześlizgnęła się przed niego.

Kiedy stanęła tuż przed wampirem, wsunęła mu ręce pod ramiona, przyciągając go blisko do siebie. Śmiała się bezgłośnie. Była rozbawiona tym jak towarzysz się jej odpłaca za to jak ona się od niego odwróciła. Pochyliła się nad jego ustami, zbliżając je do pocałunku i zastanawiając się przy tym czy i on jej zaraz nie zacznie uciekać. - Wiesz co? - szepnęła wpatrując się w jego tęczówki - Ja Ciebie też... - zaczęła, ale nie dokończyła. Będą tak teraz ze sobą pogrywać?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 18:00, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Interpretować. Tłumaczyła by gdyby powiedział to w obcym języku. Pewnie się teraz czepiał ale cóż zrobić, cóż zrobić takie czasy - A sądzisz że mogłabyś się mylić? Lizzy...? - myślał że ona wie i pewnie doskonale wiedziała co on do niej czuł. Idąc tym torem nie powinna zadawać takich pytań kiedy to właśnie czekała ich partia tropikalnych kręgli na najwyższym poziomie. przecież to było tak zajmujące i wciągające... Te emocje związane z grą naprawdę były niczym w porównaniu z ich przekomarzaniami, no naprawdę. Czekał w spokoju aż Elizabeth się namyśli i powie coś ciekawego - Fajnie. Czyli w grę wchodzi też zwiedzanie kanałów? - no jak nie ważne jak a ważne z kim, to... Nie żeby Roy miał ochotę. Nawet najmniejszej nie miał, ale jakby szła tak na wszystko to i na kanały by się godziła pewnie. Choć gdyby już, to nawet by jej o to nie poprosił. Jednak dobrze było wiedzieć że jest gotowa na wszystko. Nie był zaskoczony. I wzajemne zabawianie się w taki sposób też mu bardzo odpowiadało. Intrygowało i wymuszało na każdej ze stron wymyślanie nowych forteli, nowych metod podpuszczania, to bardzo twórcze było w gruncie rzeczy - Nie... - przesunął palcem stopy po piasku i stwierdził - Nasze kokosy nie dokulają się do celu. Chyba że będziemy je rzucać a nie toczyć. - ale nie o to w tej grze przecież chodziło. Spojrzał na Elizabeth, która znalazła się przed nim i udał zdziwienie. Stanowczo nie powinna się tak uśmiechać. Mówił kiedyś że to genialnie jej wychodzi? Musi to nadrobić. Odchylił głowę w tył i zapytał unosząc w górę brwi - Ty mnie też... - odchrząknął zastanawiając się nad zakończeniem tego zdania - Też...? - nie cierpiał siebie kiedy nie wiedział co powiedzieć - Ty mnie też chcesz wykorzystać...? - niech już sama sobie dopisze jak miałaby go wykorzystać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:29, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Oj tam. Czepiał się, faktycznie. Co za różnica w tym wypadku czy interpretować czy tłumaczyć sobie. Czysta semantyka w tej chwili. - Czy ja wiem czy mylić... - westchnęła - Ale upewnić się nigdy nie szkodzi, prawda? - zapytała spoglądając się na niego uważnie. Wiedziała co Roy do niej czuje. A w zasadzie, to podejrzewała i odczuwała. Jednak dla własnej przyjemności czasami miło było to usłyszeć.

Uśmiechnęła się szeroko słysząc pomysł chodzenia po kanałach. - No, jeśli tylko tego będziesz pragnął, to dla spełnienia Twoich marzeń zrobię to. - zaśmiała się z tego pomysłu - Ale jeśli już, to tutaj prędzej z podziemiami da się coś zrobić. - dodała posyłając mu mrugnięcie okiem. Czy ona zawsze na wszystko musiała umieć znaleźć rozwiązanie?

No, ale skoro obojgu się podobało takie wzajemne kuszenie się i odwlekanie a zarazem dostarczało im przyjemnych wrażeń z tych urywanych chwil bliskości, to czemu by się w to rzeczywiście nie pobawić. Elizabeth nie miała nic przeciwko. Pomysł rzucania kokosów jako nowej wersji kręgli rozbawił ją niemal do łez. Parsknęła śmiechem i dopiero po dłuższej chwili udało jej się opanować swoje emocje na tyle, by przestać się śmiać jak szalona.

Jak się nie powinna uśmiechać? Tak zwyczajnie, szeroko, maksymalnie wesoło czy jak inaczej? Jej uśmiech się mu podobał? To chyba dobrze. Jednak teraz on jej uciekł. Wampirzyca zawyła nieszczęśliwa, że mu jej mężczyzna ucieka. - Tak. Ja Ciebie też. - przytaknęła. Ale nie chodziło jej kompletnie o wykorzystanie. A może właśnie o to? Nie, nie chciała go wykorzystywać. Chciała współpracy. I obopólnej współpracy. - Ja Cię chcę wykorzystać? - pokazała mu na swej twarzy zdziwienie - A... Ty mnie chcesz wykorzystać? - zapytała - Jak? W jaki sposób? - dopytała się obracając teraz tego kota w drugą stronę ogonem.

A mogła go sama wykorzystać w najróżniejszy sposób. Seksualny sposób. O rany, jak ona go pragnęła. Tylko dlaczego nie mogła się przełamać, by zrobić ten krok? Nie no. Mogła się przełamać. Jakże niewiele do tego było potrzebne. Ledwie jego uśmiech czy odrobina dotyku, by już się nie opierała. Lepiej chyba, żeby jej towarzysz nie wiedział w tej chwili jak blisko, na wyciągnięcie ręki było doszczętne zburzenie tego jej muru. Usilnie starała się go jeszcze przez trochę podtrzymać. Zamruczała cicho znów próbując sięgnąć po jego usta. - Pocałuj mnie. - stwierdziła ni to żądając ni to prosząc a dopiero po chwili dodała - Prooooszę. - jak tego nie zrobi, to ona zwariuje. Pal diabli te kręgle. Jej wargi usychały z tęsknoty. Tak, w takim krótkim czasie pomiędzy jednym a drugim pocałunkiem też mogą wyschnąć. Jak pustynia. Nie powinien był na to pozwolić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:19, 03 Wrz 2010    Temat postu:

I o semantykę można się czepiać. O wszystko, absolutnie o wszystko - Ale ty chyba lubisz mieć wszystko czarno na białym, prawda? Chyba muszę wziąć kartkę oraz długopis i napisać dla ciebie krótki tekst mówiący o tym i owym. Mam nadzieję że coś do pisania się tutaj znajdzie, hm? Skoro noże mają takie fajowe, to... - to długopis i bloczek z karkami na pewno się znajdzie. Wampirowi wystarczyłby nawet te samoprzylepne karteczki, których Elizabeth używała przy mapach - Przestań! - zawołał i zamachał dłońmi kiedy przystała na jego idiotyczny pomysł - Ani mi się śni obcować ze szczurami. Nie... - urwał i zapytał - Podziemia? Ach wspominałaś o tym zaginionym mieście, tak? Tam możemy pochodzić jak się da. I Roy mówiąc że ona jest mądrzejszą stroną rozmowy miał rację. Albo on był bardzo ułomny jeśli chodziło o planowanie wycieczek, zwiedzania i tym podobnych. Miał już zapytać z czego ta radość u nie, ale pomyślał że może lepiej nie wiedzieć. Jeszcze by się dowiedział o swojej głupocie, a po co? Miał nadzieję że jednak rozbawił ją w sposób zupełnie naturalny. Ubóstwiał ten jej uśmiech. W jakiejkolwiek formie. Każdy, nawet ten najdelikatniejszy, a użyty we właściwym czasie mógł zwalić z nóg i podbić bez reszty serce. A podbić martwe serce to nie lada sztuka. Tym razem to Roy się roześmiał, będąc szalenie zadowolonym z tego jej 'ja ciebie tez'. Tłumaczyła wszystko za jednym zamachem, naprawdę - Ja nie wiem co ty odemnie chcesz. Pytam o to właśnie. W tym momencie? - Roy począł się głęboko zastanawiać czym ją usadzić na piasku i zbić z pantałyku na który się chyba właśnie chciała wdrapać - Chcę cie wykorzystać jako partnerkę... - zaczął przeciągając jej na złość - Do... - wyszczerzył się do wampirzycy - Gry w kręgle. - oświadczył strzelając przy tym językiem. Seksualny? No to się rozczarowała pewnie, tym co wymyślił wampir. Pech chciał i trzeba było udzielać prostych i zwięzłych odpowiedzi. Roy zagwizdał cicho i mruknął - Teraz to mnie pocałuj, co? - popatrzył na Lizzy jakby zastanawiał się czy ma spełnić jej, jak okazało się chwilę później, prośbę. I cwaniara znała magiczne słowa. Nie było takiej siły która kazałaby mu odmówić - Z chęcią. - mruknął i stanął już normalnie. Nie mógł dopuścić by uschła mu tutaj z pragnienia, nie. Co byłby z niego za człowiek, gdyby skazał Elizabeth na tak bezsensowną śmierć?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:56, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Tak? Można się czepiać? No dobrze. Elizabeth będzie o tym pamiętała kiedy Roy kolejnym razem będzie próbował ucinać jej dywagacje stwierdzając, że to tylko semantyka. Bardzo dobrze, że to mówił. A w zasadzie myślał. Będzie można po tym odbijać jego argumentację właśnie tym, że przecież sam tak orzekł. Roześmiała się słysząc, ze jednak będzie chciał jej tam coś zapisać na kartce. - A co takiego byś mi tak napisał? O tym i owym? To znaczy? - zapytała - Nie, nie tyle, że czarno na białym, co po prostu lubię to słyszeć od czasu do czasu. - rzuciła marszcząc nos. Zmieścił by wszystko co chciał napisać na takiej karteczce?

- Co przestań? Co przestań!? - prychnęła roześmiana - Sam wspomniałeś o kanałach, to masz. - odrzekła wywracając oczami do góry jakby chciała przy tym westchnąć a zarazem też zaśmiać się. - Tak, zaginione miasto. - przytaknęła - I no ja mam szczerą nadzieję, że tam pójdziemy. A w zasadzie popłyniemy, bo to na sąsiedniej wyspie. - stwierdziła - Lubię zwiedzać. A myślę, że to będzie fajne miejsce. - odrzekła spoglądając się na niego z dziwnym błyskiem w oczach.

Oj, o głupocie by się nie dowiedział, bo dziewczyna nie uważała go za głupiego. Bynajmniej. Był inteligentny i na prawdę mu nic nie brakowało. Na prawdę nie wiedziała skąd u niego taka niska samoocena. I tak, rozbawił ją całkiem naturalnie. Uwielbiała jak tak robił. Przy nim jakoś ciężko było się smucić. A już co najmniej zachować powagę. - A ja chcę Ci odpowiedzieć, ale chcę wiedzieć co miałeś na myśli o to się pytając. - odrzekła wcale mu na razie nie wyjaśniając nic. - Aaa.... Jako partneeeerkę. - kiwnęła powoli głową jakby się właśnie czegoś nowego dowiedziała, przeciągając ostatnie słowo.

- No na to, to już dostałeś zgodę wcześniej mój drogi. - zaśmiała się słysząc, że to tylko do kręgli. Nie rozczarowała się. Chyba już się zaczęła przyzwyczajać, że Roy nie mówi raczej o niczym co się wiązało ze strefą seksualności. Chyba nie miała nic przeciwko temu. Raczej. Ależ oczywiście, że znała magiczne słowa. Nie wypowiedziała jeszcze jednego z tych magicznych, trzymając je sobie w zanadrzu. "Natychmiast" było argumentem koronnym i nie należało go nadużywać nie próbując wpierw innych, bardziej oblatanych zwrotów.

Na szczęście nie musiała długo się dopraszać. Smak jego warg bardzo szybko poczuła ponownie z przyjemnością się w nich zatapiając. Zamruczała niczym kotka w jego ramionach przylegając do niego bliżej, by poczuć ciepło jego ciała podczas tego pocałunku. Przesunęła dłonie na jego plecy, prześlizgując się palcami wzdłuż jego kręgosłupa z dołu, z okolic lędźwi, powolnie w górę, między łopatki. - Roy... - westchnęła w pewnej chwili z wysiłkiem odrywając się na moment od jego słodkich ust - Kręgle... - jęknęła jakby sobie przypomniała, że mieli coś innego w planach niż pozostać w jednym miejscu. Wcale nie miała ochoty się od niego odrywać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 22:21, 03 Wrz 2010    Temat postu:

I teraz pewnie położył na sobie krzyżyk. Ale ząb, za ząb. Niech się czepia. Tylko rozsądnie i nie o byle głupoty, bo tego by chyba Roy nie zdzierżył. Z całą sympatią do Elizabeth, ale nie - To zależy jak ta kartka była by duża. Co bym ci napisał? - ach ta jego fantazja - Dostałabyś romantyczny list, dajmy na to z dalekiej podróży. Uwzględniłbym w tym jak bardzo mi jest za tobą tęskno. - mruknął okręcając kosmyk włosów Lizzy wokół swego palca - Jak bardzo mi ciebie by tam brakowało. I ogólnie, miłość do ciebie przemawiałby przez moje słowa. - chyba posiadał umiejętność łapania na słodkie słówka. Było to o tyle dobre, że mówił w tym momencie prawdę i nie były to puste, choć mogłoby się wydawać że wyświechtane zwroty - Ale, ale! Lizzy. - zauważył i powiedział - Jak możemy trafić do zaginionego miasta? Skoro jest zaginione? - pytał tylko dlatego by zwrócić uwagę na coś co zawsze go bawiło w nadawaniu nazw takim miejscom - Mogli by się zdecydować... I stwierdzić że to miasto jest tak naprawdę odkryte, a nie zaginione. Bo jak tam zajść? Trafić przypadkiem? I co? Zobaczymy jakieś ruiny i zawołamy: 'O zobacz! zaginione miasto!'. A skąd m niby mamy wiedzieć że ono jest zaginione skoro dopiero co je odkryliśmy? - nie no teraz to pewnie zakręcił profesjonalnie i zrobił wodę z mózgu. Ale jakby się nad tym zastanowić to miał trochę racji. Roy popatrzył między ich ciała, na to trochę piasku które widział i mruknął - Bredzę od rzeczy, wybacz. Skąd? Nie wiedział. Po prostu uważał że nie jest nikim szczególnym. I wolał już stwierdzić że jest głupi niż wyjść na idiotę wierząc w to że jest mądrym, a wcale by nie był - Taaak... - powiedział kiwając głową - Jako partnerkę. Dokładnie Elizabeth. - a partnerka to pojecie bardzo pojemne. Choć w tej chwili wyraźnie wskazał do czego potrzeba mu wampirzycy. Dlaczego ona testowała jego cierpliwość? To było niehumanitarne. Te jej pocałunki potrafiły zawrócić w głowie, dotyk przyprawiał o oszołomienie a teraz jeszcze na dodatek o kręglach zaczęła! Ona była najbardziej pokrętną kobietą jaką znał - Mhm? - mruknął nie pozwalając jej na choć chwilowe przerwanie pieszczoty - Ktoś inny... Zdecydowanie ktoś inny w nie zagra? - wiedział jednak ze nie o to chodziło - Tak, te kręgle... Miejmy to z głowy. - powiedział i roześmiał się wznosząc oczy ku niebu. Poprosił by wzięła kokosy a on pozbierał kręgle. Przeszli się piaszczystym kawałkiem plaży by trafić na ten o bardziej kamiennym gruncie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:54, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Przecież Elizabeth nie przeginałaby używając zbyt często możliwości łapania go za słówka. Taka paskudna z niej bestia nie była. Pokiwała głową przytakując mu, aby upewnić chłopaka o tym, że na prawdę jest ciekawa co by tam jej napisał na kartce. Aby miała to swoje czarno na białym. Zmrużyła oczy słuchając o romantycznym geście. Może było to niezbyt w tych czasach popularne, ale lubiła takie gesty. Rozczulały ją. A było to takie dziwne uczucie. Kiedy nie wie się czy powinno się uśmiechnąć, zapłakać czy też od razu podziękować. Elizabeth bardzo mało w życiu doświadczyła romantyczności. Czy właśnie to było to, czym Roy zdobył jej serce? Bardzo możliwe.

No tak. Zależy jaka to byłaby kartka. Jeśli byłaby to z tego jej bloczku z przyklejanymi małymi znacznikami, to wiele miejsca by nie miał. Ale gdyby to była zwykła, listowa kartka, to o wiele lepiej, bo miałby miejsce gdzie rozwinąć swoje myśli. A może by tak dać mu do zapisania składankę komputerową? Dwieście pięćdziesiąt metrów długości papieru do wydruku taśmowego. I to jeszcze szerokości normalnego papieru ksero. No! To była myśl. Miałby gdzie popłynąć ze swoją fantazją. I tym bardziej miałby możliwość całkowitego i bezapelacyjnego zdobycia jej serca. Jakby jeszcze ktokolwiek wątpił czy już go w pełni nie posiadał na własność.

A za słówka rzeczywiście zgrabnie mu wychodziło to łapanie jej. Potrafił rozkleić ją i zmiękczyć jej nogi zaledwie paroma zwrotami czy zdaniami. Jej usta wygięły się w uśmiechu słysząc kolejne jego rozważania na temat zaginionego miasta. Miała na nie jedną, prostą odpowiedź. Pewnie nie wziął jej pod uwagę. - Zaginione miasto... Jest zaginione dla całego współczesnego świata, niewidoczne dla rzeczywistości wokół. Natomiast my, jako tymczasowi bywalcy tych okolic możemy je odnaleźć. - pokazała mu koniuszek języka. Było to jakieś wytłumaczenie? Było. Nie zmieniało to faktu, ze jego rozważania były jak zwykle zabawne. Nie dała się zakręcić całkowicie w jego ciąg myśli. Dała radę.

- Nie, nie bredzisz. - stwierdziła. - Lubię jak tak sobie swobodnie mówisz. - stwierdziła. Na prawdę testowała jego cierpliwość? Wcale nie było to niehumanitarne. Bo czy nie dostarczała mu pocałunkami, dotykiem czy swoją bliskością przyjemności? Czy nie sprawiała mu choć drobnej radości? I czy mogło mu być źle aż tak, by narzekać na niehumanitarność? No dobra. mogło być, racja. Zwłaszcza kiedy dawała dosięgnąć końcówki tasiemki od tej kokardki a kiedy tylko chłopak namacał ją pod palcami solidniej ujmując, by za nią pociągnąć, znów zabierała kokardkę. Ale kiedyś w końcu jej nie zabierze. Chyba warto było poczekać, czyż nie?

I pokrętną była? No jak to?! A niby czemu? Czym się ta jej pokrętność objawiała, bo wampirzyca na prawdę nie wiedziała czym. Słysząc jego usilną próbę odwleczenia zajęcia się zabawą, odruchowo uśmiechnęła się. Ciężko było zmusić usta do nie odrywania się od pocałunku a język od błądzenia między jego wargami, gdy odruch wyginał kąciki w szeroki uśmiech na jej twarzy. Na szczęście bądź też nieszczęście udało im się zapanować nad sobą, by oderwać się od siebie przerywając kolejną chwilę przyjemności. - Jeszcze to nadrobimy. - mruknęła cicho pocieszając go obietnicą. Znaleźli się niedługo później na kamienistej bardziej, nieco żwirowej części plaży. Elizabeth niczym farmerka z dyniami pod pachą, znalazła sobie jakieś miejsce, by położyć na ziemi kokosy, pomagając wampirowi po chwili w rozstawieniu ich kręgli. - Kto zaczyna? - zapytała - Ty? - po chwili dodała odwracając się na moment od niego, by sięgnąć po jedną z ich kokosowych kul i podać ją chłopakowi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:25, 03 Wrz 2010    Temat postu:

Dzięki bogu, że się do tego zobligowała. Nie lubił tego kiedy ktoś zaczynał stosować to w nadmiarze, najpierw jest śmiesznie, ale później to się nudzi i drażni. Niepotrzebnie przecież. A po co się denerwować skoro czegoś takiego można uniknąć. A to on bywał przedtem romantyczny? Chyba nie miał zbyt wielkich tego przejawów. Jednak to dobrze kiedy jego słowa wydawały jej się romantyczne. i niech nie płacze, bo nie ma potrzeby. dziękować nie musiała bo nie miała za co. Powinna się uśmiechać, skoro czuła że miałby ku temu powody. Zdecydowanie, uśmiechniętą lubił ją oglądać najbardziej. Wszystko da się zrobić. Nawet na takiej małej karteczce. To proste. Wyrysowałby jej serce przebite strzałą. Zapomniała już jak to było kiedy się chodziło do szkoły a w klasie od kolegi do koleżanki wędrowały takie karteczki? Chodziło o mniej więcej taką samą zasadę. I takie serce oddawałoby tyle samo co ten list. jakby się postarał to by wcisnął gdzieś po bokach, albo z drugiej strony kilka słów. Jakby gadała z Aberforth'em to na pewno by wspomniał że takie krótkie, treściwe wiadomości też dawały bardzo wiele. Dwieście pięćdziesiąt metrów gryzmołów Roy'a? Pewnie dałby radę, ale ona by odpadała po pierwszym metrze. I chyba by zapukała do farmaceutki która pomogłaby jej rozszyfrować te... To coś, co skreślił wampir. Zadnie godne mistrza. Chyba nawet średniowiecze musiałoby się schować przed poematem jaki by Roy stworzył. Choć to pewnie nie byłby poemat a miks przeróżnych stylów czy też form - Oj tam... Jak to mówisz? Semantyka. - powiedział - Znalezione nie będzie zagubione... Choćbyśmy tylko my i parę innych osób znało jego położenie. To już nie to samo Elizabeth. - zawyrokował Roy. Za to swobodne mówienie wielokrotnie i jednak żartobliwie grożono mu obcięciem języka. Lizzy była chyba naprawdę cierpliwa i wyrozumiała, lub była fanką takich historyjek. To była przyjemność, jasne że była. Ale była też strasznie niehumanitarna, ponieważ ta kokardka która zapewne śniłaby mu się po nocach gdyby mogła ciągle pozostawała zawiązana. A takie podchody jakby ominąć ten węzełek nie wydawały mu się szczególnie fajnymi. Ale nie narzekał. Wiedział że się doczeka, i zrobi to wtedy kiedy Elizabeth sobie zażyczy, albo nie nazywa się Smith. Była pokrętna. Jak mogła pytać dlaczego? Siedział w niej diabeł i podszeptywał chyba by wiecznie podsycać ogień miedzy nią a jej partnerem. A kto się popielił? Roy. Roy który się roześmiał i powiedział - Nie wątpię. - ustawili kręgle a wampir zastanawiał się jak one, te jego kręgle z kory zdadzą egzamin. Wyglądały przyzwoicie, ale kokosy też były niczego sobie - Ty pierwsza. - powiedział jak zwykle w takich sytuacjach dając Elizabeth palmę pierwszeństwa. On został na miejscu by zbierać zbite kręgle, a ona mogła odejść i przymierzyć się do pierwszej próby - A jak gramy i o co? - to odwieczne pytanie. 'O co?'

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 15:02, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Oczywiście, że bywał romantyczny. Chociażby ten gest z nałożeniem jej nakładki od śrubki na palec albo też w ogóle ta cała sprawa z niespieszeniem się i czekaniem spokojnie na odpowiedni czas i moment. To też było romantyczne. Albo opowiadanie o upleceniu jej z traw i kwiatów wianek, by wyglądała odpowiednio. Drobne gesty czy słowa. Wszystkie pokazywały, że chłopak ma romantyczną naturę. Karteczka z sercem przebitym strzałą też miała by w sobie romantyczną nutę. Takie szczegóły, ale przyjemne szczegóły. A list stworzony na tak długiej taśmie papieru wcale nie spowodowałby, że dziewczynie odechciałoby się go czytać. Nie było możliwym, by odpadła po pierwszym metrze. Po prostu nie było takiej opcji. Gdyby pisał tak strasznie nieczytelnie, mógłby pożyczyć od swojego Taty tą maszynę do pisania. Na pewno byłby z niego dumny, że syn wreszcie zainteresował się rodzinnym zabytkiem.

Elizabeth była rzeczywiście fanką tych jego wszystkich powymyślanych historyjek. Mogła słuchać głosu chłopaka przez wiele godzin i wcale nie byłaby tym znudzona. Miał przyjemne brzmienie, niski, czasem dość gardłowy ton, ale bardzo się on podobał wampirzycy. Między innymi w tym jego tonie się zakochała. W szeptach, żartach, jego śmiechu i wszelkich słowach, które wypowiadał do niej. Mógł mówić o czymkolwiek a jej się i tak podobało. Może jeszcze tego Roy nie wiedział, ale ten węzełek kokardki wcale już nie był dla niego tak ściśle zawiązany. Na prawdę, Elizabeth z każdą chwilą coraz mniej miała chęci i sobie i jemu tego odmawiać. Były takie momenty, gdy sama miała ochotę rozwiązać kokardkę, by wreszcie przestać się nią przejmować. Tak więc jakoś wybitnie nie musiał się starać, by ominąć jakoś węzełek, skoro łatwiej byłoby go po prostu się pozbyć. Kiedy ona sobie tego zażyczy? Tylko od niej to wszystko zależało? I to właśnie był kolejny romantyczny gest. Kto inny by pewnie robił wszystko, by węzełek zniknął, w każdy możliwy sposób. A Roy po prostu czekał. I szanował jej decyzje nawet, kiedy samemu wcale nie chciał by obstawała zbyt pewnie przy swoim.

Źle mu było, że ten diabełek podszeptywał jej w głowie co zrobić, by rozpalić między nimi niegasnący zbyt szybko ogień? To chyba dobrze, że dziewczyna miała w sobie coś, co powodowało, że byli sobą wciaż zainteresowani. To raczej na przyszłość dobrze wróżyło. I wcale Roy się nie spopielał. Ciekawym było co się stanie, gdy kokardka wreszcie zostanie rozwiązana. Pożar wybuchnie? A którekolwiek z nich było strażakiem? Wampirzyca na pewno nie. Raczej byłaby skłonna zostać nazwaną piromanką, bo z chęcią ten pożar by jeszcze podsycała. aż do całkowitego spalenia.

Zaczęli grać i Lizzy zgodziła się w końcu, by ona jako pierwsza spróbowała ich zastępczych kręgli. Wychodziło różnie, bo nie było sposobu by przewidzieć w którą stronę ostatecznie kokos się poturla. Odrobina silniejszego wiatru idącego od morza rozwiewała im ich kręgle czasami, ale i tak było mnóstwo śmiechu. Tym razem nie wyznaczyli sobie żadnej wygranej. Tak dla odmiany. Po części dlatego, że wampirzyca nie miała pomysłu o co mogli by zagrać a Roy jakoś także nic ciekawego nie znalazł. Nawet nie liczyli tego, kto wygrywa a kto przegrywa. Ot, kiedy tylko kokos zbijał na żwirowy piasek rulon kory, śmiali się oboje z tego, że się udało.

Wieczór nastał dość szybko. Na brzegu plaży przyjemnie oglądało się zachodzące słońce. Elizabeth z uśmiechem zauważyła jak jej skóra przy tych czerwonawo-pomarańczowych promieniach słońca opalizuje ciepłym blaskiem, zupełnie innym niż ten, który można było u niej dostrzec na przykład o świcie czy w południe. Jej ciało tak jak i oczy, w zależności od pory dnia błyszczało w inny całkiem sposób, zmieniając gamę barw, które można było dostrzec odbijające się od niewidocznych drobinek niby kryształów skrytych w jej skórze. - I jak? zadowolony, że się nie skrywam przed słońcem? - zapytała w którejś chwili. Ona się bardzo cieszyła z tego, że raz na jakiś czas mogła za dnia swobodnie poruszać się na powietrzu nie siedząc zamknięta w czterech ścianach mieszkania czy jakiegoś innego pomieszczenia. Czuła się zwyczajnie, normalnie, jeśli można było tak rzecz nie zważając na to, że ktoś mógłby dostrzec jej nienaturalność wyglądu.

Minęło kolejnych kilka dni. Na wyspie byli już w sumie czwarty dzień. Przeszli ją chyba calusieńką wzdłuż i w szerz, metr po metrze. Zmuszeni w końcu głodem musieli się wybrać na jakieś polowanie, na sąsiednią wyspę, na której posilenie się było dla nich dozwolone. Ponieważ i tak mieli w planach obejrzenie sobie tego zaginionego-odnalezionego miasta małp oraz poczłapanie sobie do kina na plaży, dziewczynie udało się namówić Roya do przeniesienia się teraz na drugą wyspę, do [link widoczny dla zalogowanych] pozostającego do ich dyspozycji. Mimo, że był mniejszy, posiadał własne [link widoczny dla zalogowanych]. Najbardziej spodobał jej się co prawda widok na morze z [link widoczny dla zalogowanych], z której [link widoczny dla zalogowanych] rozchodził się na prawdę piękny krajobraz. Ciężko się było zebrać do wyjścia, ale w końcu ogarnęli się na tyle, by popłynąć katamaranem na niewielką wyspę, by "zjeść obiad" jak to sobie w śmiechu nazwali polowanie na posiłek.

Dziewczyna upolowała swoją ulubioną panterę. Zajęło jej to trochę czasu, bo jej wybrany 'posiłek' wybitnie nie czuł się spokojnie na swoim miejscu, sprowadzony dla nich na specjalne zamówienie przez obsługę. Wpierw nie mogła znaleźć nic co by ją zainteresowało a kiedy wreszcie trafiła na właściwy trop, musiała się trochę namęczyć, bo jakoś wybitnie nie chciało jej iść polowanie na zwierzynę i gonienie jej pomiędzy palmami. Była raczej przyzwyczajona do innych drzew i innego całkiem podłoża pod nogami przez co napataczała się cały czas na jakieś przeszkody. Zgubiła na jakiś czas też z widoku Roya, który pobiegł za swoją zdobyczą gdzieś między gęściej rosnące drzewa.

Syta i wreszcie całkiem zadowolona zaczęła wracać w kierunku plaży powolnym krokiem, mając nadzieję na to, ze jej towarzysz niedługo również znajdzie coś dla siebie i że spotkają się chociażby i na plaży przy katamaranie. Słońce przeświecało między liśćmi a i ciepło było na tyle przyjemne, że wampirzyca nie spieszyła się zbytnio, by prędko dotrzeć na otwartą przestrzeń. Idąc pomiędzy kolejnymi palmami, rozglądała się od czasu do czasu na boki, obserwując ptaki, które przysiadały gdzieś wysoko ponad jej głową, skrzecząc i śpiewając całkiem zabawnie swoje ochocze trele. Zgarnęła sobie po drodze jakąś długą trawę, którą zaczęła się bawić przekładając między palcami w zamyśleniu. Nasłuchiwała jakiegoś ruchu w pobliżu siebie mając nadzieję odnaleźć gdzieś ślad chłopaka, który gdzieś w nieznanym jej kierunku popędził.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 18:51, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Co też Roy robił w tym czasie? Na pewno nie próżnował. Jego posiłek, również pantera, podrażniony przez wampira pobiegł przed siebie a Roy pomknął za nim z dziką pasją wołając z rozbawieniem - Kici, kici... - wodził oczami za końcówką ogona kotowatego czując jak z każdą chwilą robi się coraz bardziej głodny. Żyli tutaj intensywnie, ciągle sobie wynajdywali coś do roboty, wiec zapasy energii spalały się w dość szybkim tempie. Pantera mruczała gniewnie nie mogąc się uwolnić od tej zarazy która siedziała jej na ogonie. Roy cmoknął jakby dziwił się temu że jest tak podenerwowana. Dopadł ją w końcu i wyssał do ostatniej kropelki czując że od razu mu lepiej. Z tym uczuciem sytości, jak zwykle przychodziła mu ochota na zabawę, normalnie pewnie poczułby się senny jak po ciepłym obiedzie, ale że wampir nie sypiał to nabierał ochoty na całkiem inne rzeczy. Pociągnął nosem chcąc wiedzieć gdzie jest Elizabeth. Jej zapach nie wybijał się nigdzie pierwszy, więc była spory kawałek od niego. Wyspa na której się znajdowali nie była przez nich do końca poznana. Wpadli tutaj tylko by coś zjeść. Roy usiadł na ziemi i wsparł plecy o pień drzewa. Wyciągnął z kieszeni podarek od Caren i popatrzył na małe pudełko trochę krzywo. No nie lubił jak wywierano na nim presję, a to ze matka wcisnęła mu własny pierścionek na to zakrawało. Siedząc tak i rozmyślając wymyślił zabawny scenariusz pewnej zabawy. Rozglądał się wokół i zastanawiał czy jego pomysł wypali. Oblizał usta z resztek krwi które zostały w ich kącikach. Wstał i wdrapał się na jedno z drzew. W miejscu gdzie stykały się gałęzie było opuszczone ptasie gniazdo. Roy przezornie sprawdził czy jego użytkownicy nadal go używają ale wydedukował że nie. Ułożył na nim pudełko. Przykrył je przeschniętą trawką z którego było uwite gniazdo. Zeskoczył na ziemię i w podskokach zaczął szukać Lizzy. Wrócił do miejsca w którym się rozdzieli i i poszukał jej zapachu. Uśmiechnął się kiedy go wyłapał. Pognał za jej tropem wołając - Elizabeth! - kiedy ją w końcu znalazł, a nie zajęło mu to zbyt wiele czasu, zawiesił się na jej plecach i mruknął - Tęskniłaś? - to go chyba mało obchodziło bo po chwili znalazł się przed jej oczami i oświadczył - Pobaw się ze mną. - wyszczerzył się do wampirzycy niczym dziecko i objął ją ramieniem - Pobaaaw się. Proszę. Jak się zgodzisz wyjaśnię ci w co się zabawimy. - cwaniak wredny. Bo kto najpierw chce zgody a później wyjaśnia zasady?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 19:33, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Elizabeth zaabsorbowana oglądaniem jakiejś straszliwie kolorowej papugi na moment przestała aż tak uważnie obserwować swoje otoczenie. Nie dostrzegła zbliżającego się do niej Roya i chociaż słyszała jakieś drobne trzaski gałęzi, to nie odwróciła głowy w tamtą stronę, śledząc wzrokiem ptaka.

Wampir wyrósł koło niej niczym spod ziemi. Wymówione przez niego jej imię spłoszyło pierzasty, obły kształt na jakiejś gałęzi ponad jej głową. Położyła dłonie na jego ramieniu, kiedy zawisł wsparty na jej plecach. - No jasne. - odparła z uśmiechem, gdy zapytał czy tęskniła, cmokając go gdzieś w przedramię. Wskazała mu palcem odlatujący od nich pstrokaty kształt i spróbowała odwrócić głowę, by móc na niego spojrzeć. Na szczęście ułatwił jej całą sprawę, przechodząc przed nią.

Uśmiechnęła się do niego wesoło, spoglądając w te jego błękitne tęczówki. - A w co? - zapytała dostrzegając jednak w kąciku jego ust jeszcze jakiś czerwonawy ślad, którego nie udało mu się zetrzeć, gdy się doprowadzał do porządku po posiłku. Pochyliła się nad jego twarzą pocałunkiem zabierając z jego wargi rubinową barwę. Przesunęła koniuszkiem języka po konturze jego ust, upewniając się, że już nic nie zostało. - Mmm... - mruknęła wesoło - Kociak. - dodała z wesołością. - Okej, okej. Pobawię się z Tobą. W co tylko zechcesz. - zgodziła się głaszcząc odruchowo jego ramię. Nie miała pojęcia co miał w zamyśle, ale skoro miał na to taką straszną ochotę, to czemu by nie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 19:52, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Machnął dłonią na tą papugę. Mało go interesowało jakieś kolorowe ptaszysko skoro on miał wizję. On. Miał. Wizję. To było coś takiego jak wtedy gdy wpadł na pierwszy równie genialny co szalony pomysł rozkręcenia własnego interesu - W coś fajnego. - odparł tajemniczo drocząc się z Lizzy jak dzieciak z rodzicem mający mu wyjawić jakąś wielką tajemnicę. Rodzic który zazwyczaj wiedział o co chodzi miał udawać że jest kompletnie zielony w temacie by jego potomek miał z tego jeszcze więcej radochy. Niestety Lizzy nie wiedziała co dla niej przyszykował. Roy w ekscytacji która go nosiła, nie pomyślał że wampirzyca znów mogłaby odegrać taką scenę jak w sklepie. Pocieszyłby się tym że tutaj jeśli by od kogoś czerpała to tylko od niego, a jego emocje nie wywoływały by u niej płaczu. Stanął na chwilę spokojnie kiedy dopatrzyła się jakiś poobiednich uchybień - Łakomczuch. - stwierdził jakby odbierała mu resztki z talerza, a on jeszcze nie dokończył. Roy ułożył dłoń zwiniętą w pieść na jednym biodrze i zaczął wyjaśniać o co mu chodzi - Więc... Pomyślałem sobie że skoro nie znamy tej wysepki jeszcze dobrze, można by było po niej połazić, ale żeby nie łazić bez celu, proponuję to sobie czymś umilić. Mianowicie chodzi o to że ja... - wskazał na swoją pierś dłonią - Schowałem gdzieś coś dla ciebie. - pacnął ramię Elizabeth drugą dłonią - I oczekuję z twojej strony rewanżu. Ty również coś ukryj. Co chcesz i gdzie chcesz. Idziesz na to?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 20:34, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Miał minę rozbawionego dziecka, które właśnie wymyśliło właśnie najgenialniejszą zabawę, na jaką mogło wpaść. Tajemniczość rozmywała się pod jego szerokim uśmiechem a dziewczyna z ciekawością spojrzała na niego czekając na jakieś objaśnienie tego, co wymyślił. W pierwszym momencie już miała wrażenie, że to, co mu tak do głowy wpadło to była zabawa w zgadywanki. Nie chciał jej od razu zdradzić o co chodzi, więc z wyczekiwaniem przyglądała się jego błyszczącym oczom.

- Jak fajnego? - zaciekawiła się ta odpowiedzią, bo nadal niewiele jej ona mówiła. Stwierdzenie, że jest łakomczuchem rozbawiło ją. Wyszczerzyła się w równie szerokim uśmiechu, co on. - No jasne! - powiedziała - Zwłaszcza z takich ust... Mniam. - odrzekła tłumacząc się z tego, że z taką przyjemnością przylgnęła do jego ust. Ostatnie dni nie były dla nich łatwe i proste. Wzajemnie drażnili się drobnymi gestami tak, że Elizabeth momentami czuła się, że stąpa na cienkiej granicy, którą tak łatwo było przekroczyć. Pewnie dlatego i teraz jego usta były takie przyzywające dla niej. I stąd też kropla bordowej barwi w ich kącikach była taka pociągająca.

Zaczął jej wreszcie powoli wyjaśniać o co mu chodzi. Z delikatnego uśmiechu widniejącego na jej twarzy, stawał się on coraz szerszy w miarę jak mówił co ma na myśli. Uniosła brwi w górę słysząc, że już coś ukrył dla niej. Dla niej? Ciekawe co to było. Lubiła niespodzianki. Nawet bardzo. Co prawda czasami denerwowały ja niektóre, ale w większości sprawiały jej dużą przyjemność. - Okej. Jasne, że tak. - odpowiedziała z wesołością w głosie. - Ale... Będziesz musiał mi dać chwilę na zastanowienie się co i gdzie schować w takim razie. - zgodziła się przytakując na propozycję chłopaka.

Zaczęła usilnie rozmyślać. Pierwsza rzecz, która jej przyszła do głowy najbardziej jej przypasowała. Ale do tego musiała odegnać na moment swego towarzysza od katamaranu, by po coś sięgnąć. - Roy, popatrz się tam. - wskazała mu dłonią kierunek w stronę środka wyspy. Kiedy tam spojrzał, wyślizgnęła mu się z objęć, podchodząc do łódki i wyciągając ze skrzynki ratunkowej jedną rzecz. Zwinęła ją w kulkę, chowając w dłoni po czym wróciła do wampira, stając obok niego. - To teraz... - mruknęła dając mu buziaka w policzek - Musisz mi dać czas to coś dla Ciebie schować. Tylko powiedz mi w jakim obrębie? Ta cała wyspa czy gdzieś bliżej? - zapytała i kiedy usłyszała od niego odpowiedź, pobiegła w stronę drzew, niknąc po chwili między nimi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 20:52, 04 Wrz 2010    Temat postu:

- Tak fajnego jak ty. - odparował prawie że podskakując z radości jaką mu sprawiały jej pytania. Chyba naprawdę podzielała jego pomysły a przynajmniej starała się uczestniczyć w jego wymysłach. Szalenie mu się to podobało. Roy oblizał bezwiednie usta i podpytał z przebiegłym uśmieszkiem - A jesteś jeszcze głodna? - zamrugał i roześmiał się zastanawiając przy tym czy bardzo przegina czy jeszcze w granicach wszelkiego rozsądku. Temat głodu jednak pozostał odsunięty na bok bo zagadki i to co ze sobą niosły był o wiele bardziej absorbujący niż posoka na jego ustach. Tak. Schował coś tylko dla niej - Nie ma problemu. - stwierdził kiedy wspomniała że sama potrzebuje czasu. Miał dla niej całą wieczność, więc czym było kilka chwil? Wywrócił oczami kiedy kazała mu spojrzeć w drugą stronę. Nie prościej było poprosić by zamknąć po prostu w oczy. Zrobił to co mu bardziej pasowało i przymknął powieki starając się nie podglądać tego co robi wampirzyca. Czując się trochę jak kretyn, ale kretyn z bananem na twarzy czekał aż wróci. Otworzył oczy kiedy już mógł - Cała wyspa. - powiedział mając nadzieję ze pójdzie w całkiem inną stronę niż on. Kiedy odeszła usiadł na piasku i wyrwał sobie ździebełko trawy czekając aż wróci.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 21:18, 04 Wrz 2010    Temat postu:

- Tak fajnego jak ja? - zdziwiła się uśmiechając się szeroko. Nie miała w sobie nutki narcystycznej. Jednak komplementy, które czasem jej prawił były dla niej bardzo przyjemne, więc jak mogła by się nie cieszyć słysząc kolejne z nich? Jeszcze bardziej jego odpowiedź wzbudziła u niej ciekawość. Nie była w stanie się domyślić co tez takiego ukrył dla niej gdzieś na wyspie, ale sam pomysł zabawy jej się straszliwie spodobał. I nie miała by powodu czemu by nie podjąć się kolejnej rozrywki.

Czasem miała wrażenie jakby cały ich związek składał się w jednego, długiego ciągu kolejnych rozrywek. Zanim go poznała, miała wrażenie, że jej codzienność była jakaś nudna i szara. On dodał do niej barwy. Barwy radości, szczęścia i zadowolenia spowodowanego uczuciem, którym go obdarzyła. Z resztą już kiedyś o tym w swoich myślach wspominała. - Nie. Nie jestem już głodna. - odpowiedziała, bo była na prawdę całkiem syta. - Ale odmówić sobie Twoich ust... Mmm... - mruknęła z rozmarzeniem kręcąc zaraz przecząco głową na znak, że nie było takiej siły, która by ją od niego odegnała.

Zniknęła między drzewami po chwili przyspieszając swój bieg. Pokręciła się w kilku kierunkach szukając pomysłu gdzie mogłaby dla niego ukryć niespodziankę. W końcu przyszło jej do głowy, by przebiec na drugi koniec wyspy. Nie było to trudno zrobić z jej wampirza prędkością. Wypadła na sam brzeg plaży, zgarniając po drodze z jednej z palm dość sporego kokosa. Rozbiła go na dwie połówki, wylewając ze środka aromatyczny sok. Sięgnęła po chustę kładąc ją na moment na piasku. Wsunęła dłonie pod swoją sukienkę, zsuwając ze swych bioder skąpe, koronkowe figi. Złożyła je na chustce, zawiązując ją u góry w kokardkę. Kokardkę, którą chłopak mógł wreszcie rozwiązać. Miała nadzieję, że taki prezent dla niego mu się spodoba. I że domyśli się o co jej chodzi. Zwinięte zawiniątko schowała wewnątrz kokosa, kładąc go wśród innych leżących pomiędzy drzewami.

Jeszcze ze dwa kokosy rozłupała zostawiając na nich swój ślad i układając niedaleko siebie, ale na tyle, by zmylić czuły węch chłopaka, gdy będzie szukał. Nie wiedziała w jaki sposób będą mieli odnajdywać dla siebie niespodzianki, ale pomyślała, żeby mu nie ułatwiać za bardzo sprawy jednoznacznie prowadzącym zapachem. Na zamianę za swoją bieliznę, założyła drugą z wziętych z łódki rzeczy, lubiany chyba przez Roya sznureczkami wiązany dół kostiumu kąpielowego. Kiedy było gotowe, wróciła do swego towarzysza z uśmiechem się na niego spoglądając. Musiałą być tylko uważna, by w jakimś momencie nie dotknął jej bioder przedwcześnie i nie odkrył tego, że nie ma na sobie bielizny który zamieniła na kostium. - Już. - obwieściła uśmiechnięta podchodząc do niego. - Jak szukamy? - zapytała zastanawiając się w jaki sposób chce odnajdować ukryte 'cosie'.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:36, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Pokiwał szybko głową. Dla Roy'a nic nie mogło być fajniejsze od niej. To chyba nie było złe, ten ich tryb życia, hm? Nie łamali sobie głowy tym co zrobić, tylko po prostu coś robili. Skoro życie było na tyle łaskawe by dać im tyle wspólnej radości, to dlaczego z tego nie korzystać? Roy nie wyobrażał ich sobie jako pary stetryczałych, zgorzkniałych ludzi. I już nie chodziło o gatunek jakim byli. Chodziło o podejście do tego wszystkiego. Przecież świat był wielki, trzeba było korzystać. Tym samym jeśli przynosiło to radość. Uśmiechnął się kiedy pokręciła głową. Uniósł głowę w górę kiedy Elizabeth wróciła i podniósł się z ziemi otrzepując spodenki. Pachniała czymś mu znajomym - Co robiłaś z tymi kokosami? - zapytał zgadując poprawnie. Nie mógł się pomylić. Troszeczkę twardej łupiny, miąższ i płynny środek. Kokos - Nie wiem. - odpowiedział uświadamiając sobie wyraźną lukę w swym genialnym pomyśle - Nie myślałem nad tym wcale... To co ty chowałaś pewnie będę zmuszony wywąchać, co? - zapytał, bo nie umiał wymyślić innego wytłumaczenia wyjaśniającego po co jej były kokosy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:07, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Uśmiechnęła się słysząc pytanie o kokosy. - Cóż, zaatakowały mnie po drodze i musiałam walczyć, by utorować sobie drogę do przejścia. - roześmiała się to mówiąc. Ciężko było by jej ukryć zapach mleczka kokosowego. Nawet jakby wskoczyła do wody i postarała się zapachem morza spłukać z siebie tą woń, to i tak by wyczuł, więc nie było sensu nawet próbować.

Uniosła brwi zastanawiając się jak mogli by szukać. - Zapachem. - przytaknęła, chociaż biorąc pod uwagę to, że trochę się pokręciła zarówno idąc w jedną jak i w drugą stronę, to wiedziała, że nie będzie mu zbyt łatwo. Może i dobrze? Zastanawiała się nad tym jak zareaguje chłopak, gdy zobaczy co ukryła dla niego we wnętrzu tego kokosa. I czy poprawnie odczyta jej intencje. W końcu mógł sobie pomyśleć najróżniejsze rzeczy. I nie mogła z góry zakładać jak Roy będzie to widzieć.

- Chociaż może być też ciepło-zimno. - dodała proponując inną technikę odnalezienia tego, co ukryli. - Ale generalnie proponuję trochę w większości za pomocą zapachu podążać a potem... Potem to już może albo szczęście i wytrwałość albo na podpowiedzi czy blisko czy daleko. - odrzekła i wyciągnęła w jego stronę rękę, by pomóc mu się podnieść z siedzenia. - Chodź. Mamy dużo czasu i nawet na zasadzie dokładnego przeszukania wyspy w końcu i Ty i pewnie ja znajdziemy to, co żeśmy poukrywali dla siebie. - dodała nie mogąc się doczekać z odkryciem tego, co dla niej wymyślił.

Co to mogło być? Ładne pióro jakiegoś tropikalnego ptaka? Znalazł norkę malutkich kociaków i ich widok był tak fajny, że chciał aby to znalazła mogąc zobaczyć bawiące się ze sobą futrzane kulki? A może ukrył dla niej którąś z jej rzeczy, której braku nawet nie zdawała sobie sprawy? - No chodź, chodź. - zachęciła go jeszcze raz jak niecierpliwe dziecko poganiając go do podniesienia się z piasku. Podobał się jej jego pomysł na zajęcie sobie czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 22:31, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Roy wytrzeszczył oczy i zapytał z przestrachem - Kokosy? To one są krwiożerce? Czy pięknożercze?! Pokaż mi tylko który! Z którego drzewa! - podskakiwał zabawnie, no może nie podskakiwał tylko unosił się na palcach jakby naprawdę zbulwersowany zuchwałością wielgachnych orzechów. Czy poprawnie odczyta... No cóż, w końcu sama twierdziła że nie jest głupi, więc pewnie coś tam odczyta, w zależności co znajdzie - To chyba będzie tak ze u ciebie pójdę za zapachem, a ty będziesz się musiała męczyć w ciepło zimno. Bo nie trudniłem się tym by jakoś specjalnie zostawiać takie ślady. - stwierdził i pomyślał że to niczemu nie szkodzi bo zawsze lubił bawić się w szkole w ciepło - zimno o ile dobrze pamiętał - Okej, więc kto pierwszy zaczyna? Mogę ja? - jakoś jeśli już się zgodziła i tak dalej Roy wolał być tym kto pierwszy znajdzie niespodziankę. Bo jeśli już Elizabeth znajdzie co ma znaleźć i nie zareaguje tak jak liczył by zareagowała to nie będzie mu zbyt wesoło. Jakoś przestawał wierzyć w powodzenie tej akcji a przynajmniej w końcowy jej efekt, który mógł być totalnie inny od zamierzonego. Tak jasne, norka kociaków. Czuć by nimi go było. To piórko było bardziej prawdopodobne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 22:55, 04 Wrz 2010    Temat postu:

Roześmiała się słysząc o tych drapieżnych kokosach. Widok chłopaka podskakującego w miejscu i jakby niecierpliwiącego się do tego, by ruszyć rozbawił ją setnie. - Ach, widzisz, widocznie ja na takie natrafiłam. Nowa, zmutowana odmiana. - zaśmiała się. Już wyobrażała sobie to, jakby próbował jej zainscenizować teatrzyk walki do ostatniego tchu jego bądź kokosowej kulki chcąc udowodnić swoją męskość i wstawić się w obronie jej zdrowia i życia, aby już żaden inny palmowy owoc nie nastawał na nią podczas przechadzki.

- Okej. - zgodziła ruszając z Royem w stronę środka wyspy. W końcu gdzieś z tamtego kierunku wyszła i też tam zniknęła między drzewami, więc miał początek drogi ułatwiony. - Możesz, możesz Ty zacząć. - zgodziła się, skoro tak mu było śpieszno do tego, by się dowiedzieć co dla niego skryła wśród kokosów.

Kociakami nie było by od niego czuć, gdyby się do nich nie zbliżał a tylko z daleka je dojrzał. Tylko gdyby ich dotknął, mógłby przenieść na sobie ich zapach. Tak więc nie było co się tym martwić. Było wiele możliwości do obstawiania co tam mogła znaleźć. No ale dobrze. Była w stanie się na tyle powstrzymać, by poczekać na swoją kolej. I chyba mieli podobne obawy. Ona obawiała się tego jak chłopak zareaguje, gdy znajdzie jej podarek a on jak ona znajdzie jego. I oboje mogli czuć się nieco zestresowani. No, ale trzeba było na bok odegnać obawy, by się nie przejmować tym za bardzo i nie psuć sobie zabawy niepotrzebnym zamartwianiem się ewentualnościami. Bo po co?

Minęli pierwszą linię drzew i dziewczyna puściła jego rękę, by mógł swobodnie ruszyć śladem jej zapachu. Została nieco z tyłu, by mu nie zagłuszać zmysłu węchu swoją zbyt bliską obecnością. - Więc... - dała mu całusa w policzek życząc powodzenia - Szukaj. Będę niedaleko za Tobą. - powiedziała i pozwoliła zwiększyć dystans między nimi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 23:23, 04 Wrz 2010    Temat postu:

- Boże! - zawołał jak zwykle w takich sytuacjach wznosząc wzrok ku niebu - Co to? Wyspa doktora Moreau?! Żeby na niej zmutowane rzeczy były? - może porównanie nie było z tych najtrafniejszych, bo co miały do kokosów zwierzęta poddane operacją które miały upodobnić je do człowieka? Pewnie nic prócz tego że jedno i drugie było tak samo nierealne. Jasne że by odegrał. Shakespeare by się musiał schować ze swoimi wielkimi sztukami przy Roy'u będącym z przypływie twórczej pasji. To było by piękne, dramatyczne i bohaterskie. I walczyłby tak długo aż ostatni kokos nie zostałby rozłupany na pół. Stokrotnie wdzięczny za to że przystała na jego prośbę podreptał za Lizzy do punktu z którego miał startować. Bo Roy by umiał się powstrzymać by tych kociaków nie zobaczyć? Nie znała go jeszcze? Skoro z taką pasją polował na kraby, by tylko tego jednego sobie obejrzeć, to na pewno by kociaczki zobaczył kiedy tylko by je znalazł nie czekając na Elizabeth. Z obawą wiązała się ekscytacja, która przed momentem tak wyraźnie była widoczna w wampirze. Jedno było chyba nierozerwalnie z drugim związane, tym bardziej ze każde z nich pokładało z swojej niespodziance jakieś nadzieje. Trudno było określić co było ważniejsze. W ramach pożegniania dostała dwa buziaki w obydwa policzki, jakby wyruszał w nie wiadomo jak długą podróż. Roy zaśmiał się i stwierdził - No chyba się nie zgubię, co najwyżej pobłądzę po zapachowych ścieżkach. - już wyczuł ich kilka. Jak to możliwe że miała tylko pięć minut? Wciągnął powietrze w płuca i ruszył. Pocieszał się tym że szedł wyprostowany a nie przypominał psa tropiącego.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:52, 04 Wrz 2010    Temat postu:

- Ale masz skojarzenia! - stwierdziła rozbawiona. Miał czasami kosmiczne pomysły i jeszcze bardziej niestworzone wyobrażenia. Ale dobrze. Nie mogła narzekać, bo właśnie takimi drobiazgami ją rozśmieszał do łez. Oj biedne byłyby kokosy, które by chłopakowi pod ręce się nawinęły. Może nawet ich populacja by wymarła na tej wyspie. Ciekawe jak szybko by się właścicielowi udało ją tu przywrócić. Pewnie dopiero w następnym sezonie goście mogli by obejrzeć, dotknąć czy też posmakować z drzewka świeżo zerwanego kokosa.

A tak w ogóle, to gdyby Roy z taką pasją się na nie rzucił, to co potem by zrobić trzeba było, by je jakoś wykorzystać? Basen z pewnością by zdołali napełnić mleczkiem kokosowym, ale co z tym pysznym wnętrzem? Staliby się na tej wyspie głównym producentem wiórków kokosowych oraz ekologicznych chipsów z cieniutkich paseczków białego owocu. Wyszłoby zabawnie gdyby musieli się komuś tłumaczyć dlaczego każdy, dokładnie każdy kokos na tej wyspie został rozpołowiony. I jak by tu wyjaśnić komukolwiek, że padło podejrzenie a potem wyraźne oskarżenie, że były zmutowane i mogły kogoś jeszcze zaatakować? No niezbyt było by to łatwe.

Nie no. Faktycznie racja. Roy pewnie, na tyle, na ile go znała Elizabeth, pewnie by się nie powstrzymał od tego, by nie podejść do kociaków. Dla nich zapewne byłoby to ze stratą, bo żadna kotka czując obcy zapach nie wróciłaby do swego legowiska po potomstwo. Miałby na sumieniu tych kilka puchatych kulek. Tak więc o wiele lepiej było, że jednak jej podejrzenia padły już bardziej w stronę tego piórka. Albo też innej rzeczy, która jej nie przyszła jeszcze do głowy.

Jak to dobrze, że już na samym początku wyczuł kilka możliwych dróg. Dziewczyna jednak dobrze potrafiła mylić ślady. I to wszystko dzięki jej doświadczeniu w szwendaniu się w różnych miejscach, gdzie nie chciała być od razu wyśledzona. Teraz ułatwiał jej drobny wiatr roznoszący jej zapach na kilka kierunków, niekoniecznie tam, gdzie sama go zostawiła. Jednak była pewna, że Roy znajdzie tą właściwą ścieżkę. Po przebyciu mniej więcej z połowy drogi już i tak nieźle sobie radził. Najlepsze było to, że z każdą chwilą gdy jej towarzysz podążał pozostawionym przez nią śladem, zaczynał chyba pojmować jej technikę. Środkowy trop był zwykle najsłabszy, bo dziewczyna przecinała jedną ścieżkę a potem zawracała okrążając jakiś kawałek wokół, by zrobić z jednego tropu, trzy.

Po jakimś czasie nie sposób się było tego nie domyślić. Ale w połowie drogi, w okolicach środka wyspy znów zmieniła technikę i parę razy musiała zatoczyć dziwne pętelki gubiące dotychczasowy sposób śledzenia jej śladów. A pięć minut wystarczało w zupełności. Starając się to wykonać szybko, tak szybko jak się było w stanie, na prawdę można było zdziałać wiele. Obserwowała Roya z zaciekawieniem. Zastanawiała się przy tym co też on sobie myśli w tej chwili. Kiedy w pewnym momencie się bardziej skierował na niewłaściwe ścieżki, Elizabeth przystanęła na moment śmiejąc się cicho. - No, skarbie, chcesz się przeziębić? - dała mu aluzję do tego, że tam może być zimniej. Wiedziała, że zrozumie, iż nie tędy droga do odnalezienia skrytej rzeczy. Po chwili znów był na oprawnym tropie. A już z każdą chwilą był coraz bliżej do miejsca, gdzie zostawiła kokos z zawartością i coraz bardziej zaczęła się zastanawiać nad tym jak to przyjmie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 9:53, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- No co? - zapytał śmiejąc się głośno. Skojarzenia były na jego miarę. Czego się po nim spodziewała? Tylko tego. Tych właśnie kosmicznych i niestworzonych pomysłów. Wymarłaby, śladem po niej byłyby tylko te rozłupane kokosy, a kto wie czy Roy nie zatarłby śladów poświęcając je wodom oceanu. Wątpliwa sprawa by odgrywając sianie zniszczenia zastanawiał się nad wykorzystaniem mleczka kokosowego. Chyba gdyby Elizabeth mu przypomniała o tym że mają do napełnienia basen, to owszem, ale gdyby nie to kokosowe mleczko wsiąkało by niczym krew wroga powoli w ziemię. Nie było by brania jeńców. Oj, ona mu chyba wszystko lubiła utrudniać. Jego nie obchodziło już co stanie się z ofiarami po jego ataku. Równie dobrze mógłby im usypać zgrabny nagrobek z kamieni i ziemi a na wierzch położyć palmowe liście. Jakby kotka nie wróciła to Elizabeth miałaby to co chciała. Chciała kota, prawda? Że byłyby trochę duże i trochę niebezpieczne? Dla nich i tak były milusie. To nie tak dobrze, ze potrafiła mylić ślady. W tym momencie dla Roy'a niedobrze. Zabawa, zabawą, jednak nie mogło być zbyt prosto. Wsunął dłonie w kieszenie nie czując się do niczego przymuszany i po prostu ruszył przed siebie starając się nie zgubić zapachu Elizabeth. Po przejściu kawałka drogi, paru kluczeniach stanął w miejscu bo poczuł że się zgubił, a przynajmniej nie wiedział gdzie iść dalej, bo namieszała tutaj tyle że stracił orientację. Zawładnął nim ludzki odruch który podpowiedział mu ze najlepiej wydmuchać nos, jakby miał zatkany i to miało mu pomóc, ale oczywiście nie miał chusteczek. Uświadomił sobie też że to nic nie da. Płatki prostego nosa poruszyły się lekko i wampir, który i tak nie miał nic do stracenia odbił w lewo. Zatrzymał się jednak i spojrzał na Lizzy pytająco. Załapał o co biega i udał się bardziej na prawo znajdując kolejną ścieżkę zapachu znajomego mu tropu - Co ty robiłaś z tymi kokosami? - zapytał bo coraz intensywniej je czuł - Co ja znajdę? Szklaneczkę mleczka? - pytając nie przerywał swego marszu, ani nie oglądał się na Elizabeth - Przypomnienie że Kleo skóra się wysusza?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:36, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- Nic, nic. - pokręciła głową śmiejąc się tak samo jak i on w tej chwili. I bardzo dobrze, że chłopak miał skojarzenia na miarę kosmosu. Jej się to bardzo podobało i nie mogła narzekać nawet w najmniejszym stopniu. Poza tym oczywiście, ze Elizabeth uwielbiała utrudniać. Bo co to by była za zabawa, gdyby chłopakowi zbyt łatwo poszło odnalezienie swojego trofeum? Musiał się choć trochę namęczyć. Nie mogło być zbyt łatwo. Jeśli chciał znaleźć to, co dla niego schowała, to chociaż minimalnie powinien się wysilić. A teraz sprawiał wrażenie jakby rzeczywiście się przykładał do swojego zadania.

No racja. Wampirzyca na prawdę chciała mieć kota. Ale w zasadzie, to może niekoniecznie takiego dzikiego, wyrwanego z wyspy na siłę. Takie zwierzęta powinny żyć sobie spokojnie, nie męczone obecnością człowieka. Albo też tak jak oni, wampira. W mieście, w mieszkaniu czy nawet całym domu, dorastając męczyły by się niesamowicie. Już nie mówiąc w ogóle o tym, co by tam jadły. Jakoś nie potrafiłaby sobie wyobrazić wpuszczenia do No name na przykład królika, którego jej pupil czy też pupilka zaczęła by gonić po całym budynku urządzając sobie polowanie na posiłek. Abstrakcja jakaś. Więc chyba lepiej, że Roy nie dotykał i nie straszył żadnych kociaków. Jeśli już koniecznie jakiegoś chciał potulać, to Elizabeth z chęcią by się zaoferowała jako zamiennik. Mogła mu mruczeć do ucha czy też drapać. Gorzej z puchatym futrem u niej, ale jakby się postarała, to by jakąś miękką skórkę do przykrycia się także znalazła.

- Och, gdybym Ci zdradziła, to szukanie nie byłoby takie fajne. - odpowiedziała, gdy chłopak znów ruszył odnalezionym na powrót śladem. Poszła za nim, bawiąc się trącaniem po drodze jakichś gałązek czy liści. Ciszy nie potrzebował podczas szukania, więc mogła sobie spokojnie dłońmi pacać mijane przeszkody. Znalazła sobie po drodze pomysł na zajęcie rąk. Zerwała jakiś kwiat z niewysokiego drzewka i do niego zaczęła dobierać sobie kolejne, na które natknęła się zdążając na drugą stronę wyspy. Postanowiła upleść z nich potem wianek. Jeśliby jej towarzysz nadal chciał dla niej spleść wianuszek z liści i traw, mógł potem dołożyć do jej bukietu zebrane przez siebie rośliny a ona mogła je wpleść między kolorową tęczę uzbieranej przez siebie wiązanki. Bo czemu by niby nie?

- A nie powiem Ci co z nimi robiłam. - zaśmiała się lekko urywając z ziemi jakiś kolejny kwiat - Sam niedługo zobaczysz. - odpowiedziała. Był już bardzo blisko. Przejaśnienie pomiędzy drzewami było już widoczne a oznaczało to, że dochodzą już do plaży. Parsknęła śmiechem słysząc o szklance mleczka kokosowego. - A skąd ja miałam Ci tutaj szklankę słońce znaleźć, co? - zapytała kręcąc lekko głową. - Nieee... Skóra Kleosi jest póki co chyba bez zarzutu. - zaśmiała się zaprzeczając jego domysłom. - No chyba, że byś stwierdził inaczej. - dodała wciąż starając się zachowywać od niego pewną odległość, by chłopakowi nie zaburzać zmysłu węchu. - Sam się przekonasz co tam ukryłam. Ale nie licz na to, że Ci zdradzę nim to znajdziesz. - wyszczerzyła się w słodkim uśmiechu, którego chłopak i tak nie dojrzał, nie odwracając się do niej. - Ale sądzę, że długo Ci chyba szukanie nie zajmie, więc dasz radę chyba jeszcze trochę wytrzymać, prawda? - powiedziała odchodząc lekko w bok, bo kilka kroków w jej prawo dojrzała rosnące śliczne blado-błękitne kwiaty, z których przynajmniej jedną sztukę chciała dołączyć do swej wiązanki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:45, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- No może i nie, ale wiedziałbym przynajmniej czego poszukiwać a tak czuje tylko kokosy i ciebie. - powiedział przeklinając w duchu wiaterek który rozwiewał mu ten jedyny trop. Czuł tylko kokosy więc co dostanie? Wiadomo. Kokosa. Takie było jego proste, niewydumane rozumowanie. Ale w jakiej formie ten kokos? Chyba rozbity, bo inaczej nie czułby tyle zapachu jego mleczka. No a po co mleczko? Do wlania w szklankę i tak dalej - Nie, ja nic nie mam do tej miękkiej, gładkiej, aksamitnej wręcz skóry, nieee... - biegała po całej wyspie po to by wywieźć go na plażę? Roy zatrzymał się między drzewami i poczekał na Elizabeth. Uśmiechnął się widząc jak zrywa kwiatki - To będzie konkurencja do mojego wianka? Pogrążasz mnie, wiesz? - zapytał patrząc na kolorowy bukiet w jej dłoniach - Nie jestem specjalnie uzdolniony plastycznie ani dekoratorsko. - chciał by podeszła do niego te kilka metrów bo trop tutaj był już na tyle wyraźny że nie mógł się pomylić. Spojrzał w stronę pobliskich drzew i leżących między nimi trzech kokosów - Któryś z tych tak? - zapytał wskazując na nie dłonią. Zrobił krok w ich stronę, ale obrócił się raz jeszcze ku wampirzycy - I to na pewno nie będzie mleczko? Ani szklanka? Ani zonk? - podpytywał stawiając kolejne kroki w tył, chcąc obserwować minę Elizabeth. W końcu odwrócił się do niej plecami i ukucnął nad kokosami.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 15:17, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- Ymmm... - mruknęła rozbawiona. - To chyba nie takie złe połączenie, czyż nie? - zapytała nieco przewrotnie. Niech by tak nie przeklinał na ten wiaterek, bo się jeszcze obrazi i albo zbierze się na wichurę i zacznie lać deszcz albo tez przestanie w ogóle powiewać i wtedy będą narzekać na upal. Z dwojga złego nie było tak źle chyba. Ha! Kokosa to nie dostanie. Nikt mu żadnego kokosa nie zamierzał wręczać. Co najwyżej sam mógł go znaleźć. Było ich na tej wyspie całkiem sporo. Z reszta mieli już niejakie doświadczenie z turlanymi kokosami. Zawsze można z nimi było wymyślić coś nowego do zabawy.

A więc jednak była nieco przewrotna. Dzięki temu jak myliła mu tropy zostawiając raz w lewo a raz w prawo ślady na na tej wyspie chyba skutecznie spowodowała, że Roy póki zapewne nie dojrzał przecinki drzew i nie domyślił się, by skierować się w stronę plaży, to nie wiedział gdzie mogła mu 'to coś' dla niego schować. Oznaczało to tylko i wyłącznie, że jej wybory wcale nie były takie oczywiste dla niego i że wciąż była dla niego zagadką. A to dobrze wróżyło dla niej. - No ja myślę! - zaśmiała się kiedy utwierdził ją w przekonaniu, ze nic nie ma do jej skóry. A przynajmniej nic, do czego miałby jakieś zastrzeżenia. - A przynajmniej mam nadzieję. - dodała, by nie wyszło, że jest w sobie w jakiś sposób zadufana.

Wróciła na poprzednią ścieżkę z całkiem już ładnie wyglądającym bukietem w swych dłoniach. - A ma być konkurencją? - pokręciła głową przecząco - Wcale Cię nie pogrążam, gdzież bym śmiała. - odpowiedziała z uśmiechem. - To tylko parę kwiatów. I będziesz je mógł wpleść w wianek jak będziesz chciał. - dodała puszczając do niego oczko. - Oj tam... - jęknęła - Nie marudź, co? - poprosiła, bo co z tego, że nie czuł się artystą plastykiem czy dekoratorem nie wiedzieć jakich dzieł. Ważnym był gest a nie samo wykonanie. Poza tym nie sądziła, by mu aż tak kiepsko miało wyjść, gdyby się postarał. A tego, że się przyłoży do wykonania nie można mu było odmówić.

Zbliżyła się nieco do niego skoro tak czekał na nią i stanęła sobie oparta o jedno z drzew palmowych. - Aha. - potaknęła w odpowiedzi na pytanie o kokosy. Łatwo się chyba było domyślić czując od niej zapach mleczka kokosowego i znajdując się w tym miejscu teraz. - Zobaczysz. - rzuciła kiwając głową w jego stronę, żeby go pokierować w stronę leżących na ziemi kulek a nie przytrzymując jego spojrzenia na niej. - Sam sprawdź, co ja Ci będę mówić. - zaśmiała się wymigując się od jakiejkolwiek dokładniejszej odpowiedzi.

Była uśmiechnięta. Nieco może zdenerwowana czymś, ale nic nie wskazywało na to, by miała w jakikolwiek sposób bardziej ekspresyjnie zareagować. Przyglądając się jej mógł też dostrzec wyczekiwanie na jej twarzy i nikłą, bardzo nikłą nutkę niepewności. - No już, już. - pogoniła go kilkoma machnięciami dłoni nie chcąc przedłużać i sobie i jemu tego oczekiwania. - Ja za Ciebie szukać nie będę. - odpowiedziała uśmiechnięta, posyłając mu jeszcze w powietrze całusa. Kiedy się obrócił do niej plecami i przykucnął przed kokosami, zagryzła zęby na dolnej wardze wolną dłonią skubiąc malutkie listki na łodyżce jednego z kwiatów. Zaczęła się im przyglądać z uwagą jakby stały się dla niej najbardziej interesującym obiektem do oglądania w tej chwili.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 15:44, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- Nie łap mnie za słówka. Oczywiście że nie jest złe. Bardzo, ale to bardzo przyzwoite. - miał jednak wrażenie że jego nos jest wyskrobany, albo wysuszony tym wiecznym wyłapywaniem tego samego zapachu. Nie był przyzwyczajony do tak długiego śledzenia kogoś, żeby to chociaż śledzenie było. Roy musiał kluczyć po jej śladach szukając tego najwłaściwszego, który go doprowadził aż tutaj do tych trzech kokosów nad którymi teraz kucał z zatroskaną miną - Więc dobrze myślisz. Za dedukcję i znajomość własnej wartości Watsonie dostaniesz najwyższe noty. - Roy westchnął nieznacznie wiedząc ze w którymś kokosie na pewno coś jest. Przypominało to zabawę z chowaniem monety pod kubkiem. Tylko teraz było o tyle dobrze ze tymi kokosami nikt mu nie będzie poruszał, ani zmieniał ich kolejności. Ujął w dłoń pierwszy kokos po lewej. Uniósł jego połówkę w górę. Rozczarowanie ukuło nieznacznie kiedy okazało się że jest pusty. Obejrzał się w tył i spojrzał na Elizabeth wspartą o drzewo i przyglądającej się uparcie kwiatkom - Jeden kokos za mną. - rozumiał dlaczego nie patrzyła na niego. Nie miał pojęcia co mu schowała, i jak wielkiej wagi mogłoby być to co odkryje, ale sam wolałby chyba patrzeć gdzieś indziej kiedy ona znajdzie pierścionek. Roy popatrzył na dwa pozostałe i nie widząc potrzeby wydziwiać uniósł połówkę tego w środku - Bingo! - zawołał patrząc błyszczącymi teraz oczami na małe, wilgotne trochę od pozostałości mleczka, zawiniątko.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 16:10, 05 Wrz 2010    Temat postu:

- Ależ nie łapię Cię za słówka! - rzuciła zaznaczając, ze przecież się nie czepia go o słowa a jedynie droczy nieco. Hah, czyli jednak jej zapach w połączeniu z kokosem nie był czymś, czego mógłby w nadmiarze wąchać. Z resztą ona pewnie też podobnie by miała. Sama też nie bywała zmuszona do tropienia nikogo ani też niczego zazwyczaj i nie była w tym dobra. - Dziękuję. - odpowiedziała dźwięcznie z szerokim uśmiechem na twarzy, dostając ocenę swych wniosków.

Chyba lepiej, że mu dostarczyła dodatkowego obiektu do zabawy. Jakże by to było, gdyby ot tak znalazł od razu i już. Zawsze lepiej się jeszcze chwilę pozastanawiać. - Bravo! - stwierdziła - Na trzy jedno pudło. - zaśmiała się. - ale masz jeszcze dwie szanse. - dodała od razu obrywając kolejne listki z łodyżki. Nie miała pomysłu co zrobić ze swoimi rękami pomimo tego, że już przecież były czymś zajęte. Wcale jej się też nie spieszyło do tego, by się zbliżyć do Roya. Wolała mu zostawić trochę miejsca i zachować dystans między nimi do chwili, gdy odnajdzie dla niego prezent i zobaczy czym jest.

Może było to coś wielkiej wagi a może też nie, ale wampirzyca nie zamierzała mu w żaden sposób podpowiadać niczego poza tym co dojrzeć mógł na jej twarzy nawet jeśli starała się to ukrywać przed nim. W końcu znalazł pakuneczek. Białą, płócienną kulkę z kokardką na wierzchu. Z czymś mu się kojarzyła może? Ciekawe z czym. - Ładnie. Drugi trafny. - stwierdziła uśmiechając się i unosząc na moment spojrzenie na plecy chłopaka. - A więc to nie sam kokos? - zapytała przekornie, bo w końcu jak sam widział nie tylko samą pękniętą kulkę widział.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 16:39, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Taaa, wcale. Pod tym względem była aniołem. Nie i nie. Droczenie się a łapanie za słówka w dużej mierze było tym samym. Tylko inaczej się nazywało i w niektórych sytuacjach inaczej się objawiało. W zależności od panującego nastroju było pozytywne lub negatywne. A w ich przypadku ewidentnie z tym pierwszym mieli do czynienia. Nie był czymś okropnym, ale stara prawdą jest ze wszystko w nadmiarze szkodzi. Choćby miał siedzieć cały dzień z nosem przy szyi Elizabeth, to jednak byłoby to czymś innym niż próba wywęszenia jej na wyspie wśród drzew, zwierząt, kwiatów, które pachniały inaczej niż miasto i wszystko co się z nim wiązało. Oczywiście że lepiej. Musiała go znać już dostatecznie dobrze, by wiedzieć ze takie zabawy, niby dziecinne i błahe a jednak sprawiają maksimum radości. Dobrym tego przykładem był paintball. Mali chłopcy bawili się we wojnę, a kiedy już byli dorośli strzelali do siebie kulkami z farbą. Takie duże dzieci, Roy zadowalał się kokosami i zagadkami, co jest w którym ukryte. Uniósł palec w górę i zamachał nim kiedy Lizzy pochwaliła go za odkrycie. Wyciągnął zawiniątko z kokosa i przysiadł na ziemi kładąc je przed sobą. Leciutkie. Sama chusta? Złapał brzegi tej kokardki i pociągnął w swoją stronę. Rozwiązał supełek i jego oczom ukazały się białe, koronkowe figi. Roy zakaszlał raz jakby się zakrztusił. Odchylił się gwałtownie w tył, położył i spojrzał na wampirzycę z dziwnej obróconej do góry nogami perspektywy. W zasadzie patrzył gdzieś mniej więcej na środek jej sylwetki, na podbrzusze - Elizabeth! - zawołał z dołu i roześmiał się widząc srebrzyste rumieńce jakie już pojawiały się na jej policzkach - Jesteś bez bielizny! - nie mógł przebić wzrokiem materiału sukienki, ale wszystko mu mówiło że miał rację - Elizabeth... - zamruczał jakby oskarżał ją o najgorsze wyuzdanie - Dlaczego ja o takich rzeczach dowiaduję się ostatni? - zapytał retorycznie. Dowiedział się, a to wystarczyło. Usiadł i sięgnął po delikatny materiał wstając.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:02, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Ależ pewnym ruchem rozwiązał tą kokardkę. Albo nie załapał, że opakowanie zawiniątka też jest częścią aluzji jaką był prezent albo też był taki ciekawy jego zawartością, że nie zwrócił uwagi na to, jak było to zapakowane. Co do przyjemności związanych z zabawą... Cóż, mieli przecież w planach pobawić się w owy paintball. Kwestia tego kiedy tylko się tym zajmą, ale mieli dość czasu, by i na te cele wygospodarować wolną chwilę.

Dźwięk kaszlu Roya spowodował, że momentalnie oczy Elizabeth powróciły do bukietu trzymanego w dłoniach. Te drobne listki, których już prawie na łodyżkach nie było, zdecydowanie zbyt szybko się jej kończyły. Musiała pomyśleć czym dalej zająć swe palce, bo jeszcze kilka oberwanych listków i nie będzie miała zajęcia. - Taaak? - zapytała niewinnie unosząc spojrzenie kiedy krzyknął w jej stronę, by zwrócić na siebie jej uwagę. Już jej się rumieńce pojawiały? O rany. Nawet nie wiedziała o tym, więc nie zdążyła zakryć swoich policzków za wczasu.

- W zasadzie... - zaczęła - To owszem, bez dołu. - przytaknęła. Bo bielizny na dole nie miała. Miała dół kostiumu a nie bieliznę. Drobna, semantyczna różnica. Chyba kolejne słówko wchodzące do ich wspólnego słownika: "semantyka". - Wcale nie ostatni. - pokręciła przecząco głową opuszczając wzrok na kwiatki w dłoniach. Ten żółty miał zgnieciony płatek przez inny kwiat z bukietu. Sięgnęła do niego delikatnie odginając go tak, by nie zniszczyć wiązanki a jednocześnie uwolnić podwinięty pod spód płatek. - Pierwszy. - powiedziała - Nikt inny nie wie. - stwierdziła z przekonaniem po czym uśmiechnęła się jednym kącikiem ust. A więc nie dostrzegł, że nie była bez bielizny. Typowy facet. Jej facet. Heh, jak to łatwo przyjął... A może nie załapał aluzji uznając, że prezent jest po prostu dobrym żartem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 17:27, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Oczywiście że był ciekaw, a ta ciekawość przebiła się jak zwykle ponad wszystko. Aluzjami i ukrytym znaczeniem zaraz się zajmie. Spokojnie, wszystko w swoim czasie. Zebrał się z ziemi i stanął naprzeciw Lizzy patrząc najpierw z niezrozumieniem, a później z politowaniem na bezlistne łodygi - A ty znów swoje... Jak ja ci je do wianka wplotę takie obszarpane? - zapytał nagle martwiąc się o jej samopoczucie. Czy wszystkie takie zmagania kończące się na opinii drugiej osoby, jej zadowoleniu czy też nie, zawsze tak na nią wpływały? Głupie to pytanie bo za jakiś czas to Roy będzie miał niemrawa minę. Odetchnął i poczuł teraz w końcu słodką woń kwiatów które trzymała w dłoniach - Elizabeth... - zaczął a majtki huśtały się lekko na jego lewym palcu wskazującym. Zerknął na nie a później na wampirzycę podchodząc do niej - Podwiń sukienkę. - wypalił szczerząc się do niej nieprzyzwoicie szeroko. Nie dowierzał jej? Był aż tak bardzo zaskoczony że musiał zobaczyć na własne oczy? Chyba tak, bezczelnik jeden - No nie daj się prosić. Chcę ci je oddać. - powiedział unosząc trochę w górę lewą dłoń - I nie pierwszy. Ostatni. Pierwsza wiedziałaś ty i mi nie powiedziałaś. - mruknął spoglądając na nią spojrzeniem które miało być obrażone, choć w tej sytuacji marnie mu to wyszło.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 17:48, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Oj, to była tylko jedna łodyżka z wielu. Pozostałe kwiatki tak zerwała, że nie miały już liści. Tylko ten jeden kwiat miał na całej długości łodygi drobne listeczki i ich się pozbyła. A w zasadzie to wyskubała. Nawet nie zniszczyła aż tak bardzo kwiatka. Wciąż dało by się z nim coś zrobić. - Wcale nie obszarpane. - żachnęła się z uporem. Z jej samopoczuciem nie było źle. Rozbawił ją wcześniejszym stwierdzeniem i reakcją z jaką przyjął zawartość zawiniątka. To, że nie skręcała się ze śmiechu to był tylko szczegół. Ogólnie, to była wesoła. Chociaż może wciąż lekko zestresowana.

Spojrzała się kątem oka na wiszącą na jego palcu zdobycz. Uśmiechnęła się przy tym lekko. Ta jego mina spowodowała u niej tylko jedną, przewrotną myśl, podsyconą jego prośbą. Nie wzbraniała się za bardzo z wykonaniem jego polecenia. Oparła się plecami o drzewo podając mu w rękę bukiet trzymany przez siebie w dłoniach, by je sobie zwolnić, skoro chciał, aby coś zrobiła. Odsunęła po tym biodra od pnia, sięgając palcami po dół sukienki. Złapała tkaninę gdzieś na wysokości może pięciu centymetrów od samej krawędzi powoli podsuwając w górę materiał, odsłaniając w ślimaczym tempie swoje uda.

- Ciężko by było, abym coś zrobiła i byś wiedział o tym przede mną. - odrzekła zdecydowanie odżywając z coraz większym humorem. Podwinęła sukienkę na tyle, że już niewiele brakowało, by mógł się upewnić czy jest bez majtek czy też ma coś na sobie. Przyjrzała mu się z trudnym do określenia spojrzeniem. Jeśli on był bezwstydny, to ona właśnie zaczęła reagować podobnie. Jej mina chyba właśnie o tym świadczyła. Całkiem jakby się sama mu nadstawiała do nie wiedzieć czego. Oparła nogę zgiętą w kolanie o drzewo za sobą i dalej tym samym powolnym ruchem zaczęła podciągać w górę materiał swojej sukienki.

Nagle szarpnęła szybciej i Roy mógł dostrzec, ze bynajmniej nie stoi przed nim bez bielizny. No, może bez niej, ale za to w dole od kostiumu. Wyszczerzyła się do niego w równie szerokim uśmiechu jak on przed chwilą po czym parsknęła śmiechem. - To najpierw musisz je ze mnie zdjąć, by mi je oddać. - odpowiedziała z łobuzerskim uśmieszkiem. Zdecydowanie nie wyglądała już na zestresowaną. Odebrała od niego bukiet zerwanych przez siebie kwiatów zastanawiając się co teraz wampir zrobi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:18, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Uniósł sceptycznie brew w górę i skierował swój wzrok w dół by popatrzeć na kilkanaście listków leżących u stóp Elizabeth - Wcale. Same tak pewnie spadły bo nie miały nic lepszego do roboty. No nic, mamy ważniejsze rzeczy do roboty niż liście. Podwijaj... - poprosił raz jeszcze. odebrał bukiecik czekając w spokoju, przynajmniej zdawało się ze w spokoju na to co zrobi Elizabeth. A ona się nie spieszyła. I tak wampir przestał wieszać psy na wietrze a zaczął czepiać się o czas, w tym momencie wlekący się dla niego jak flaki z olejem. Dobrze ze nie oddychał. Gdyby teraz przyszło mu wstrzymać oddech musiałaby go reanimować. Z sercem pewnie też działby się jakieś niepokojące rzeczy. I jeszcze przeciągała specjalnie. Diabeł a nie kobieta - Wszystko zależy od punktu widzenia Elizabeth. - i czasu, tak czasu który chyba zatrzymał się w miejscu jakby czekał aż sukienka wampirzycy sama podciągnie się w górę. I nie był bezwstydny. Chyba. Uczciwie chciał jej oddać znalezisko skoro należało do niej. Bezwstydnie to może by było jakby stała już bez sukienka a pomiędzy palcami Roy'a wisiały by skrawki białego materiału. Przesunął wzrok na wystawione, chyba na jego pokuszenie, kolano i zamrugał szybko powstrzymując się od zniecierpliwionego warknięcia. Odchylił głowę w tył i zamknął oczy widząc dół kostiumu kąpielowego. Przez chwilę godził się w ciszy ze swoją głupotą. Kiedy już był z nią w zupełności pogodzony spojrzał na Lizzy i nie było to bynajmniej spojrzenie zrezygnowanego mężczyzny - A wiesz co... - zaczął Roy oddając jej kwiaty - To nawet dobry pomysł jest. - przyznał w zamyśleniu. Wsparł dłoń o pień ponad ramieniem Elizabeth kręcąc sobie beztrosko młynka białymi koronkami - Ale mogę oddać ci je teraz... Choć to trochę bez sensu bo nie znalazłaś jeszcze tego co schowałem, wiec dlaczego miałby ci już zwracać swoją zdobycz. No nie? Poza tym... - zaczął jakby znalazł nową drogę - Te zawsze mogę zachować dla siebie, a tamte i tak z ciebie zdjąć... - zakończył i przywołał na twarz zamyślony wyraz. Tak, miał dylemat, wielki dylemat.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 18:51, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Ale dobry miał wzrok, skoro listki miały nie więcej jak może z centymetr wielkości a leżały na trawiastej ściółce pod ich nogami. Parę metrów dalej był już piasek i zdecydowanie łatwiej by mu je było by wypatrzyć, ale tutaj chyba wybitnie starał się je odnaleźć. - Ależ oczywiście. - odpowiedziała - Jesień się zbliża, to wiesz... - wyjaśniła trochę abstrakcyjnie to, że leżały pod jej stopami, bo przecież tak na prawdę lato się jeszcze na dobre nie zaczęło a co dopiero jesień. Poza tym kwiaty nie gubiły liści, ale któż by się tego czepiał? Chyba nikt, prawda?

Niecierpliwy był. Strasznie. Oj, aż tak kiepsko by z nim było, gdyby jeszcze oddychał a serce biłoby w jego piersi? Reanimowałaby go. Na pewno. Dałaby chyba radę. Z resztą z pewnością by się przyłożyła, gdyby trzeba było. Na szczęście te drobiazgi mieli z głowy. Lubiła się z nim droczyć a przeciąganie chwili, gdy wykona jego polecenie, czy też prośbę, którą były w zasadzie jego słowa, sprawiało jej jakąś frajdę. Widziała przynajmniej z jakim wyczekiwaniem chłopak przygląda się jej kiedy o kolejne centymetry materiał przesuwał się w górę. I jeszcze to niemal słyszalne warknięcie, którym pewnie by z chęcią ją obdarzył, gdyby tylko się nie powstrzymał. No cóż, podobało się jej, na prawdę.

Kiedy wsparł się o pień tuż obok jej głowy, spojrzała się na jego twarz z uśmiechem. Odebrała bukiet od niego i zarzuciła mu rękę na ramię, skoro był już tak blisko obok niej. Drugą, wolną ręką, złapała go za nadgarstek powstrzymując od nerwowego jej zdaniem okręcania na palcu jej bielizny. I on się czepiał tych jej listków a sam nie lepiej robił, tyle że wymachując jej bielizną. Przyciągnęła go do siebie, kładąc jego rękę trzymającą jej figi, na swoim biodrze i pocałowała go delikatnie acz namiętnie. - To musisz mi dać jakąś wskazówkę, żebym wiedziała jak zacząć szukać. A co z nimi zrobisz i w jakiej kolejności, - mówiła to o tym co miał w dłoni jak i tym, co miała na sobie - To od Ciebie już zależy decyzja. - powiedziała cicho odsuwając się po chwili od jego ust i opierając głowę o korę drzewa za sobą, by móc się na niego spojrzeć. Dylemat miał? Jaki? Cóż takiego go trapiło? To, że teraz znów decyzja o tym 'kiedy' spoczywała na nim? Będzie miał zamiar to jakoś wybitnie odwlekać czy też po prostu zda się na chwilę, okazję czy też odpowiedni moment, gdy oboje do tego doprowadzą?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:16, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Był prawie że doskonały. Takim go uczyniła przecież sama Elizabeth. I listki naprawdę nie były dla niego problemem - Tak, tak, ta jesień to okropna pora roku. - przyznał i parsknął śmiechem wywracając oczami. Naprawdę znalazła sobie godne usprawiedliwienie dla swych nerwów. Sam by nie wymyślił lepszego. Tak, aż tak kiepsko by było. Niech jeszcze powie ze nieświadomie go tak dręczyła. Wiedział ile miała z tego przyjemności, przebiegła. Spróbowałaby się nie przyłożyć. Trup Roy'a byłby ciężko obrażony na to że jego duch tak kiepsko skończył na tym padole. Bo kto chciałby kopnąć w kalendarz na zawał spowodowany przez unoszący się co raz to wyżej materiał białej sukienki? Mało ciekawa śmierć. Wstyd się by było w zaświatach przyznać. Spojrzał na jej dłoń i przestał kręcić młynka figami, choć chyba niezbyt mu się to uśmiechało. I co miały do tego listka? Biodro wampirzycy jednak było dobrym miejscem na zatrzymanie się tam dłużej, tym bardziej jeśli jeszcze serwowała do tego swoje usta - Hm, co chcę zrobić i kolejność tego... - zamruczał nadal tym samym zamyślonym tonem. Przygryzł dolna wargę i stwierdził - Najchętniej zaciągnąłbym cię na plażę i pozbył się tego wszystkiego... - wskazał krótko na sukienkę Elizabeth, mając na myśli ogół tego co miała na sobie. I to był jego dylemat. Chciał to dociągnąć do końca poprawnie i nie wiedzieć dlaczego tak szalenie się przy tym upierał - Ale! - zaczął Roy przekręcając w drugą stronę głowę - Skoro każde z nas ma mieć coś to powiem ci że zimno. - trącił wampirzycę palcem w ramię - Lodowato jak w islandzkim piekle.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:53, 05 Wrz 2010    Temat postu:

No ale ta jesień na prawdę kiedyś musiała nastać. A to, że jeszcze było do niej trochę czasu, to któż by w to wnikał? A dręczyć go nie dręczyła. Co najwyżej kusiła i sprawdzała jaki będzie tego efekt. A to całkowicie dwie, różne rzeczy. Zejść z tego świata tylko i wyłącznie z powodu przesuwającego się materiału po jakimś biodrze, no dobra, jej biodrze, to rzeczywiście byłaby kiszka. Elizabeth z całą pewnością nie dała by mu tak skończyć. Zrobiłaby wszystko, by go odratować. Na przykład stosując technikę usta-usta, tak jak to i teraz zastosowała.

- Mmm... - mruknęła słysząc, jak chłopak właśnie się przyznaje do tego, ze zaczyna być coraz bardziej niecierpliwy. Tak od razu na plażę by ją zaciągnął, by sfinalizować podarowany mu prezent? Kusząca perspektywa, chociaż jej towarzysz zaraz się wycofał z tego pomysłu postanawiając jednak się powstrzymać z tym jakiś czas, pozwalając jej odnaleźć to, co on dla niej ukrył gdzieś na tej wyspie. Obciągnęła na swoje miejsce swoja sukienkę, bo jakoś tak dziwnie jej było stać z nią podwiniętą gdzieś do okolic pasa.

Też nie wiedziałaby czemu aż tak się upierał co do właściwej kolejności. Jednak Elizabeth nie zdawała sobie z tego sprawy, że w ogóle taki dylemat istniał, jak też nie miała pojęcia o tym co on skrył gdzieś tam na gałęzi jakiegoś drzewa, w ptasim gnieździe. Uśmiechnęła się słysząc jak ją ponagla do tego, by poszukała dla niej prezentu. - Zimno? - zaśmiała się, zaraz dowiadując się jak bardzo zimno. - Oj, to aż tak bardzo źle? - zapytała rozbawiona. - Dobra, to... - rozejrzała się na boki wyślizgując się z jego objęć i obracając się plecami do plaży spojrzała się w kierunku środka wyspy. - To tam musi być cieplej. Dużo cieplej. - stwierdziła i łapiąc wampira z a dłoń, pociągnęła go ze sobą ruszając dość szybkim krokiem.

Uszli może z paręnaście metrów i dopiero wtedy Lizzy puściła jego rękę, okręcając się na moment przodem do niego, idąc przez chwilę tyłem. - A w tą stronę nieco cieplej jest? - zapytała zaraz znów zwracając się twarzą w poprzednią stronę. Poprzedni jej stres przeszedł chyba całkowicie, bo była gotowa znów się wygłupiać i wariować, śmiejąc się przy tym swobodnie. Uszli jeszcze kawałek i wampirzyca znów spojrzała się za siebie, wypatrując czy Roy idzie za nią. - A tutaj? - znów się upewniła czy aby nie robi się zimniej. Nie miała pojęcia w jakim rejonie wyspy chłopak się poruszał podczas polowania i gdzie też powinna skierować swe kroki.

- A tu? Nadal cieplej? Chociaż troszeczkę? - zapytała podchodząc do niego i znów łapiąc chłopaka za rękę, by go pociągnąć ze sobą w miejsce, gdzie jeszcze przed sekundą zadawała pytanie. Okręciła się spojrzeniem na boki robiąc jednego susa wpierw w prawą stronę, na ile jej pozwalało trzymanie jego dłoni, słuchając przy tym czy tamten kierunek będzie dla niej chłodniejszym czy też nie. Po tym powtórzyła to samo i w drugą stronę, niemal znajdując się w objęciach chłopaka, lecz nie spoglądając na niego a na drzewa za nim. Jak była mała uwielbiała takie zabawy. Z Jamesem nie raz chowali sobie różne rzeczy. Przeważnie to ona chowała coś bratu, za co się na nią strasznie pieklił, ale on wiedząc, że niewiele u niej wskóra groźbą, zgadzał się ostatecznie na poszukiwania swojej zguby podejmując się zabawy z nią czy to w ciepło-zimno czy też w jakiegoś innego rodzaju podchody. Najgorzej było kiedy brat spieszył się na randkę a ona mu chowała kluczyki od samochodu. Wtedy, to był gotów ją ukatrupić, byle tylko długo z nim nie pogrywała.

Teraz Elizabeth co prawda nie spodziewała się znaleźć kluczyków od samochodu, ale i tak była niesamowicie ciekawa tego, co jej towarzysz ukrył dla niej. Zwłaszcza, że właśnie tym chciał odciągnąć jej uwagę od perspektywy znalezienia się z nim na plaży i sprawdzenia czy ich wiatr nie przewieje w chwili, gdyby ich ubrania się nagle zapodziały.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:21, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Jak nie dręczyła? Dręczyła, strasznie dręczyła. Upajała tym swoim dręczeniem. A dlaczego dla niego było to udręką? Fakt, był niecierpliwy. I dlatego udrękę sprawiało mu to co się działo. Chciał by najpierw odszukała to co dla niej schował, dlatego że później może wcale nie być tak jak zakładali, żadna plaża i żadne przyjemności na tej plaży nie miałby miejsca. Mogła sobie uważać że wampir histeryzował, ale uparł się już na taką kolejność i kropka - Alaska. W szczycie zimy, termometry przypominają sople lodu. - powiedział podkreślając to jak bardzo daleko jest od małego pudełka. Dał się jej pociągnąć zastanawiając czy Lizzy próbuje przy okazji namierzyć jego zapach czy działa tylko pod wpływem intuicji - Roztopy się zaczynają. Kilka stopni w górę. - ten sposób jakiego on używał chyba jednak odpadał skoro trzymała go tak blisko siebie - Tutaj i tak trzeba jeszcze ubierać grube kożuchy. - odpowiedział na jej pierwsze pytanie. Nie powiedział jednak że zimniej i mogła wędrować dalej. Nie spieszył się za nią dając możliwość maksymalnie swobodnego poruszania się po terenie - Nie chciałbym zamarzać. Już jestem dostatecznie lodowaty. - mruknął dając znak że nie tędy droga. Koronka jej fig ostentacyjnie wystawała z kieszeni spodenek wampira jakby nigdy nic. Sama Elizabeth przypominała mu wiewiórkę która nie mogła się zdecydować na właściwą dziuplę w której chciała upchnąć orzechy. Roy poczekał aż w końcu przestanie go obchodzić i będzie mógł jej powiedzieć czy obrała właściwy kierunek czy też nie. Kiedy wreszcie utkwiła w nim wzrok, stojąc po jego prawej stronie stwierdził - Radziłbym rozpinać kożuszki i zdejmować walonki. - uśmiechnął się do Lizzy porozumiewawczo odtwarzając sobie w myślach trasę jaką przebył gnając do niej jak na złamanie karku. Będzie się cieszyła, o ile w ogóle się ucieszy, swoim znaleziskiem szybciej niż on.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:51, 05 Wrz 2010    Temat postu:

Aaaa.... No to upajała a nie dręczyła. Dręczenie kojarzyło się jej ze straszliwymi i długotrwałymi męczarniami nad jedną osobą. Ale skoro dręczyła upajaniem, to chyba aż tak źle być nie mogło. A cóż takiego się działo, że sprawiało mu to udrękę? Co było takiego dla niego wycieńczającego, że niecierpliwość z każdą chwilą się wzmagała? Jej uśmiech, pocałunki czy jej ostatnio niemal wieczne rozbawienie i działanie czasami tak straszliwie chaotycznie, że ciężko było się domyślić jaki ostateczny przyniesie coś efekt?

Gdyby wiedziała, szanowała jego wybór i decyzję, chociaż tak na prawdę obecnie nie zdawała sobie z jej treści kompletnie sprawy. Jednak gdyby wiedziała czemu chłopak wciąż się zadręcza tym wszystkim co się dzieje, to pewnie by inaczej do tego podeszła. A przynajmniej starałaby się do tego inaczej podejść. albo chociaż zrozumieć jego punkt widzenia.

- Ułaaa... - zaśmiała się nieco. Aż tak niedaleko to coś dla niej ukrył, że w tak szybkim tempie temperatura się zmieniała? Okazywało się więc, ze kluczyli w podobnych rejonach, chociaż każde z nich z zupełnie innymi przedmiotami w dłoniach. Słysząc jego słowa o tym, że jest lodowaty, na moment zatrzymała się blisko niego, pochylając się nad jego twarzą z dziecięcym błyskiem w oczach. - Oj, może jakoś postarać się Ciebie ogrzać? - mruknęła i pocałowała go w policzek, ześlizgując się ustami po chwili po jego żuchwie, znajdując zaraz miejsce dla swych warg przesuwających się po jego szyi aż do obojczyka.

Jednak jej poszukiwania jeszcze się nie skończyły i dziewczyna oderwała się zaraz od niego, rozglądając się na boki. - Oooj! - rzuciła roześmiana odbijając zaraz nieco w prawo, skoro chłopak dał jej sygnał, że w tamta stronę jest już zdecydowanie cieplej. - To aż tak blisko? Gdzie? - pisnęła roześmiana i puściła się biegiem między drzewa, odbiegając od Roya na paręnaście metrów. Zwolniła po tym kroku i przeskakując jeszcze jakiś niski krzaczek obróciła się w stronę wampira, wyszukując po bokach chyba słonia schowanego w borówkach, bo nie wiedziała tak na prawdę co też takiego on dla niej i gdzie ukrył. Kiedy dotarł bliżej niej, sama podeszła do niego łapiąc go za jedną z dłoni i unosząc ją do swojej twarzy.

- Jeśli schowałeś gdzieś tu w okolicy dla mnie kokosa, to go za żadne skarby nie znajdę, bo zagłusza mi jego zapach ten od bielizny. - zażartowała próbując wyczuć zapach na jego palcach. Jego ręka pachniała teraz nie tylko mleczkiem kokosowym, ale i jej własnym zapachem. I zapachem trawy, którą się nie tak dawno temu bawił w dłoniach czekając na nią na brzegu plaży. Puściła po tym jego ramię z uścisku rozglądając się wokół siebie pod nogi. Co on dla niej schował i gdzie? Pod trawą ukrył dla niej może jedno z zapasowych krótkich wioseł od katamaranu, którym tu przypłynęli? A może jej okulary wisiały właśnie gdzieś w nie tak wielkiej od nich odległości gdzieś na liściach jakiejś rośliny? Odeszła jeszcze kawałeczek od niego czekając na jakieś kolejne ciepło bądź zimno. - Mam szukać szalika ponownie i czapki czy też kożuszek zamienić na zwiewną kieckę? - zapytała. Była wesoła. Zdecydowanie bardzo wesoła. I po nie tak dawnym poddenerwowaniu nie było nawet najmniejszego śladu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> USA Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 19, 20, 21  Następny
Strona 6 z 21

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group, modified by MAR
Inheritance free theme by spleen & Programosy

Regulamin