Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna

Kawalerka Smith'a
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 10, 11, 12  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> Port Angeles
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:27, 26 Lip 2010    Temat postu:

Zmrużyła oczy słysząc jego słowa. Miała wrażenie, że robił to teraz specjalnie, z rozmysłem, po to tylko, by ją jeszcze bardziej podkręcić. Wcale nie musiał. Jego dotyk na jej plecach, ramionach czy bokach już wystarczająco drażnił jej zmysły, by dziewczyna czuła się wystarczająco pobudzona. Na jego prośbę, tak różnie mogącą zostać zinterpretowaną, dziewczyna uśmiechnęła się stając na palcach i ściągając z uchwytu słuchawkę prysznica. Bez zbędnego słowa spłukała z niego nadmiar olejku chociaż i tak duża jego część pozostawała wciąż na skórze.

A w takiej chwili, w takich okolicznościach kto by się przejmował tym czy woda cieknąca pod prysznicem w środku nocy jest dziwna czy też nie. Przesunęła dłonią jeszcze raz po jego ciele jakby sprawdzając czy nigdzie nie zostało za dużo żelu, powoli wchłanianego przez skórę. Upewniając się, że nie, zakręciła dopływ wody, odwiesiła na miejsce przewód i pochylając się jeszcze na moment nad jego twarzą pocałowała go równie intensywnie jak chwilę temu.

Odsuwając swe usta od jego warg spojrzała się w jego oczy. - To chodź... - mruknęła zsuwając jedną z dłoni do jego ręki i odsuwając drzwiczki wyszła z brodzika na posadzkę w łazience czekając aż chłopak pójdzie za nią. Pochyliła się po tym nad umywalką, wyciągając spod niej swój ręcznik. Obróciła się po tym do chłopaka, zabierając się za wytarcie go z wody, której krople spływały po jego ciele.

Zaczęła od ramion, przenosząc się na szyję, plecy, dochodząc do pośladków. Robiła to dość powoli jak na wampirze możliwości. Mogłaby szybciej, ale aż tak nie przyspieszała niczego. Puściła jedną ręką ręcznik, przenosząc go na brzuch chłopaka, drugą zaś przesunęła nisko po jego skórze pleców, zsuwając się w dół. Zaczepiła jego wargi ustami, drażniąc go pocałunkiem, samej delektując się ich smakiem. Zaczęła się przez moment zastanawiać czy Roy wie co robi i czy zdaje sobie sprawę z dwuznaczności swoich słów. Odesłała jednak swoje myśli gdzieś w ciemne zakamarki swego umysłu nie chcąc o tym teraz myśleć. Był On. Blisko. Nawet bardzo blisko. A jego usta oddawały jej spragniony pocałunek. Dłoń z ręcznikiem zsunęła się nisko, na jego podbrzusze. - Do łóżka? - mruknęła cicho, nie odrywając się od jego warg na zbyt długo, upewniając się jednak czy aby na pewno dobrze zrozumiała możliwą interpretację.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:45, 26 Lip 2010    Temat postu:

Roy nic nie robił specjalnie, tak wychodziło mu naturalnie. Była jedyną z którą w jakiś tam pokrętny sposób odważył się flirtować, jeśli w ogóle można było mówić o czymś takim. Stanął bez ruchu, na moment zamieniając się w kawałek głazu czując jak wszystko, wraz z resztkami nerwów spływa z niego pod działaniem wody. Zapach lawendy korcił przyjemnie w nosie, a Roy wiedział że będzie go czuł wokół siebie jeszcze przez jakiś czas, a przynajmniej wtedy kiedy sobie przypomni uczucie jakie wzbudzały dłonie Elizabeth błądzące po jego ciele. Przez moment jaki wystarczył Lizzy na to by wyjść z brodzika Roy zdążył wyryć sobie ciało wampirzycy w pamięci. Od samej góry po dół i bardzo przyjemnie mu się kojarzyło. Wycieranie go już nie było koniecznością, dano mu na coś własne dłonie. Próba, dość słaba ale jednak, odebrania Lizzy ręcznika zakończyła się niepowodzeniem, chyba dla tego że chwilowo jego wola była bardzo osłabiona - Na kanapę? - zapytał i dodał - Cóż... Nie mamy jeszcze łóżka. Jak zwał tak zwał. - w tej chwili to było obojętne. Liczyło się by było płasko i w miarę miękko - Dawaj ten ręcznik. - mruknął podkradając go Elizabeth - Wyszorujemy cię do czysta. - została przetarta, prawie wszędzie, a Roy najwięcej zabawy miał z jej włosami. Długie były to i fajnie się je targało.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 22:19, 26 Lip 2010    Temat postu:

Jedyną? Chyba nie chciałby jej powiedzieć, że nigdy z żadną kobietą nie flirtował? Na serio żadnej nigdy nie podrywał, nawet jeśli to ona zaczęła a on się tylko rewanżował? Gdyby tak było, dziewczyna chyba by się dość poważnie zestresowała. jednak nic takiego nie usłyszała od niego i mogła się dzięki temu cieszyć błogą nieświadomością. Wytarła jego po czym dała swojemu towarzyszowi zrobić to samo z nią. Mógł się odwdzięczyć, co chyba sądząc po jego zadowolonej minie sprawiło mu przyjemność. Suszenie ręcznikiem jej włosów rozbawiło ją nieco. Odbierając tkaninę z rąk chłopaka, Elizabeth przeczesała palcami swoją czuprynę, sprawdzając jak bardzo jest potargana. Była, ale chyba nie miała siły ani ochoty się zastanawiać jak źle to wygląda. A już na pewno cokolwiek z tym robić.

Odrzuciła na pralkę ręcznik stwierdzając, że później to wszystko ogarną. W najgorszym wypadku rano, gdy im się zachce wstać. Jakoś nadal świt czy też poranek kojarzył się dziewczynie z porą podnoszenia się z łóżka po przespanej nocy. Objęła chłopaka za szyję i idąc tyłem skierowała swe kroki w stronę pokoju. Dochodząc jednak do drzwi wyjściowych z łazienki stwierdziła, że taka pozycja chociaż bardzo przyjemna, gdy mogła wpatrywać się w jego oczy, była niezbyt wygodna. Zsunęła dłonie wzdłuż jego ramion ujmując go za jedną z dłoni, drugą zaś naciskając klamkę, by otworzyć.

Poprowadziła Roya za sobą do kanapy. Dość łatwo się ją rozłożyło. Kiedy pościel wylądowała na łóżku a na jej wierzchu jej koszulka do spania, Elizabeth odwróciła się do Roya, obejmując go i całując go jeszcze raz, namiętnie, z pewną pasją. Nie wiedziała czy to właśnie nie będą ostatnie dla niej póki co tak przyjemne chwile z bliskością chłopaka, więc włożyła w to, jak go całowała całą swą energię. Stwierdziła, że jeśli dla niego będzie to już koniec pozwalania jej na odrobinę przyjemności, to przynajmniej chce to miło zakończyć. Przylgnęła na moment do niego całym ciałem, wplatając palce jednej z dłoni w jego włosy na karku, drugą zaś błądząc po jego barku i ramieniu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:38, 27 Lip 2010    Temat postu:

Nikt nic nie powiedział i Elizabeth faktycznie mogła się cieszyć tą błogą nieświadomością, ale tak, była pierwszą z którą Roy pozwolił sobie flirtować na tyle poważnie. Poza tym to już chyba zaszło o krok dalej. Nieważne. Roy popatrzył na Lizzy tryumfalnie - Mistrz fryzjerstwa. - chyba nie zdobyłby uznania jako normalny fryzjer, który cieniuje, farbuje i przycina, ale jako fryzjer na specjalne okazje, tudzież specjalista od głów jakiś postrzelonych gwiazd show - biznesu, miałby poważanie i byłby rozchwytywany. Będąc pod głębokim wpływem Elizabeth, mając przed oczami zieleń jej tęczówek dał jej się poprowadzić do pokoju, gdzie po chwili którą zajęło rozłożenie kanapy znów miał wampirzycę przy sobie. I tylko tyle. Miał dla siebie tylko jej usta i nic więcej. Cała reszta traktowana z przesadna pewnie dla niej czcią była zamknięta, zakazana ogólnie rzecz biorąc niedostępna. Co najważniejsze, ona chyba wiedziała, całując go teraz w taki a nie inny sposób. I wampirowi to odpowiadało - Dżin z lamy pyta czy uznajesz swoje życzenie za spełnione? - zapytał Roy zawieszając ramiona na barkach Elizabeth, przyglądając się wampirzycy z ciekawością wypisaną na twarzy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 16:55, 27 Lip 2010    Temat postu:

Jego usta były miękkie i ciepłe. Pod ich wpływem każdy napięty mięsień rozluźniał się a myśli odpływały w błogą nieświadomość pozwalając dziewczynie odprężyć się. Na szczęście dla niej faktycznie nie była świadoma tego, kim jest dla Roya pod tym względem. Nie nastręczało jej to dzięki temu powodów do przemyśleń i kolejnych, jakże łatwo przywoływanych do jej głowy dylematów. Gdyby bowiem o tym wiedziała, zaczęła by ją jeszcze bardziej zżerać trema i niepewność. Bo jedna myśl pociągała za sobą następne. Pierwsza, z którą flirtował, to czy to znaczy, że także pierwsza, z którą odważył się posunąć tak daleko? I czy to dlatego Roy był przy niej tak zdenerwowany kiedy ona drażniła go, zaczepiała czy kusiła? Wiele innych, tym podobnych myśli by się jej zrodziło w głowie powodując na nowo chaos w jej myślach. Na szczęście tego nie wiedziała i z przyjemnością czerpała z jego bliskości koło siebie.

Ich usta rozłączyły się po pocałunku. Kiedy chłopak zadał jej swoje pytanie uśmiechnęła się z lekko błogim wyrazem twarzy do niego. - Owszem... - mruknęła spoglądając w jego oczy - Nawet bardziej niż się tego spodziewałam. - dodała cicho przypatrując mu się i zastanawiając się co teraz chłopak zrobi. Dziwnym trafem spodziewała się, że za chwilę zanurkuje pod kołdrę i będzie po wszystkim. Opuściła ręce i położyła dłonie na jego łopatkach jeszcze przez chwilę, choć przez moment ,przytrzymując go przy sobie. Uśmiechnęła się przy tym delikatnie nie za bardzo wiedząc co powinna zrobić. Jakoś nie chciała ostentacyjnie odwrócić się do niego i sięgnąć po swoją koszulkę do spania. Nie chciała też wypuszczać go ze swych ramion bojąc się, że Roy może już więcej nie pozwolić jej na taką ich bliskość. Postanowiła poczekać i zobaczyć co on sam zrobi.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 17:20, 27 Lip 2010    Temat postu:

To całkiem nieźle przewidywała przyszłość, skoro wróżyła im nura pod kołdrę. Czy przeczesywanie uczuć było jej jedynym darem czy miała coś jeszcze w zanadrzu? Roy uśmiechnął się i podpytał Elizabeth - Nawet bardziej? Co też w tym było takiego że 'bardziej'? - życzenie według wampira było spełnione, ale nie wykraczało poza określone ramy tego jak je sformułowała - Ha! - wyszczerzył się i powiedział przebiegle, odsuwając od siebie delikatnie Elizabeth - To teraz drżyj... - trudno było zgadnąć co miał na myśli. Czy to że zaczął ją dźgać po zebrach, by wpędzić na kanapę, czy to że spoglądał na Lizzy z wyraźną chęcią zabawy w oczach. Sprawa się wyjaśniła kiedy wreszcie zdecydował się dokończyć - Bo moje życzenie czeka na spełnienie. - powiedział i zatarł dłonie jakby tego już nie mógł się doczekać. Nie miał planu, nie miał niczego co w jakikolwiek sposób pozwoliłoby mu nawet zamarzyć o tym by życzenie zrealizować. Mimo wszystko próbował ciągle oswoić Elizabeth z myślą, że to jednak kiedyś się stanie. Złapał kołdrę i okutał nią Lizzy niczym czadorem zostawiając jednak odsłoniętą szyję i głowę - No... - uśmiechnął się słabo widząc wzrok wampirzycy który mówił że teraz właśnie skretyniał - Bo to zamysł artystyczny jest... Wiesz te włosy, takie nie poukładane, a ta kołdra taka prosta i... No dobra. Nie mam talentów plastyczno - wizualnych. - skapitulował i wzruszył ramionami - Kładź się i oddawaj kawałek. Muszę odchorować co swoje z tobą.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 17:44, 27 Lip 2010    Temat postu:

Ależ oczywiście, że miała coś jeszcze w zanadrzu. Kobiecą prekognicję z małym defektem wyszukiwania dziury w całym. Jednak na co dzień nie było to jakieś uciążliwe i dręczące. A już na pewno nie zaraźliwe. - Hymmm... - zastanowiła się na głos - Pocałunek, dotyk, bliskość... - mruknęła z satysfakcją - I... zalanie sąsiadom piętro niżej łazienki. - nie mogła sobie darować, by się nie pośmiać z tego.

Uniosła brwi, kiedy kazał jej drżeć. Nie drżała. na zawołanie tak się nie dawało. Co innego, gdy chłopak zaczął mówić dalej. Wtedy już nie było tak pewnie i hardo dla niej. Dźganie ją w boki i łaskotanie po brzuchu pchnęło ją na łóżko wyjątkowo szybko. Jednak nie danym było chłopakowi długo cieszyć się swoim tryumfem i staniem ponad nią. Zgarnęła dłonią swoją koszulkę, gotowa pójść do łazienki i się w nią tam przebrać. A przy okazji ogarnąć zniszczenia jakich dokonali wspólną zabawą. Uniosła się zaraz ponownie z kanapy stając przed chłopakiem.

No a z tym, ze niby nie miał niczego co pozwoliłoby mu zamarzyć o spełnieniu swego życzenia, to chyba była z lekka przesada. Miał Elizabeth. I to nawet przy sobie, nie musiał jej nigdzie szukać. Poza tym miał zarówno swoje jak i jej uczucie. A to już spory krok w stronę realizacji planu. Gorzej już co prawda z samym jego wykonaniem, ale kto by się martwił o szczegóły, kiedy ogólny zarys był ważny?

Jednak to był niezaprzeczalny fakt. Ciężko się było oswoić z tą myślą dziewczynie i ona także potrzebowała czasu na to, by w końcu przyjąć do wiadomości i zaakceptować.

Owinięta po chwili w kołdrę niczym baleron na sklepowej półce za czasów PRL-u nie mogła się za bardzo ruszyć. - Kładź się? - zapytała udając zdziwienie kiedy chłopak rozluźnił wokół niej szczelność kołdry - Aaaa... Sam się kładź. - rzuciła hardo i buńczucznie jednak efekt pewności siebie psuł szeroki uśmiech na jej twarzy - Poczekaj na mnie, zaraz wrócę... - mruknęła po chwili i wyplątując się z zawinięcia dała Royowi całusa w policzek i pognała do łazienki. Chwilę później było słychać kilka uderzeń miski o pralkę i szurnięć ścierki po podłodze. Kiedy tylko pomieszczenie ich bitwy było jako tako uprzątnięte, Elizabeth obmyła ręce i dość szybko wróciła do pokoju, do Roya, tym razem jednak już ubrana w swoją kusą nieco koszulkę do snu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:02, 27 Lip 2010    Temat postu:

Uśmiech na jego ustach został zmyty w jednej chwili jak za sprawą wody, którą mu wypominała - Czepiasz się, czepiasz... - wycelował w Elizabeth palcem - I to troszkę wody... - przecież mieszkanie nie pływało, jakaś powódź nie wlała się do kawalerki - Na pewno ich nie zaleje. - powiedział z taką sobie pewnością, bo wystraszył się, podpuszczany jednak przez wampirzycę że jakieś zacieki mogą powstać. Gorsze rzeczy jednak miały w tym budynku miejsce i wszystko się dało przeżyć. Co do zaręczyn to owszem ogólny zarys był ważny, ale Roy lubił się bawić w szczególiki. Jeśli coś dla niego było ważne, wszystko musiało być dopięte na ostatni, nawet najmniejszy guziczek, czy haftkę i być spójne ze sobą. Teraz miał rozgardiasz w mieszkaniu, nie miał dla obiektu swych westchnięć pierścionka a oświadczanie się nago już w ogóle nie wchodziło w grę. Grunt że jeszcze tak przed nią stał. Kiedy o tym pomyślał nagle zapragnął swoich bokserek - A jasne! - odgryzł się - Całą kanapę dla siebie zajmę. - kiedy zniknęła w łazience okręcił się na pięcie i potykając się o porozwalane gazety, dopadł do szafy, a po chwili poczuł się o niebo lepiej tym bardziej że jak się okazało Elizabeth też nie próżnowała. Pochylony przebierał w tej stercie odkładając na półkę niektóre książki, wiedząc że jutro to wszystko będzie musiał własnoręcznie poukładać. Nikt za niego sprzątać nie będzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 18:29, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Oj no weeeź... - jęknęła, próbując go jakoś udobruchać. - Było fajnie, nawet bardzo fajnie. Ale teraz trzeba to trochę ogarnąć. - rzuciła wyjaśniając. Uśmiechała się przy tym lekko mając nadzieję, że i u niego ten uśmiech powróci. A drobiazgi mimo, że chłopak chciałby je dopracować do perfekcji, nie były aż tak ważne. Liczył się symbol, myśl i zamiary a nie to jak bardzo dokładnie zaplanuje się każdą sekundę. Elizabeth chyba była niegdyś w gorącej wodzie kąpana, bo wiele rzeczy robiła pod wpływem chwili. Może jeszcze tego Roy nie za bardzo zdążył odkryć, ale do spokoju i opanowania, to jej wiele brakowało.

- Dobrze, zajmuj... - mruknęła jeszcze zanim zniknęła mu z oczu - A jak wrócę padnę do Twych stóp błagając byś mi pozwolił chociaż odrobinę miejsca w Twoich nogach zająć. - zaśmiała się na myśl o sobie jak o takim szczeniaku, który tuli się po kostek. Było to wielce zabawne, bo z tak poczochranymi włosami spokojnie mogła się upierać, że to u niej za sierść robi.

- Heeej! - rzuciła jękliwie - A gdzie mój Pan i Władca łóżka, który miał miejscówkę wygrzewać? - zapytała śmiejąc się ze swoich słów, gdy wróciła do pokoju. Podeszła zaraz do chłopaka podciągając go do pionu, obejmując przy tym go w pasie. - Chodź do łóżka. - mruknęła - Nie daj się namawiać, co? - dodała puszczając go delikatnie z objęć i cofając się w stronę kanapy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:42, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Tutaj, tutaj jestem o Pani... Piernatów i Poduszek. - powiedział podnosząc ma moment dłoń w górę a po chwili kolejna książka wylądowała na półce. Wyprostował się zmuszony do tego i stanął oko w oko z Elizabeth zasłaniając się tomem z wypisanym na grzbiecie tytułem 'Siewcy strachu'. Odłożył książkę na ślepo, mniej więcej tam gdzie miała trafić - Idę, idę... - powiedział snując się po śladach Lizzy niczym zombie. Trafili na kanapę a Roy wyciągnął się na niej i mrucząc z zadowolenia. Okręcił się na brzuch i wspierając na łokciach zawisł nad twarzą Elizabeth. Na pierwszy rzut oka widać było że zamierza zadać jakieś pytanie - Idziesz jutro na zajęcia czy też bierzesz zwolnienie lekarskie? To raz, a dwa... - potoczył wzrokiem po suficie co wskazywało na to że temat jaki sobie wymyślił nie był już tak poważnym i nie wymagał od wampirzycy jasnej i szczerej odpowiedzi - Dlaczego ty co jakiś czas wspominasz o wakacjach, hm? U Dagome też coś przebąkiwałaś? Chcesz się wybrać na jakiś urlop? Powiedź, to pomyślimy nad tym. - powiedział chcąc w końcu rozgryźć ta sprawę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:03, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Hahaha! - zaśmiała się dość głośno - Damę kanapową ze mnie robisz? - pokręciła z rozbawieniem głową. - Ej, ej, ej! Ty mnie tym rozsypywaczem strachu nie strasz... - mruknęła z rozbawieniem spoglądając się na tytuł książki widniejący na okładce.

Kiedy wylądowali na łóżku, Elizabeth położyła się na boku, chociaż chyba bardziej na plecach można było by to określić. Pytanie o balet uświadomiło jej, że chyba mieli właśnie czwartek. Albo piątek już w zasadzie, bo po północy to już chyba z pewnością było. - Niee... Nie idę. - odpowiedziała nieco rozleniwionym głosem, bo miękka poduszka pod jej głową odbierała jakiekolwiek chęci ruszania się z wyrka. - Jak to ładnie Beani ujęła, to ze skręconą kostką nie da się tańczyć. - jej mentorka zawsze potrafiła dla niej znaleźć jakieś zgrabne wytłumaczenie - To te moje szpilki, wiesz? Zabiję się kiedyś na nich. A już totalnym kretyństwem z mojej strony było to, że trenowałam sama, bez asekuracji salta na obcasach. Ach ta moja nieodpowiedzialność i gorąca krew. - wywróciła do góry oczami śmiejąc się z pretekstu, który tym razem podsunęła jej Madamme - Najbliższych kilka dni nie ma opcji bym się pojawiła na treningu chyba, ze dla samego towarzystwa. Rekonwalescencja bywa czasem taka żmudna i długa... - zajęczała jakby rzeczywiście narzekała na swoją niedolę.

Zaraz jednak się zreflektowała i z uśmiechem wysłuchała następnego pytania chłopaka. - Ano wspominałam dlatego, że tak jakoś mi się to plącze po głowie. Jakiś czas temu trafiłam przypadkiem na pewno miejsce i strasznie chciałabym tam pojechać. - odpowiedziała zgodnie z prawdą - I urlop, zwłaszcza, że sam mówiłeś o tym, iż na takowym dawno nie byłeś, mógłby być chyba fajną opcją? - zaproponowała - Tak mi się marzy od czasu do czasu przestać się przejmować porą dnia i słońcem... Poza tym odpoczynek, takie nic nie robienie konkretnego może być zbawienne. Zero treningów baletu, zero skwierczących ludzi o to, by im udostępnić jakąś usługę na serwerze, zero cyferek, nadmiaru elektroniki i miejskiego hałasu... Miód malina, czyż nie? - zapytała przyglądając się jego twarzy wiszącej nad nią - Piszesz się na to? - dodała uśmiechając się lekko i w ramach zaznaczenia jak bardzo urlop mógłby im się przydać wysunęła wyprostowane ręce nad siebie i trzaskając specjalnie stawami wyciągnęła się niczym rozleniwiona kotka na parapecie okna.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:21, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Ojej... - Roy z zafrasowaniem podparł sobie brodę dłonią słuchając o jej dolegliwościach - Tak, tak, przecież to poważna kontuzja i nie ma przebacz, jeszcze by ci się pogorszyło, eche... To ja chyba powinienem pod twoją łydkę z namaszczeniem poduszkę podkładać, co nie? I nosić gazetki kolorowe, byś mi biedaczko z nudów nie zamierała. I zapewniać wszelkie rozrywki i wyręczać we wszystkich pracach domowych i ogólnie... Lizzy... - pochylił się ku niej z uśmiechem i pocałował - Ja cię muszę leczyć. - miał dla niej słodkie lekarstwo, wspominała coś tam o słodyczy jego ust, której przepisał teraz końską dawkę. Trudno było o medyczne uzasadnienie leczenia skręconej kostki metodą doustną, ale kto by się przejmował szczegółami w takiej sprawie - Tak, tak rekonwalescencja jest bardzo długa w takich przypadkach. - przytaknął Elizabeth gorliwie - Yhm... - wymruczał ze współczuciem - Ja już się tobą odpowiednio zajmę. - obiecał śmiejąc się do wampirzycy cicho. Później przyszedł czas na chwilę zastanowienia, podczas której Roy poszorował się po brodzie słuchając uważnie tego co miała mu do przekazania Lizzy. Wyłapał już parę słabych punktów, a w zasadzie jeden główny i kilka pobocznych - To gdzie zamierzasz spędzić ten urlop jeśli nie chcesz przejmować się słońcem? W czarnej dziurze? - nie żeby się czepiał, czy miał coś przeciwko, po prostu chciał wiedzieć więcej - I jak to sobie ogólnie wyobrażasz? To znaczy słońce, urlop i.. I ty. - zakończył trochę nieudolnie i pociągnął zaraz dalej by jego słowa nie zawisły bezsensownie - Jasne, ze to by była fajna opcja, i chętnie się na to piszę, tylko u mnie z tym urlopem może być krucho. - on nie brał urlopów, bo całe życie ich nie potrzebował. Jak nie miał pracy, to łaził po ścianach. Przyzwyczaił w pracy wszystkich ze zawsze, codziennie w pracy jest i nawet mu tego już nie proponowano wiedząc że Roy zrezygnuje.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:52, 27 Lip 2010    Temat postu:

Wyszczerzyła się w uśmiechu słuchając o tym jak bardzo chłopak by się przejmował jej rzekomą kontuzją. - Ojj... Żadnych kolorowych gazetek! Co to, to nie! Lepiej dobrą książkę albo słownik, słownik języków obcych. Pouczyłabym się teraz czegoś nowego. - mruknęła z rozbawieniem. Zaraz jednak śmiech został zastąpiony lekko rozmarzoną miną, kiedy Roy ją pocałował. - Mmmm... - rozpłynęła się po pierwszym pocałunku a gdy tylko ponownie została nim obdarowana już dokumentnie nie chciała się ruszać ze swojego miejsca.

Słysząc deklaracje opieki i czując smak jego ust uniosła się lekko na swoim miejscu, jakby chciała się w ogóle podnieść z kanapy. - To wiesz co? Przy takiej opiece i leczeniu, to ja idę jeszcze drugą sobie skręcić. - zaraz jednak opadła ponownie na poduszkę śmiejąc się ze zblokowania jej ruchu przez ramię chłopaka. - Ej, ja chcę być jeszcze leczona... - zajęczała wtulając policzek w jego ramię wciąż obejmujące ją tak, by nie wstała za szybko z kanapy.

- A w takim jednym miejscu... - mruknęła wdychając zapach jego skóry w okolicach szyi - Dużo słońca... I jeszcze więcej słońca. I ludzie, którzy nie przejmują się obecnością wampira obok. - rzuciła - Oj no uda Ci się wziąć urlop. No powiedz, że się uda. - zapytała w sumie wpatrując się z nadzieją w jego policzek, bo akurat tylko tak była w stanie odchylić swą głowę. - A jak nie, to ja sama pójdę do Ciebie do pracy i wyproszę dla Ciebie o parę dni wolnego. No, w zasadzie to o minimum tydzień-dwa, bo na mniej, to się nie opłaca tam jechać. - powiedziała z przekonaniem - Dwa tygodnie. O! To byłaby optymalna opcja. - stwierdziła z uśmiechem trącając ustami jego szczękę. - Dwa tygodnie smażenia się na słońcu, kąpieli w jakimś bajorku i zwiedzania okolicy. To było by fajne. - dodała


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:13, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Dobrych książek ci u mnie dostatek. - powiedział zerkając sugestywnie na ich stertę, z którą musiał się jutro zmierzyć - Chyba że preferujesz coś innego niż fantastykę, kryminał czy horror. Romansów, dramatów lub zwykłych powieści obyczajowych u mnie nie dostaniesz, ale... - spojrzał na Lizzy litościwie - Dla mojej chorej kobietki kopsnąłbym się do biblioteki po jakiś odpowiedni tytuł. Co byś sobie zażyczyła... - te życzeniach, chyba staną się nieodłączona częścią ich życia, tak jak nieuleczalna choroba na 'l' - Przyniósłbym w podskokach. - powiedział kiwając głową. Był gotów i ona to doskonale wiedziała - Nie, nie, nieee... - objął Elizabeth w pół widząc jak zabiera się z kanapy i nie pozwolił jej zajść nigdzie dalej - Ty będziesz leczona, ale pomyśl. - powiedział starając się by jego ton zabrzmiał rozsądnie, co było trochę psute przez echo chichotu - Po co zaraz dwie kostki? Nie lepiej raz jedną... Podleczę trochę... - mruknął - I później jak już czas do tańca, to wtedy drugą? - miał też wyobrażenia, sadysta, ale z dobrym sercem - I kolejne tygodnie... - odchrząknął i zadecydował - Narazie skupmy się na tej jednej. - wsunął sobie wyprostowane ramię pod głowę, skubiąc palcami brzeg poduszki - Ludzie, którzy się nie przejmują... - to była dopiero nowość. Wampir, słońce i człowiek. Chwilowo przeczyło to temu co mu wpajała Lizzy - Heh... Uda nie uda, nie mogę ci obiecać. W zasadzie lepiej teraz nim te wszystkie cyrki z festiwalami na dobre się rozkręcą. - mruknął obmyślając sobie plan pójścia do Ravitz'a - O nie! - zakazał zaraz - Ty nie będziesz za mnie o nic prosić, bez przesady. To by już była jakaś ostateczność chyba. Dwa tygodnie... Taplania się w bajorku? Czy ty mi przypadkiem nie chcesz zwiać do jakiegoś SPA? - bajorko mu się skojarzyło zaraz z błockiem albo czymś innym czym to kobiety obsmarowywały swoje ciała.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:36, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Nie, będzie dobrze. - odpowiedziała kiedy zaproponował jej swoją biblioteczkę - W zasadzie, to zwykle czytam co popadnie. - przyznała się - Oby tylko miało literki i dało się na tym zawiesić wzrok. Chyba mi zostało z dzieciństwa. Najlepiej fantastyka. - dodała - Znam chyba wszystkie wersje legend o wampirach i wilkołakach. Pasiona byłam tym odkąd zaczęłam czytać. - przyznała się z lekkim uśmiechem. - Nie, nie. Nie musisz dla mnie nigdzie lecieć. Wpierw przyswoję sobie dokładnie to, co tam masz na tej stercie. - zaśmiała się próbując dojrzeć ponad sobą szafkę, na której półkach układał książki. Swoją drogą zastanawiała się po co je wszystkie powyciągał na podłogę. Jednak nie zapytała o to.

Jego sadystyczne zapędy skręcania sobie raz jednej raz drugiej kostki były z lekka przerażające. - Ale masz pomysły... - mruknęła kręcąc z niedowierzaniem głową. - No co? - zapytała, gdy dostrzegła minę Roya na jej słowa o tym, że ktoś się może nie przejmować - Są takie miejsca. - odrzekła dodając jeszcze - I nie, nie będzie to żadne SPA. Chyba, że na własne życzenie wysmarujesz się jakimś szaroburym syfem. - zaśmiała się po czym nagle przyszło jej coś do głowy.

- Poczekaj Roy chwilę. - rzuciła i wyślizgnęła mu się z objęć na moment podchodząc do swojej walizki, która wciąż pomimo tego, że dziewczyna mieszkała już z nim od jakiegoś czasu, stała w kącie mieszkania, przechowując jej rzeczy, które nie zmieściły się w szafce. Wyciągnęła z jej wnętrza zieloną, nieprzezroczystą reklamówkę z czymś sztywnym w środku. Wróciła zaraz do chłopaka wyciągając z jej wnętrza niezbyt gruby album, podając go Royowi. - Masz. Chciałeś mieć moje zdjęcie, to... - powiedziała niespodziewanie, po chwili kładąc się obok niego na kanapie i wsuwając się pod kołdrę, by znów znaleźć się blisko niego. Czasami miała dziwne pomysły. Położyła się na boku, podpierając się ręką i wpatrując się w chłopaka z wyczekiwaniem. Była ciekawa czy mu się spodoba.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:08, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Zapewniam cię że wszędzie tam... - zerknął raz jeszcze na książki - Są literki. I układając się w całkiem fajne historyjki. Jest bardzo fajna saga Dragon Lance... - wskazał jej jedną, konkretną i ulubioną - Saga jak saga, ale jedna jej część, nazywa się 'Legendy'. Opowiada o przygodach dwóch bliźniaków. Raistlina i Caramona i... - zaczynał już się rozpędzać, ale szczęśliwie ugryzł się w język i nie streścił Elizabeth akcji wszystkich trzech tomów, a był w stanie to zrobić ze szczegółami bo czytywał akurat te książki wielokrotnie - No. - przerwał jakby sam sobie i zakończył - Bardzo fajne są. - jak on się uczuł poskramiać swój własny język. Tylko niech Elizabeth nie mówi że lubi słuchać jego głosu, bo to da mu pretekst do zreferowania sytuacji i stosunków jakie panowałby między braćmi Majere - No, co? To ty sobie chcesz narobić więcej bólu... - wywrócił nieznacznie oczami - Za jednym zamachem, a ja ci go... Racjonuję. I pamiętaj o leczeniu. Gdzie byś miała lepiej niż u mnie? Lizzy... - zamruczał cicho trącając nosem czubek jej mokrej głowy. Odchylił się w porę, inaczej by miał nos obity bo wampirzyca zerwała się z miejsca jak oparzona - Mogę cię co najwyżej zakopać w piasku po szyję. - dodał tonem, który wskazywał że jest w stanie to zrobić, a przynajmniej się postarać. Patrzył z zaciekawieniem nie na to czego szuka po walizce a na nogi Elizabeth, idealnie prezentujące się w koszulce. Zamrugał kiedy wampirzyca wróciła, samemu wracając do rzeczywistości. Ujął w dłonie album i otwarł go z zaciekawieniem. W pierwszej chwili święcie się oburzył i spiorunował Elizabeth wzrokiem - A ja nie mogłem, tak? - pokręcił głową i zajął się oglądaniem zdjęć wampirzycy. Doczepił się zaraz pierwszego i stwierdził żartobliwie - Jak byłaś utytłana tym szlamem z potoku wyglądałaś lepiej. - wytknął na moment język - Gdzie wtedy byłaś? A to? - wskazał na któreś z kolei zdjęcie na którym miała na sobie różową sukienkę - To przed przedstawieniem? I jeszcze się tak ładnie szczerzysz... - zauważył przekręcając głowę lekko w bok i przerzucając kolejną stronę - I ty mówisz ze tobie to zdjęć wcale... Eche, ty wredoto nie chciałaś bym ja ci je zrobił. - oskarżył Elizabeth spoglądając na nią pseudo urażonym spojrzeniem - Serio? Mogę sobie któreś na własność przywłaszczyć?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:31, 27 Lip 2010    Temat postu:

Dla samego słuchania jego głosu byłaby skłonna podpuścić go, by zreferował jej całą zawartość swojej domowej biblioteczki a nie tylko trzech tomów. Jednak Roy sam sobie dał na wstrzymanie, toteż Elizabeth już go nie podkręcała. Przynajmniej na razie. Ale wciąż jednak pamiętała jego obietnicę poopowiadania jej bajek do poduszki. W zasadzie, to ową poduszkę miała w zasięgu ręki, więc w każdej chwili mogla wyciągnąć ten koronny argument.

I wcale nie zerwała się jak oparzona, tylko wstała szybko, bo przyszedł jej do głowy pomysł i chciała go od razu zrealizować zanim przejdzie jej ochota. Leżąc koło niego przyglądając się chłopakowi jak otwiera album. Jego karcące spojrzenie i niemy wyrzut w oczach a zaraz po tym jego słowa na moment spowodowały, że pożałowała wyciągnięcia na światło dzienne swoich zdjęć. Jedynych jakie miała. - Oj no... - zaczęła by się wytłumaczyć - No nie lubię zdjęć. Ale nie oznacza to, ze żadnych nikt, nigdy mi nie zrobił. Masz na to świetny dowód w rękach... - zamruczała próbując go przekupić, by się na nią nie złościł kilkoma drobnymi pocałunkami w jego ramię.

Kiedy skomentował jej zdjęcie w basenie opadła bezwładnie twarzą w poduszkę. Okręciła po chwili się policzkiem na bok, by nie dusić swego głosu w pierzu. - Na Krecie. - odpowiedziała krótko - I nie prawda, że wyglądałam lepiej. W potoku to mogłabym startować w konkursie na zmokłą kurę. - wyjęczała wywracając oczami. Uniosła na chwilę głowę, by się spojrzeć na fotkę, na której śmigała w różowej podomce. - A to nie, to nie przedstawienie. Pokaz mody w Mediolanie. Jak jeszcze tam mieszkałam kończąc studia. - wyjaśniła opadając zaraz z powrotem na poduszkę.

Oskarżenie puściła w powietrze. Nie skomentowała tego. Wampir nie powinien się nigdy nikomu pokazywać na jakimkolwiek nośniku uwieczniającym go na stałe. Ktoś, kiedyś mógł ją rozpoznać i byłaby masa nieprzyjemności. Pocałowała go za to w usta, starając się wykupić swoje winy pocałunkiem. - Ciiichaj... No ciiiiichaj... - mruknęła przy jego wargach wciąż nie odsuwając się za daleko - Tak, serio. - przytaknęła - Tylko, że jedna a w zasadzie to dwie poprawki. - rzuciła uśmiechając się - Na własność przywłaszczyć, to jak masło maślane... - rzuciła uwagą - A druga poprawka to taka, że... one wszystkie są dla Ciebie. I nie marudź już, że nie masz mojego zdjęcia. - uśmiechnęła się do niego pokazując mu język, po czym jeszcze raz go cmoknęła w usta. Pozwoliła mu po tym dokończyć przeglądanie albumu na spokojnie, wtulając policzek w poduszkę i obserwując go przez chwilę. - A któreś z nich tak bardzo Ci się podoba? - zapytała z ciekawości przesuwając delikatnie palcami jednej z dłoni po jego łopatce.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:56, 27 Lip 2010    Temat postu:

Bajki to co innego. Tutaj Roy fabułę by zgrabnie rozwijał, przeplatałby nowe wątki, a streszczenie książki odbierało by zajęcie jakie miała mieć Lizzy leżąc na tej kanapie, lecząc swoją kostkę - E. Eee. - zamachał lekko palcem nie dając się tak zaraz przekupić wampirzycy - Nie wyglądasz na taką która nie lubi. A to? - wskazał piąte na którym była ustawiona bokiem, posyłając tajemnicze spojrzenie w obiektyw - Ty tutaj pozujesz moja droga. Nie wciskaj kitu że nie lubisz. - zaczął się z nią drażnić, chcąc postawić na swoim - No i to nie jedno takie... - mruknął przerzucając kartki by wyłapać jeszcze kilka - Nie. - przeciwstawił się Lizzy niczym jęczące dziecko - W potoku mogłaś startować ma miss trytonów, a trytony ponoć takie zielonkawe są, to w sam raz byś była. Miss Świata Podwodnego 2010... - zapowiedział jej przypuszczalny tytuł z rozmachem i wprawą starego konferansjera - Prosimy na scenę panno Preston! - wrócił do zdjęcia z sukienką i dopytał - Aha... Jako widz czy jako modelka? - tak szczerze rzecz biorąc wyglądała jak jakiś vip z umiejętnościami które pozwalały otworzyć każde zamknięte drzwi. Ciężko go było uciszyć, ale miała w sobie to coś co zamykało Roy'a na amen - Czepiasz się znów... - uświadomił ją zaraz niwecząc wszystkie wysiłki wampirzycy - Mmm... Wszystkie? Wybiorę jedno, albumu nie mogę nosić na co dzień przy sobie. - mruknął szukając tego które najbardziej mu się podobało. Znalazł i wskazał na nie palcem - To. - Elizabeth na tym konkretnym zdjęciu miała czarną bluzeczkę i jeansowe spodenki - Wyglądasz z tą podwiniętą nogą jakbyś zbierała się do medytacji. I obiecuję nie marudzić. - powiedział uroczyście pokazując jej uczniowskim gestem dwa złączone ze sobą palce. Wydobył fotografię ostrożnie za ochronnej foli i ustawił sobie przed nosem mrucząc - Moje siedemnastoletnie... - zerknął na Lizzy z cwaniackim uśmiechem - Z wyglądu oczywiście... Cudo. Dziękuję. - podziękował jeszcze jednym leczniczym pocałunkiem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 22:23, 27 Lip 2010    Temat postu:

Westchnęła słysząc, że chłopak nie daje się przekonać co do tego, że dziewczyna na serio nie lubi zdjęć. - Aj tam od razu pozuję... To gdzieś w przelocie było robione. - odpowiedziała - Zdaje Ci się! - oznajmiła upierając się przy swoim, ale coś te unoszące się od czasu do czasu w górę kąciki ust psuły jej siłę perswazji gdy starała się go przekonać do własnego zdania. - Musiało Ci się przewidzieć. - dodała kręcąc głową i chyba bardziej drocząc się już z nim niż pracując nad osiągnięciem efektu. Coś czuła, że Roy po tym co widział nie da się już tak łatwo przekonać.

- Chyba na topielicę bagienną. Albo na płastugę głębinową. - stwierdziła poprawiając te jego tytuły dla niej na takie, które w jej mniemaniu lepiej by i brzmiały i pasowały. Zaraz jednak roześmiała się. - Miss Świata Podwodnego? To jak Miss Underworld. - parsknęła - Jak z tymi wampirami co strzelały w filmie z tych zabawnych kołkownic by dopaść swoich przeciwników. - tak jej się jakoś skojarzyło, ale był to świetny pretekst do odejścia od tematu jej fotek.

- Eeee... Tam, no... Heh, no wiesz... - próbowała coś zalawirować byle tylko nie odpowiadać na pytanie po której stronie wybiegu się znajdowała - Takie tam... wygłupy. - dokończyła wzdychając. Słysząc obietnice i widząc wzniesione w górę dwa palce lekko śmiejąc się podwinęła w górę kołdrę by dojrzeć czy nie skrzyżował właśnie nóg. Nie dojrzała nic takiego, więc wydawało się w porządku. Roześmiała się o wiele bardziej, gdy usłyszała komentarz o siedemnastolatce. Miała coś na niego fuknąć, by jej wieku czy wyglądu nie wypominał, ale zaraz została powstrzymana miękkością jego ust przy swoich. Fuknięcie zamieniło się w ciche, nieco leniwe mruczenie. - Oj... - jęknęła - Rozpieszczasz mnie. - dodała niebyt głośnym głosem, po chwili odrzucając gdzieś na podłogę album skoro innych zdjęć nie chciał i wślizgując się nieco pod niego tak, by znaleźć się w jego objęciach.

- Roooy... - odezwała się po krótkiej ciszy, jaka na moment zapadła - A wygospodarujemy sobie w No Name jakiś kąt na sypialnię? - zapytała cicho - Bo wiesz... Jeśli Ty masz się leczyć na tą przewlekłą chorobę... Jak jej tam było? Coś na "L" się zaczynało. A ja, to się zdarza u wielu osób, może mi ta kostka wiesz, nawracać. I to chronicznie... - próbowała go przekonać jakoś. - Przydałby się jakiś kąt na sanatorium... - zamruczała wsuwając nos pomiędzy jego szyję a bark i delikatnie nim trącając jego skórę. - Choćby i w dobudówce na dachu. - rzuciła pomysłem z kosmosu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 22:49, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Aha... - zaczął takim tonem jakby spoglądał na wampirzycę spod profesorskich okularów - W przelocie powiadasz? - uniósł nieznacznie brwi w górę pokpiewając sobie z niej - Moze faktycznie. - powiedział przymykając powieki i wzdychając ciężko. Nie uwierzył, ale nie chciało mu się dłużej z nią sprzeczać - Nie oglądałem nigdy Underworld. - miał ubytki w filmotece. W zasadzie póki był człowiekiem temat wampirów mało go pociągał. Wszystkie książki czy też filmy szły w odstawkę, bo nie chciał na nie tracić czasu. Roy otwarł usta chcąc coś powiedzieć słysząc tłumaczenia wampirzycy, ale stracił w pierwszej chwili wątek i dopiero z kolejnej sekundzie się odnalazł - Wygłupy? Chodziłaś po Mediolańskich wybiegach i nazywasz to wygłupem? - zatoczył oczami zgrabne półkole i dodał konspiracyjnym tonem pochylając się ku Elizabeth i zasłaniając nieznacznie swoją twarz dłonią - Nie mów Angeli, zamęczy cię prośbami o to byś opowiedziała jej jak tam było, czy znałaś jakiś projektantów i tak dalej. - ostrzegł ja dobrodusznie, by nie miała jego siostry na karku, a ta rzadko się hamowała w przeciwieństwie do brata - Oj... - zaczął podobnie jak Lizzy - Zasługujesz. - stwierdził i popatrzył z żałością za odciąganym od niego albumem. Odłożył zdjęcie, które teraz miało zamieszkać w jego portfelu na stałe, by nie poniszczyło się przez przypadek. Przeniósł wzrok na wampirzycę i zamruczał - Hmm? - był ciekaw jej kolejnego pomysłu. Ostatnio miała same trafione - Yhm... - skinął przy tym głową. Trafiony zatopiony - Wygospodarujemy. Jestem w stanie poświęcić swoją kanciapkę na sypialnię, skoro miałbym tam... - nie znalazł innego słowa więc powiedział - Sypiać, tym bardziej z tobą. Masz absolutną rację, musimy się mieć gdzie leczyć. Tak, tak... Dopóki w końcu nie będziemy zdrowi... Tak powinniśmy mieć miejsce do odpoczynku. - przesunął dłonią po boku dziewczyny i rzekł - Bo w tym... W najogólniejszej części naszego lokum to już chyba nic się nie da wygospodarować? Nawet jakbyśmy chcieli ściankę działową? Bez dobudówki na dachu. - ukrócił zaraz jej wymysły.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:10, 27 Lip 2010    Temat postu:

- A tam od razu tak... - westchnęła bo jej zdaniem przejście się parę razy po deskach w tę i na zad to nie było coś wielkiego. A to, że akurat w tym mieście, to cóż. Mieszkała tam. I wcale nie wydawało jej się to jakimś "ą-ę". Miasto jak miasto. Miało swoich mieszkańców, brudne i nijakie ulice no i parę, dosłownie parę rozrywek, które mogły się komuś spodobać. Pozostałe nie były niczym szczególnym. A To, ze w ramach żartu ją kiedyś ktoś namówił, by w zastępstwie za jakąś laleczkę przebiegła się po wybiegu... - No nie przesadzaj. - rzuciła - Raz czy dwa razy śmignęłam po dechach i już. Nie miałaby o co się pytać, bo nic takiego. Poza tym to na prośbę znajomych i takie tam. Nikt ważny ani nikt znany. Ot, na osiedlu... no dobra, w dzielnicy drobna zabawa. - mruknęła - Nie myśl sobie, że ktokolwiek chciałby oglądać mnie na wybiegu, jeśli nie byłaby to konieczność. Z braku laku, jak to się mówi... - rzuciła. Nigdy nie było to nic, czym można by było się chwalić. Co, on jako dziecko nie przebierał się za rycerzyka czy spidermen'a? Wygłupy, nic więcej.

Zdziwiła się, że tak łatwo i szybko zgodził się na jej propozycję. Spodziewała się większych oporów, bo przecież jeszcze nie tak dawno upierał się, że niepotrzebna im sypialnia. - No nie... To miała być Twoja bezludna wyspa przecież. - przypomniała mu - No tam to jakoś tak dziwnie by było... I kuchnia i salon i kanapa jakaś... Łóżko da się wcisnąć, ale ścianka działowa to... Nie wiem, chyba tak średnio. - potwierdziła jego obawy - No, ale jak tam będziesz chciał, to da się coś jeszcze wydzielić. Szkoda by było, byś nie miał dla siebie miejsca. - stwierdziła. - Czemu nie dobudówka?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 23:30, 27 Lip 2010    Temat postu:

- Raz czy dwa? Dobra, nie wnikam w ten temat, ale powiem ci że tak... - zacytował jej słowa - Z braku laku, to ja bym cię chętnie na wybiegu poobserował. I podkładał małe robaki byś mogła je dobijać tymi wysokimi obcasami. - wykonał przy tym gest palcem, jakby zapragnął wwiercić się nim w poduszkę. Faktycznie sadystyczność jakoś dziś bardziej się w nim odzywała - Z bezludnej wyspy nie ma frajdy. - powiedział i to był całkiem mądry argument, którego nie za bardzo wypadało Elizabeth podważać, bo był raczej z korzyścią dla niej - Zaraz stwierdzimy że to za mało dla nas. - mruknął śmiejąc się z własnych slow. Tak wyliczali, wyliczali i mogło im naprawdę miejsca zabraknąć - A po co ci drugie piętro? Rozpruwanie dachu, pociągniecie murów, wszelakich rurek, kabli... - skrzywił nieco usta, nie widziało mu się to ani trochę - Słuchaj... Ja nie potrzebuję dla siebie osobnego pokoju, owszem miałem go mieć, ale... Po co? - jakby nie patrzeć było to nie fair względem Elizabeth, bo ona dla siebie osobnego kąta nie miała mieć wygospodarowanego. Sypialnia miała więc służyć za miejsce odpoczynku i dla niej i dla niego, dla ogólnej korzyści - Nie dyskutuj ze mną. - powiedział stanowczo i cmoknął Elizabeth w skroń - Kanciapkę przerabiamy na sypialnię. - machnął przy tym dłonią jak wytrawny aranżer, przedstawiający właśnie własny pomysł na wnętrze.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 23:55, 27 Lip 2010    Temat postu:

- No parę razy... - przyznała się w końcu bez bicia - Ale bez przesady, to nie było nic wielkiego. - uśmiechnęła się zaraz po tym, bo ta wizja robaków pełzających po deskach wydawała się jej wielce zabawna. - No nie... Tak nie można robić krzywdy robaczkom... I to jeszcze butami. - rzuciła, pacnięciem samym środkiem otwartej dłoni w czoło chłopaka wybijając mu takie pomysły z głowy - Skąd w Tobie takie krwiożercze zapędy, słońce? - zapytała - Wyżyj się na mnie a nie na niewinnych stworzonkach, jeśli tak bardzo tego potrzebujesz. - zaoferowała poddanie się jego męczarniom.

Przytaknęła na jego słowa na temat nie ruszania stropu i pozostawieniu dachu w spokoju. Ale to bynajmniej nie była kwestia tego czy było to fair czy nie. Zasługiwał na kąt dla siebie i powinien go mieć. Ona nie potrzebowała dla siebie wiele miejsca. Wystarczyłby jej fotel gdzieś w kącie jakiegoś pomieszczenia i tyle. - Heh. - westchnęła sobie jeszcze - No jeśli tak chcesz... To okej. - zgodziła się. Perspektywa osobnej sypialni dla nich dwojga bardzo jej się podobała. Chociażby dlatego, by takie chwile jak ta teraz mogły się zdarzać częściej. Przysunęła się do niego jeszcze bliżej obejmując bo dłońmi pod ramionami i całując delikatnie. - A ogród na dachu? - mruknęła - Chociażby taka mała oranżeria... - zajęczała bardzo cicho chcąc jednak wykorzystać jakoś dach. Nie odrywała jednak ust od niego przesuwając koniuszkiem języka po ich konturze. - Nie ma żadnego wysokiego budynku w pobliżu a tak, to można by... - rzuciła pomysłem nie rozwijając go za bardzo. - I nie musi być wcale schodów. Da się wejść po drabince przeciwpożarowej...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 9:43, 28 Lip 2010    Temat postu:

- Auu! - jęknął kiedy oberwał - Krzywdę to ty robisz mi. - mruknął obrażonym tonem i dodał pod nosem - Co za kobieta... Bije mnie. Już teraz, a co później? - wyglądał teraz na takiego który chciał wszystko przemyśleć i odwlec spełnienie swego życzenia, na bardzo długie lata - Nie wiem, tak po prostu mi to przyszło do głowy. - po krótkim przemyśleniu dodał - To przez te kijanki. Jakoś wszystko to co małe, obślizgłe i tak dalej mi się teraz kojarzy. Nie zasłużyłaś sobie na to by na tobie się wyżywać, ależ proszę cię. - powiedział nie mając pojęcia skąd u niej ten pomysł - Ciebie to ja mam leczyć. - przypomniał - A nie zadręczać. - zadręczał ją ktoś inny, o czym w tej chwili nawet nie pomyśleli. Oddani całkiem innym zajęciom oderwali się od rzeczywistości, choć o niej debatowali. Roy uchylił nieznacznie jedna powiekę zerkając na Elizabeth i bawiąc się ramiączkiem jej koszulki - Jesteś okropna. - oświadczył niespodziewanie, nie mogąc przy tym powstrzymać uśmiechu - Najpierw całujesz, by mnie udobruchać a później pytasz czy będziesz mieć ogródek na dachu. - bawiło go to, ale był w stanie godzić się teraz prawie na wszystko - A taka większa oranżeria? - zapytał przewrotnie - Jaka chcesz, a będziesz hodowała kwiaty? - Roy chciał trochę więcej, od Elizabeth. Pocałował raz, drugi trzeci, za każdym razem odrobinę namiętniej - A tak można by, yhm... Można, można. I nawet po tej drabince, przynajmniej nikt inny prócz nas by się tam nie znalazł.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 16:30, 28 Lip 2010    Temat postu:

A tam oberwał od razu. To było ledwie pacnięcie w czoło. - Ja Ci robię krzywdę? Gdzie? - obejrzała dokładnie jego twarz śmiejąc się przy tym. Zaraz jednak pocałowała go czule w miejsce, gdzie przed momentem dostał od niej. - No widzisz? Już nie boli. - stwierdziła uśmiechnięta. Jeśli nawet dostałby przypadkiem nieco mocniej, to po tym geście nie powinno już nic boleć. - Te kijanki Cię męczą? - zapytała - Och wstrętne... Jak one mogą... - zacmokała ustami z zatroskaną miną - I co Ty teraz biedaku zrobisz? Poczekaj, znajdę te gadziny i ubiję je zaraz. Niech mi nie zamęczają niepotrzebnie mężczyzny. - rzuciła jakby na prawdę przejmowała się tym, co się dzieje. Jeszcze raz obejrzała jego twarz dokładnie, zaglądając nawet za uszy na wypadek, gdyby tam miały się przed nią schować. Roześmiała się przy tym radośnie, bawiąc się przednio.

- Okropna jestem? - zapytała po chwili zdziwiona - Jaka tam okropna... Czy pocałunek, choćby taki... - tu pocałowała go delikatnie w usta, zaczepiając go - jest taki okropny? - dokończyła pozostając wciąż blisko jego twarzy. Przesunęła się zaraz niżej, ledwie muskając jego podbródek, zsuwając się kolejnymi, kruchymi pocałunkami niżej, na jego szyję. - Ja się kochanie tylko zapytałam. - mruknęła przyciskając lekko wilgotne wargi do jego obojczyka. - Ale mogę nie pytać. - prześlizgnęła się po jego skórze nieco w bok - Jest przecież tyle możliwości negocjacji... - prawie szepnęła zaczepiając językiem jego ramię. Kiedy zapytał o większą oranżerię odchyliła się twarzą od jego ciała, spoglądając się w jego roześmiane oczy. - Chyba kaktusy. - stwierdziła - I palmy. Najlepiej takie sztuczne, by nic przy nich nie trzeba było robić. - zaśmiała się cicho.

- Nie no, - dodała po chwili - jakieś kwiatki czy krzaczki. Tak, żeby było przyjemnie sobie tam posiedzieć. Na przykład na huśtawce. - wpadła na kolejny genialny pomysł - Takie ogrodowej, z baldachimem. - fantazję, to ona miała nie gorszą od niego - Dochodziło by się do niej po wysypanym na ziemię żwirze. Albo chodniku z trawy. Są takie akurat do posadzenia w ogródkach na dachu. - przypomniało jej się, ze kiedyś coś takiego widziała w jakimś miejscu, tylko nie bardzo była sobie teraz w stanie przypomnieć gdzie. Zbyt chyba dawno to było. Nie miała zbyt dużo czasu na sięganie do swej pamięci, by to sobie przypomnieć, gdyż usta chłopaka skutecznie odbierały skrzydła logice, z ogromną przyjemnością. Zamruczała cicho czując jak kolejnymi pocałunkami Roy ją rozpieszcza. - Aha. - przytaknęła - Takie miejsce tylko dla nas... - jakby sypialnia i salon miały nie wystarczyć, w ogóle jakby górne piętro No name miało nie być tylko i wyłącznie ich. No, może poza biurem, ale akurat o nim nie pomyślała. Zamyśliła się za to na temat ich wspólnego mieszkania, sięgając samej po miękkość jego warg. Miało być ich wspólne. Tak od początku do końca ich razem. I oni we dwoje, blisko siebie. Przesunęła dłońmi po jego plecach, zapamiętując opuszkami palców każdy centymetr jego skóry wzdłuż kręgosłupa. Zadrżała lekko, gdy poczuła, jak chłopak wciąż bawi się ramiączkiem od jej koszulki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:39, 28 Lip 2010    Temat postu:

Wskazał palcem na środek czoła i powiedział - Dokładnie tutaj. - zacisnął oczy niczym dziecko, broniące się przez buziakiem od ciotki, która zawsze ciągnęła za policzki - Niech ci będzie... - powiedział kiedy rozchylił nieznacznie powieki - Nie boli. - powiedział zadowolony, udobruchany i szczęśliwy. Ilość uczuć nacechowanych pozytywnie nie znała ograniczeń, kiedy była obok niego Lizzy. Roy najzwyczajniej w świecie cieszył się mając wampirzycę przy sobie - Eche, bo to wredne stworzonka są. - powstrzymywał się by nie parsknąć śmiechem patrząc bez słowa na dokładne oględziny jego twarzy jakich dokonywała. Postawiono go przed ważnym i skomplikowanym zagadnieniem do przemyślenia. Bo czy jej pocałunki naprawdę były takie okropne? Nie, one same w sobie nie. Problemem było to że Roy dawał sobą zawładnąć zbyt szybko pod ich wpływem - Ależ nie... - mruknął i ciągnął dalej - Pytaj, jak to mawiają kto pyta nie błądzi, więc... - miała o wiele ciekawsze sposoby wyciągania informacji, niż on. Mimo wszystko bardzo się taki sposób wampirowi podobał - Nie, tylko nie takie sztuczne coś, ja z tego później kurzu ścierał nie będę. - zaznaczył spoglądając na Elizabeth jak na wariatkę. Podchwycił jednak temat nie mogąc sobie darować - Wszystko co sztuczne jest gorsze. Sztuczne kwiaty, sztuczne szczeki, sztuczne... - przeciągnął i prychnął po chwili - Piersi. No dobra, może prawie wszystko, bo sztuczne serca i tak dalej to jednak coś wspaniałego, ale wracając do tematu. Sztuczna roślina nie pachnie, nie rośnie, nie możesz patrzeć na to jak się rozwija i wydaje kwiat. - gdy wspomniała o huśtawce Roy pożegnał się z 'małą oranżerią' - Czyli jednak idziemy wyżej i robimy ogród na dachu? - począł się zastanawiać czy starczy im metrażu na to co Elizabeth w miedzy czasie jeszcze wymyśli. Pomyślał jednak że to iż powierzchnia jest ograniczona to błogosławieństwo i należy być za to wdzięcznym, nie lubił się z kimś gonić po pomieszczeniach - W biało niebieskie paski ten baldachim, co? - zajęczał prosząco dokładając coś od siebie - Żwirek, trawę wokół. - podpowiedział próbując to sobie wyobrazić. Po chwili zerknął na Elizabeth i stwierdził - Dobrze że No Name ma tylko jedno piętro. - jakby tak wymyślali, to budynek rozrósłby się do niesamowitych rozmiarów a wampir roześmiał się nagle wyobrażając sobie rozchwiane 'coś' z wieloma przybudowanymi w różnych miejscach pokoikami. Dach byłby spiczasty, z dachówek pochodzących z różnych dostaw i firm tak że każda była by inna. Na czubku widniałby blaszany, pordzewiały kogucik wskazujący kierunek wiatru.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 18:23, 28 Lip 2010    Temat postu:

Nieee... Zdecydowanie to, że Roy dawał sobą wyjątkowo szybko zawładnąć pod wpływem jej pocałunków nie mogło być złe. Bo jak odrobina dawanej czułości czy też czerpanie z niej przyjemności mogło być złe? Nie mogło. Inną całkiem sprawą było to, że chłopak miał po tym jakieś dziwne, dla niej niezrozumiałe wyrzuty sumienia. Nie potrafiła za bardzo pojąć tego czemu on się tak przed nią bronił. Niby powiedział, że żadne bariery już między nimi nie istniały a jednak wciąż podchodził do niej jak do jeża. Może nie było to widoczne na pierwszy rzut oka, bo dostrzec można było coś całkiem innego, ale gdzieś tam, w głębi niego czaiło się coś, co go blokowało. I tego Elizabeth nie była w stanie zrozumieć. Ona sama do tych spraw podchodziła całkowicie inaczej. No ale cóż. Skoro Roy nie był jeszcze gotów pewnych spraw przeskoczyć, ona nie zamierzała nalegać i musiała się więc zadowolić tym co miała. Marzyła jednak o chwili, gdy jej towarzysz pozbędzie się już swoich oporów i pozwoli zarówno sobie jak i jej po prostu poddać się czarowi chwili i ponieść emocjom.

- Oj tam kurzu nie ścierał... - mruknęła wciąż błądząc ustami po jego szyi - Wspominałeś kiedyś o swoich cudownych pomysłach na wynalazki. Taki jeden, co to by ten kurz sam z siebie wyciągał byłby w sam raz. - zaśmiała się cicho wodząc palcami po jego plecach, powoli zmierzając do jego ramion. - No ale jeśli nie chcesz, to wcale nie musi być. - rzuciła - Tak tylko mi przyszło do głowy i to na głos powiedziałam. - dodała, aby chłopak od razu się nie spinał na to, że chce mu wybudować jakiś małpi gaj na dachu. Zachichotała wprost w jego ramię, kiedy powiedział o tylko jednym piętrze do ich dyspozycji. Pozostawała jeszcze przecież piwnica. Taka całkiem bezpańska i niedopieszczona.

A no tak! Kogucik na dachu! Że też ona o tym nie pomyślała. No jak tak by można było bez kogucika. To przecież byłaby nie lada fuszerka bez jakiegoś ozdobnika na samym czubeczku chatki szalonego architekta. No i jeszcze pozostawały im okna do zagospodarowania. Ileż to rzeczy można w nich było umieścić. Na przykład śliczne, kolorowe firanki. Takie całkowicie nie pasujące do wystroju knajpy, która miała być piętro niżej. A swoją drogą... - Roy, kiedy Ty miałeś odebrać ten biznesplan i projekty aranżacji? - zapytała rzucając spojrzenie na moment na jego twarz. Zaraz jednak wróciła do swojego zajęcia. Jakoś wybitnie spodobało się poznawanie jego ciała poprzez smak pozostawiany na jej wargach, gdy prześlizgiwała się po kolejnych centymetrach jego ramion i barków. Przesunęła się nagle na jego bark powoli, delikatnie zsuwając się ustami niżej, mijając obojczyk i sunąc dalej ospałymi pocałunkami. Ciekawa była kiedy chłopak jej się zacznie wiercić uniemożliwiając dalszą wędrówkę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 18:45, 28 Lip 2010    Temat postu:

Jaasne, teraz się okaże że to taka czarująca, czarodziejska furtka, takie wejście dla pracowników, od tyłu, myk, myk i z Roy'a da się wszystko wyciągnąć. Kto powiedział ze wampir ma wyrzuty sumienia, co na to wskazywało? Jakoś, owszem, może i miał jak zwykle w sobie trochę rezerwy, ale nie znaczy to ze miał wyrzuty sumienia. Po prostu był wychowany inaczej. I Aberforth wpoił mu solidnie, że kobieta nie jest do zabawy, a Roy interpretował to mniej lub bardziej dostanie - Ale... - sama mu podtykała pod nos coś co zajmowało go na długie minuty - To by było perpetum moblie. Bo jeśli... Wspominając panele. Z nich brud chowałby się gdzieś pod spodem, a później można by to było samemu jakoś oczyścić, ale zajmowałoby to o wiele mniej czasu niż klasyczne bieganie z odkurzaczem. Natomiast kurz chowający się w kurzu? A gdzie chowałby się ten kurz? I kolejne? - zawiłą logikę chyba tylko on rozumiał. Zamyślił się głęboko mało zwracając uwagę na błądzące po jego ciele usta Elizabeth. Trybiki ciągle pracowały nad zagadnieniem, które mu podsunęła, ale był zmuszony zrezygnować i przyznając że to ponad jego możliwości - Co? - musiał się znów solidnie skupić na tym co Elizabeth mówiła - Nie, no coś ty. Może być, jak najbardziej. Wiesz ogródek w Seattle, to raczej rarytas, tym bardziej taki do którego nie zaglądają ci przez płot sąsiedzi. - powiedział zaśmiewając się z tego - Eee? - poszorował się po głowie i zapytał samego siebie - W piętek? No pod koniec tygodnia. Piętek mamy jutro, nie? - wybitnie to jego choróbsko utrudniało życie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:11, 28 Lip 2010    Temat postu:

No co to, to nie. I dlaczego od razu dla pracowników? Nie wystarczała ona jedna do tego celu? Po co ktoś jeszcze miał by się pchać z ustami do jego ciała po to, by wyciągnąć z chłopaka jakieś zeznania? Tylko jej było można. Każda następna osoba napotkałaby na swojej drodze jej pazury. W niektórych sytuacjach w Elizabeth budził się instynkt terytorialny. Obejmował on ciało chłopaka, jego osobowość i ogólnie jego całego. Zaczynała mieć na jego punkcie małą obsesję napędzaną coraz bardziej jej uczuciami, które w coraz większej mierze oddawała swemu mężczyźnie.

A co wskazywało na to, że może mieć wyrzuty sumienia? Dziewczyna nie znała jego myśli, więc nie wiedziała co on o tym wszystkim sądzi. Jednak za każdym razem, gdy zrobił jeden większy krok, cofał się zaraz o podobny. Przypominało to w sumie jakiś taniec, tylko nie było wiadomo czego się po nim spodziewać. Wysłuchała pomysłu chłopaka śmiejąc się cicho. Tak jak sądziła, popłynął ze swoimi wyobrażeniami. Gdy się go tak słuchało, miał zabawne wizje i patenty na wszystko. Bawiło ją to, kiedy wpadało mu do głowy jakieś cudo techniki i myśli futurystycznej.

No ładnie... Wolał odpłynąć w swoich pomysłach niż się cieszyć jej obecnością. Dobrze to dla niej nie wróżyło raczej. Złapała zębami na moment jego skórę na piersi i chyba to właśnie to wybiło go z jego rozmyślań. Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem nieco przebiegle. - No wiesz, piątek zazwyczaj wypada pod koniec tygodnia. - zachichotała znów przesuwając się ustami po jego ciele, tym razem w stronę mostka. - No chyba, ze bierze się na tą drugą modłę odliczanie, wtedy wypada na samym początku. - dodała śmiejąc się wciąż pod nosem.

- No ale tak, to jutro. A w zasadzie, to już chyba dzisiaj biorąc pod uwagę godzinę na zegarze. - stwierdziła po czym odchylając się na moment od jego klatki piersiowej, którą dość niewygodnie się jej zwiedzało pocałunkami leżąc pod Royem a nie na nim, spojrzała się na jego twarz z łobuzerskim uśmiechem. - A tak w ogóle... - mruknęła - To mógłbyś mnie pocałować... - dopomniała się o odrobinę zainteresowania, skoro inaczej nic go nie ruszało. Czasem miała wrażenie, że lepiej by było, gdyby wzięła sprawy w swoje ręce i nie czekała na bóg wie na co.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 19:45, 28 Lip 2010    Temat postu:

Obsesja? To brzmi dumnie. Gdyby wiedział najpierw by się trochę przeraził, a później zaczęłaby go rozpierać duma, że to właśnie na niego padło. I jeszcze te pazury. Kochał ją jeszcze bardziej. Bo Roy wydawał być się tylko takim miłym, bezproblemowym i radosnym kolesiem. W głowie też mu się roiło od sprzeczności nauk i wychowania rodziny a panujących w tych czasach obyczajów. Spanie ze sobą nie było niczym dziwnym, tym bardziej jeśli dane osoby były pewne swych uczuć, ale jego anachroniczny umysł zapatrywał się na to inaczej - To o ten właśnie piątek chodzi, ten sam na końcu tygodnia. - powiedział przeciągając się i zerkając na okno, by zgadnąć, która godzina może właśnie mijać. Do świtu jeszcze sporo brakowało. Przeniósł wzrok na Elizabeth podpierając się łokciem - Mógłbym? Co ty nie powiesz? - zaczął wytrącając wampirzycę zapewne z rytmu kąśliwością tych pytań. Uśmiechnął się jednak przebiegle i otoczył ramieniem w tali przyciągając ją na nowo ku sobie, jakby to że się odsunęła jednak mu nie pasowało - Kostka się ozwała bólem? - zapytał troskliwie czepiając się jej warg swoimi - A może to jakiś inny fantomowy ból, który trzeba załagodzić? Gardło? - przesunął ustami wzdłuż krtani Lizzy - Serce? - uniósł nieznacznie brew pochylając się ku dekoltowi wampirzycy - Chyba sobie nie złamałaś ręki? - zapytał z przestrachem przesuwając po jej ramieniu ostrożnia palcami jakby szukał miejsca rzekomego złamania.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:11, 28 Lip 2010    Temat postu:

Faktycznie. Jego pierwsze słowa spowodowały, że na moment mina jej nieco zrzedła. Jednak po chwili poprawił swoją wypowiedź, rozwijając ją tak, że na powrót na jej ustach pojawił się uśmiech. I to jeszcze przyciągnięcie jej do siebie...

Kostek co prawda na jej ustach by nie znalazł, ale nie przeszkadzało to jej by postarać się oddać zaczepiający jej wargi ruch w podobnym stylu. Zaraz jednak Roy uciekł jej niżej, błądząc gdzieś przy jej szyi. Aż się wzdrygnęła lekko czując jak każdy maleńki włosek na jej ciele unosi się pod wpływem ciarek jakie ją przeszły. - Ojj... - mruknęła pod nosem wyginając się w łuk w jego ramionach. Dreszcz spowodowany przyjemnością mówił o tym, że zarówno by od jego drażniących ust uciekła byle tylko nie zaczepiał jej ale i też przylgnęła jeszcze mocniej swym ciałem, błagając by nie przerywał.

- Serce. - odpowiedziała bez chwili namysłu nawet nie zastanawiając się za bardzo nad tym, że właśnie zaczęła wypowiadać na głos swoje myśli - Zdecydowanie serce. Jestem chyba w grupie ryzyka młodego zawałowca. Gdyby jeszcze biło, miałabym chyba stan przedzawałowy. - mruknęła po czym dłonią zasłoniła sobie usta uświadamiając sobie co powiedziała. Zaraz jednak puściła zaczynając się śmiać z tego jak pod pretekstem szukania miejsc obolałych, zaczął zwiedzać jej ciało. - W zasadzie, to... - zaczęła - jestem cała strasznie obolała... - zajęczała jakby rzeczywiście się chciała poskarżyć. Jednak była pewna, że i tak Roy znajdzie dla siebie zaraz wytłumaczenie czemu by miał nie poddać się takiej grze.

Jego dotyk był przyjemny, obłędnie przyjemny, ale były ułamki chwil kiedy dziewczynę łapała frustracja spowodowana tym, że gdzieś tam w jej głębi zaczynała w niej tkwić jakaś obawa, że może jest jeszcze jakiś powód dla którego jej towarzysz tak jej unikał. Odpędziła jednak natychmiast swoje myśli gdzieś w głąb swego umysłu, zsyłając je do kopalni na ciężkie roboty poza zasięgiem logicznego myślenia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:30, 28 Lip 2010    Temat postu:

- Hm...? - zamruczał słysząc to jej 'oj' ustami będąc gdzieś w okolicach ucha żuchwy i szyi czując jak włosy wampirzycy, poczochrane za jego sprawą łaskoczą go w nos. Przesunął dłonią po plecach wampirzycy ku górze, zagarniając ją bezceremonialnie całą dla siebie, odbierając możliwość odwrotu, chyba że siłą odepchnęła by się od jego klatki piersiowej - Oj... - tym razem on tak zaczął, biorąc przykład z Elizabeth - Stan przedzawałowy? A co na to podają? - zapytał tym razem fantazjując i opierając się na domysłach bo mało się znał na farmaceutyce - Nitrogliceryna? Pod język? - zapytał wpijając się w usta Lizzy, jakby faktycznie miał jej coś do zaaplikowania. W końcu wypadało dbać o zdrowie najbliższej mu osoby - Cała? O mój boże... - zajęczał współczująco - I co teraz? - przesunął dłonią po udzie wampirzycy, chcąc postawić najwłaściwszą z możliwych diagnoz - Cała obolała... Na to chyba nie ma skutecznego i sprawdzonego leku. Czy jest? - zapytał podchwytliwie szczerząc się do wampirzycy niegodziwie - Jest czy nie? - zapytał sprawdzając czy da się coś z tym jej biednym sercem zrobić, raz jeszcze szalenie dokładnie badając jego okolice.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 20:56, 28 Lip 2010    Temat postu:

Gdyby mogła, chłonęłaby właśnie każdym kawałkiem swego ciała jego bliskość. Nie była jednak jednym z tych stworzeń, które to potrafiły, więc przylgnęła jedynie do jego ciała poddając się jego dotykowi. Kiedy tak silnie i zdecydowanie przyciągnął ją do siebie aż nie poznała swego chłopaka. Byłaby skłonna uwierzyć, że na tą chwilę ktoś go podmienił na z wyglądu taki sam model. Jednak nie była to prawda i mimo wszystko dziewczyna dobrze wiedziała, że ma do czynienia wciąż z tym samym Royem. Ale ta jego wersja bardzo jej się spodobała.

Uśmiechnęłaby się do niego bardzo szeroko, ale chłopak zawładnął zaraz nad jej ustami uniemożliwiając na moment pokazanie swej radości. Jego dłoń na jej udzie już w ogóle nie mieściła się w granicach jej marzeń. One sięgały do tej pory zaledwie do pocałunków na jej szyi, ale po tym co już do tej chwili zrobił, rozszerzyły się także na jej dekolt. A teraz jeszcze uda. Gdyby była jeszcze zwykłym człowiekiem zapewne by jej oddech odebrało a szczęki by szukała jeszcze pewnie przez jakiś tydzień po tym jak by jej opadła i poturlała się pod kanapę.

W miarę jego pytań coraz większą miała ochotę na prawdę się rozchorować. Tak, żeby całkowicie poważnie musiał się nią zaopiekować. Mogłaby wtedy rzucać co parę chwil jaki kawałek ciała ją boli, by się nią troskliwie zajął. - Hymmm... Cóż. - mruknęła odchylając głowę tak, by chłopak mógł dosięgnąć wygodniej do jej szyi, zsuwając się jeszcze niżej, w dół jej ciała - Skoro nie ma leku, to zawsze zostaje jeszcze medycyna niekonwencjonalna... - westchnęła cicho wyprężając się pod dotykiem jego ust na swym ciele. - Sugerowałabym po prostu Ciebie. - wymruczała mierzwiąc palcami jednej z dłoni jego włosy.

Stanowczo jej się podobało jak tak robił. Nie wiedziała co tak na prawdę się z nią dzieje, ale przez to całe przedłużające się w nieskończoność oczekiwanie na każdy następny ruch chłopaka stała się o wiele wrażliwsza na nawet najdrobniejsze bodźce jakie jej dostarczał. Z resztą z jej umysłem też nie było najlepiej, skoro zaczynała bredzić dwuznacznie, jednoznacznie, wieloznacznie czy też kompletnie nieznacznie jak to zaprezentowała w swoich ostatnich słowach. Mógł to sobie zinterpretować w dowolny wygodny dla siebie sposób, byle tylko nie uciekał od niej. Chciała wciąż być w jego ramionach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 21:38, 28 Lip 2010    Temat postu:

Lepiej było go nie prosić o tą medycynę niekonwencjonalną. Roy wyszczerzył się do dziewczyny i zapytał dla pewności - Niekonwencjonalna, tak? Ale jesteś pewna? Tak na sto procent? - skoro nie chciała jego nitrogliceryny to dostała coś innego. Roy przesunął dłonią po udzie wampirzycy raz jeszcze, dla uśpienia jej uwagi, a później bez żadnego ostrzeżenia i 'przepraszam' uszczypnął ją śmiejąc się zwycięsko. Przyklęknął łapiąc zaraz za poduszkę. I się zaczęło. Zamachnął się na Elizabeth i zawołał cicho - A masz! To moja medycyna niekonwencjonalna! - i od razu się zaczęła ruszać żwawiej, jakby żadna choroba jej nie dręczyła - I co?! - zasłonił swoją klatkę poduchą uchylając się przed jej dłońmi - Lizzy nie może mnie dosięgnąć... Nie może, nie może... - zaintonował dziecięcą przyśpiewkę, chcąc ją zachęcić do zabawy - No Elyyzabeth... - zaczął tonem Petrova - Już proszę, ćwiczymy, wymachy ramion, skłony, rozciągamy ciało. Proszę, raz, raz, bez ociągania! Widzowie czekają! - wskazał przy tym kciukiem na siebie chichocąc pod nosem z jej miny.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:56, 28 Lip 2010    Temat postu:

Mogła się tego spodziewać, że chłopak zaraz przerwie. To było bardziej niż pewne. Roy bawił się z nią, igrał. Trącał jedną strunę w harfie i czekał aż pozostałe zaczną drżeć po to tylko, by po chwili znów schować nuty do kieszonki w walizce. Dziewczyna jęknęła czując uszczypnięcie a przed poduszką nie zdążyła się nawet obronić chociaż usilnie uniosła ręce, by spróbować się zasłonić. Dostała poduszką gdzieś pomiędzy łokciem a pachą. Guzik jaśka zadźwięczał głucho, gdy uderzył o metalową nakrętkę wciąż noszoną na jej palcu.

Chciała mu jakoś oddać, ale ten zasłonił się zaraz przed nią drugą poduszką, skutecznie blokując możliwości dostania go w jakikolwiek sposób. Opadła bezwładnie na kanapę, na której o dziwo pod swoją głową nie zastała miękkiego, puchowego oparcia. Było trzymane w jego dłoniach z wyrazem tryumfu na jego twarzy.

- Ja się tak nie baaaawię. - zajęczała - Miało być chorowanie a nie ciężkie i wyczerpujące rozgrzewki. - dodała zawodząc z wyraźnym, teatralnym westchnięciem. - Ja już chcę tą nitroglicerynę... - rzuciła rozpaczliwie słysząc jak próbują ją zagonić do zabawy, na którą chyba nie miała ochoty. Musiała ochłonąć. A najchętniej, to poszłaby sobie pod zimny, lodowaty wręcz prysznic. - Była dużo skuteczniejsza... - zawyła obracając się na bok i unosząc dłoń w stronę chłopaka wyciągnęła jeden palec - Bo to to chyba placebo... - dodała zgarniając kawałek kołdry, by się nią nakryć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:10, 28 Lip 2010    Temat postu:

- O jejku... - zajęczał przygryzając dolną wargę - O jejku... To ty na prawdę jesteś chora, powinno mnie pokarać za to że nie wierzyłem. - przyznał chcąc za moment bić się w piersi. Pochylił się nad ta biedną, schorowaną wampirzycą i wsunął dłoń pod jej kark spoglądając na Elizabeth z góry ze skupieniem co świadczyło o tym ze w pełni koncentruje się na swym zadaniu. Uniósł jej głowę delikatnie w górę wsuwając pod nią poduszkę by wygodnie się jej leżało. Odgarnął niesforne, stargane kosmyki by nie przeszkadzały. Nie odzywał się skupiony i oddany swemu zajęciu - pociągnął kołdrę i okrył nią szczelnie Lizzy teraz uśmiechając się lekko bo doznał głupiego skojarzenia z muchą otoczoną siecią wygłodniałego pająka - Nitrogliceryna. - mruknął pochylając się nad bladą twarzą aplikując jej ponownie lek, w dawce przyprawiającej o oszołomienie. Przesunął dłonią po czole Lizzy sprawdzając czy aby nie nabawiła się gorączki ale nie wyłapał żadnych niepokojących niuansów. Była tak lodowata i martwa jak zwykle, choć zielone oczy jarzyły się w ciemności pewnie tak samo silnie i hipnotyzująco jak te niebieskie, które chłonęły ich widok. Roy wyciągnął się obook niej wsuwając sobie ramiona pod głowę, gotów czuwać obok chorej przez resztę nocy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:24, 28 Lip 2010    Temat postu:

Spojrzała się na niego kątem oka starając się nie parsknąć śmiechem. Teatralnie wyolbrzymione gesty chłopaka czasami doprowadzały ją do łez spowodowanych wybuchem nieopanowanej radości. No, prawie łez. Bo w jej przypadku łzy jako takie raczej nieczęsto się zdarzały.

Że on miał być tym pająkiem a ona mucha? Niby w którym momencie? Miała aż tak wytrzeszczone oczy czy też jemu ręce zarosły takim meszkiem jakie miały co bardziej dojrzałe ptaszniki? - Mmm... - mruknęła, gdy ją pocałował i jakby bardziej wróciła do życia. - Można by się było od tego uzależnić. - rzuciła a gdy położył się obok niej podkładając sobie ręce pod głowę przytuliła się do niego, kładąc policzek na jego piersi.

Okryła go zaraz swoim kawałkiem kołdry przysuwając się przy tym do niego tak blisko, że zgiętą lekko w kolanie nogę oparła na jego udzie. Objęła go jeszcze ramieniem nieco powyżej pasa wpatrując się w jego twarz z uśmiechem. - Ale wiesz o tym, że leki, zwłaszcza w tym jakże ciężkim stanie podaje się przez dłuższy czas? - zamruczała przesuwając lekko okrężnie palcami po jego brzuchu, by dotrzeć po chwili do jego mostka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:43, 28 Lip 2010    Temat postu:

Tak, ona mucha, a on pająk. W wersji ligth czyli bez wytrzeszczonych oczu i meszku na odnóżach. Takie zmutowane okazy - Ale... - zaczął Roy przerywając na moment by Elizabeth w końcu ułożyła się jak chciała. Objął wampirzycę ramieniem nawijając sobie z nudów kosmyk jej włosów na palec - Już? - podpytał kiedy wtuliła się w niego - Okej, no więc... Sądzę, ze chyba byś żyła z takim uzależnieniem, co? Wiesz są przecież o wiele bardziej drastyczne przypadki, narkotyki, alkohol, gry komputerowe, a moje usta... - wydął wargi układając je w spłaszczony kaczy dziób - Nie wydają się takie zue... - zaseplenił przy końcówce, biorąc przykład z tego popaprańca Donalda - Oczywiście, ze wiem. - zapewnił Elizabeth gorliwie - W określonym czasie i w określonych dawkach. na początku terapii, by uzyskać jak najlepsze wyniki podajemy lek często, nawet bardzo, a później w miarę postępu procesu leczenia zmniejszamy dawkę, aż pacjent wyzdrowieje i będziemy mogli go wypisać do domu. Oczywiście po drodze mamy wiele dodatkowych badań, godziny rehabilitacji i tak dalej. - zakończył pogodnie jak stażysta w szpitalu omawiający z chorym drogę jaką musiał przebyć do pełnego powrotu do zdrowia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Elizabeth
Vampire



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 1385
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:57, 28 Lip 2010    Temat postu:

Kiwnęła głową kiedy zapytał czy już się skończyła wiercić przy jego boku. - Oooo! Z pewnością. - stwierdziła uśmiechając się do chłopaka. Była tego pewna, że całkiem dzielnie zniosła by takie uzależnienie. Z resztą który uzależniony narzekał na swój ukochany lek? Chyba żaden. Serwowanie sobie kolejnych dawek było na prawdę czymś bardzo przyjemnym.

Dojechała palcami do jego mostka, po czym zaczęła powoli sunąć w bok, po jego piersi, tym razem z rozmysłem nie omijając jednego z drażliwszych u mężczyzn miejsc. - Oooch Ty! - jęknęła na moment zatrzymując swą dłoń na pewnej wysokości - Już byś mi siebie zaczął dawkować? I jeszcze odwyk serwować nim zdążyłam się tak całkowicie i bezwolnie uzależnić? - zapytała kontynuując swoją wędrówkę po jego skórze.

- Chyba będę musiała zmienić lekarza! - rzuciła z przekonaniem - Nigdy nałogowcom nie mówi się na samym początku o całkowitym odstawieniu leku, wiesz? - spojrzała na jego błyszczące błękitne oczy uśmiechając się wciąż do chłopaka - Poza tym są leki, które trzeba przyjmować przez cale życie... - mruknęła pewnym głosem zataczając palcami niewielki okrąg, by go z rozmysłem i perfidią podrażnić.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Roy Smith
Vampire



Dołączył: 14 Maj 2010
Posty: 1258
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 23:29, 28 Lip 2010    Temat postu:

- I co mi się trafiło? - zapytał a po chwili odpowiedział sam sobie - Chora, która zamiast leczenia, pragnie popadać w coraz to głębsze i mroczniejsze... - zamruczał spoglądając na Lizzy spod półprzymkniętych powiek - Uzależnienie. - ujął ją pod brodę, wpierw pacając w dłoń by przestała sobie z nim pogrywać - W takim razie, w czasie naszej rozmowy przyszedł właściwy moment na kolejną dawkę. - nie mogła narzekać, może i w jakiś sposób znów ją odtrącał, ale nie całkiem skoro jednocześnie przyciągał w inny, coraz to bardziej zmysłowy sposób. Był chyba najbardziej sprzecznym facetem jakiego miała okazję poznać. Czy trafiały się jej bardziej dziwaczne okazy? - Dawkować, to nie znaczy szczędzić Lizz. Mało ci mnie? - zapytał doskonale wiedząc co zaraz usłyszy, przynajmniej sądził że to usłyszy, cóż zawsze się mógł przeliczyć - Ja mówię, przynajmniej jestem szczery. - roześmiał się i wykręcił - Dobra, źle to ująłem. Będę ci siebie dawkować tak długo, tak wytrwale i tak... - urwał na moment nie znajdując trzeciego określenia - Że sama uciekniesz. - było odstawienie leku? Było. Ujęte w inny sposób? Było. Roy warknął żartobliwie pod nosem poirytowany tą natrętną muchą - Mówisz? I to niby ja mam być tym lekiem?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> Port Angeles Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 6, 7, 8 ... 10, 11, 12  Następny
Strona 7 z 12

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group, modified by MAR
Inheritance free theme by spleen & Programosy

Regulamin