Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna

Mieszkanie Grace
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> USA / New York, New York...
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 18:41, 01 Mar 2010    Temat postu:

Judit roześmiała się dźwięczne - Nie, nie zawrócił. Jest za stary. Choć przyznam że moja siostra ma niezły gust jak i traf. - wyszczerzyła się do Christophera. Choć i tobie niczego nie brakuje. Jakbyś urósł jeszcze trochę... Przymknęła powieki upijając mocnej herbaty - Przecież ja cię nie posądzam że... Nic z tych rzeczy, ale on po prostu nim nie jest. Tak sobie powiedziałam. - mruknęła wzruszając ramionami. Chwyciła kolejną kanapkę i wgryzła się w nią z przyjemnością. Uznała że masło orzechowe jest całkiem niezłe - Nie, nie byłam. - oświadczyła kwaśno. Twoja inteligencja mnie powala. Jestem pierwszy raz w Ameryce i miałam zwiedzić wszystko? - No to fajnie. Mam nadzieję że będziesz się dobrze bawić. - wycedziła spuszczając wzrok - Więc jednak? U nas tak nie jest. Myślałam że to tylko na filmach. - zaśmiała się cicho i poprawiła bluzę - A te... Sekcje? To też na serio kroicie żaby? - mimo że nie chciała skrzywiła się nieznacznie - Na biologi? Tak, chyba masz rację. Takie mieszanie nikomu nie służy, choć po prostu u was jest inny system, niż w Europie. Nie wiadomo co lepsze. - umilkła bo do domu wpadła Grace. Skinęła jej głową na powitanie choć nie uzyskała odpowiedzi. Co...? Zajęczała w duchu. Już wolała samej w domu siedzieć, a nie jeszcze pod opieką własnej siostry i jej męża. Siedziała cicho słuchając poleceń jakie Grace wydawała swemu synowi po trochu podzielając jego zmartwienia. Starsza kobieta popatrzyła na niego przenikliwie i stwierdziła cierpko - Mam nadzieję. Jak to zrobisz to osobiście ukręcę ci łeb. - Jud otworzyła szerzej oczy zaskoczona tymi słowami. Grace złapała szklankę rzuciła - Dziękuję. - i wyszła. Jud rozluźniła się i spojrzała na Christophera - Masz miłą matkę. - wyszeptała będąc w lekkim szoku.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 19:12, 01 Mar 2010    Temat postu:

Pozostawił w spokoju temat swojego brata. O tak sam do niego wróci jeszcze. Prędzej czy później. A podejrzewał, że będzie to prędzej niż właśnie później. Nie przejmował się złym humorem swojej matki. Mało go to obchodziło o co jest taka zła. Nie da sobie aby się czasem na nim wyżywała. Wzruszył ramionami. - Ohyda. Kroić żabę. Ble. - Sam tego nie lubił. Nie obrzydzało go to, ale uważał, ze to niezbyt przyjemne zajęcie. Już wolał matmę lub nauki ścisłe, które mu szły o niego lepiej. - No tak, każdy ma jakiś inny program. Czy w Europie czy też gdzieś indziej. Nic się na to nie poradzi. Trzeba się po prostu do tego przystosować. - poszorował się po karku. Zastanawiał się jak wybrnąć z niezbyt niezręcznej sytuacji. Kiedy jeszcze 15 minut temu układał sobie plan nie obejmował on brata i jego żony. Musiał wykombinować coś innego. Zmrużył gniewnie oczy gdy matka wspomniała, ze mu okręci łeb. - Akurat. - zaszurał nogą o posadzkę. - Wątpię byś zdążyła. Gdybym to zrobił wsadziliby mnie za kratki za nim zdążyłabyś mnie dopaść. Poza tym nie zamierzam sobie marnować życia przez kogoś. Nawet kogoś takiego jak on. - obrócił się do niej plecami i zaczął coś nerwowo szeptać pod nosem szukając czegoś w szafce. Uwaga matki zdenerwowała go po prostu. Nie miał ochoty się z nią kłócić. Kiedy wyszła wyciągnął kolejnego batona i zasiał na jej miejsce. Zerknął na Jud wyciągając w jej stronę dłoń. - Chcesz? - zapytał cicho wzdychając lekko. - Taaa... Nie wiem co ją dziś napadło. Ciska się nie wiadomo o co. Jak bym jej coś zrobił. Zresztą po co mi mój braty i Twoja siostra na karku? Co to zająć się sobą nie umiemy? - zmarszczył nieznacznie brwi i pochylił głowę w przód. Łokieć oparł o kolana, a dłoń spoczęła na policzku. Zaczął się zastanawiać nad kłopotliwym problemem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:26, 01 Mar 2010    Temat postu:

Jud wygięła usta w podkówkę - Kroicie?! - zapiszczała zapominając chyba o kanapce - Ale one się już nie ruszają? - zapytała z przestrachem. Niby zwykła żaba, ale Jud była gotowa oddać wszystko by nie widzieć tych zwierząt. Nie wiedziała dlaczego ale budziły w niej irracjonalny lek i obrzydzenie. Na samą myśl robiło jej się nie dobrze. I jeszcze wypatroszyć... Zatrzęsła się jakby owiał ją chłód, choć w mieszkaniu panowało ciepło, nie takie jakby chciała ale jednak - Przystosowanie to podstawa... - mruknęła nie wiedząc ile jej zajmie przyzwyczajenie się do nowych zwyczajów i nowej szkoły. Gdy zaproponował jej batona pokiwała głowa i skończyła szybko swoją kanapkę. Zawsze lubiła słodkie i rzadko sobie odmawiała - Dzięki. - powiedziała i uśmiechnęła się do niego ładnie widząc niepocieszoną minę chłopaka - Chyba po nic, ale kto zrozumie matki? A tylko ubierz się ciepło, a tylko wróć przed dwudziestą drugą. Taaa... Nie pij, nie pal, nie bierz, nie maluj... - to ostatnie wspomnienie lekko zabolało Judit - Takie czasy. Każda przewrażliwiona. Obawiam się że kiedy my będziemy mieć własne dzieci też będą na nas tak narzekać. - kiedy odpakowała batonika wgryzła się w niego i popatrzyła na Christophera rozkładając się na stole - To co? Udupiła cię, czy nie bardzo?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:39, 02 Mar 2010    Temat postu:

- A no kroimy. - rozłożył bezradnie ręce. To nie on wymyślał edukację w szkole. Nie on ustalał plany. Nie on nakazywał kroić żaby i robić na nich sekcje. Jak dla niego samego było to obrzydzającym i odrażającym. Zastanawiał się kiedyś czy nie robią tego po to by śniło im się to po nocach. Masakra. Totalna. Rozpierducha. Skrzywił się nieznacznie. - Oczywiście, ze nie żywe. Nie wyobrażam sobie abym miał jeszcze kroić żywą żabę. Fuj. - pokręcił głową i machnął dłonią ucinając ten temat raz a dobrze. - Nie mam pojęcia. W zasadzie w pewnym stopniu nie mam co tak narzekać, bo moja nie jest taka najgorsza. Czasem może się czepi jak każda, ale ogólnie jest wyrozumiała i daje mi pewnego rodzaju swobodę pozwalając na wiele rzeczy. Nie wisi nade mną. Nie skacze do gardła. Nie ciska się o byle co. Ogólnie jest ok. Czasem ma odchyły jak każda gdy jej coś nie spasuje. Da się wytrzymać. Jest surowa bo jest bo nie wiem może wyniosła to z rodzinnego domu, nie wiem nigdy nie pytałem po prostu przyjąłem stan rzeczy taki jaki jest. Ale to jest gra fair-play. Coś za coś. Ja się uczę, nie przysparzam jej większych problemów, a ona daje mi luz. Coś za coś. Takie układ fifty- fifty. - pokiwał lekko głową i jego kąciki ust uniosły się lekko ku górze. - Nie wiem jeszcze zobaczymy. Skoro nie będzie matki, a będzie braciszek, to... - na jego usta wyszedł szatański uśmieszek. - I tak tam pójdę choć bym miał się dać pokroić. Już ja coś wymyślę. - roześmiał się nagle beztrosko. Nie miał co się martwić tak na zapas.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:09, 02 Mar 2010    Temat postu:

Wysłuchała jego opowieści o krojeniu żaby blednąc systematycznie co chwila na twarzy. Nawet baton przestał jej smakować bo prze oczami miała zwierzę rozciągnięte na plecach a obok niego leżał czysty i błyszczący skalpel. Wzdrygnęła się ponownie i napiła herbaty by się rozgrzać i odepchnąć od siebie wrażenie czegoś oślizgłego i opychającego. Uważała że facet nie powinien się bać pokrojenia stworzonka bo z natury byli brutalniejsi, ale nie dziwiła jej reakcja Christophera. Każdy miał ku temu prawo albo zwyczajnie się z niej nabijał i wyolbrzymiał - To i tak masz lepiej niż ja. - powiedziała gdy wróciła do jedzenia batonika - Pozazdrościć jedynie. Nie miałam tak. W zasadzie odkąd się sprawa wydała to wszystko się posypało... - zsunęła się z wysokiego krzesełka i chwyciła kubek z herbatą - Idę do siebie. - powiedziała wskazując dany kierunek ruchem głowy - A ty... Ty sobie myśl. - aż ją skręcało wewnątrz z zazdrości. On był na tyle wolny ze mógł sobie planować z tym dziwnym uśmiechem wieczór. Judit nie. Ta zołza i tak mnie nigdzie nie wypuści bo w życiu mi nie zaufa... Rodzice pewnie obrobili mu dupę... Ech... Z westchnięciem, niepocieszona opuściła kuchnię bez dalszych wyjaśnień. Znalazła się w pokoju i padła na łóżko machinalnie otulając się kołdrą. Stanie na tym ze pierwszy raz się nie zabawię w moje urodziny. Uśmiechnęła się do samej siebie i szepnęła pod nosem - Wszystkiego naj Jud. Baw się dobrze.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:33, 02 Mar 2010    Temat postu:

Westchnął bezgłośnie opierając się o ścianę plecami. - W zasadzie to trochę. Może to nie jest całkowita wolność, ale no cóż jakoś da się to przeżyć. - dokończył swoją herbatę. Zerknął na dziewczynę, która zbierała się do wyjścia. - Ok jak wolisz. - odpowiedział spokojnie i sam się zebrał z krzesła. Pozmywał naczynia i udał się do siebie. Wziął się za robienie porządków w pokoju. Trochę tego było. Na meblach widniał kurz za co matka go zawsze tępiła. Po godzinie lśniły już czystością. Zaścielił swoje łóżko, poodkurzał, pochował swoje ubrania do szafki. Przy tym umilał sobie czas słuchając ulubionej muzyki. Niezbyt głośno, żeby znów nie dostał bury za to, że przesadza. Pół dnia go na tym zeszło. Poczuł się tym niebotycznie zmęczony. Kiedy skończył ułożył się w łóżku i zdrzemnął z dobre trzy godziny. Gdy się obudził była dopiero godzina 18. Zebrał się z łóżka i wyszedł z pokoju. Po matce nie było śladu. Z pokoju Jud nie dochodził żaden dźwięk. Poszedł do kuchni. Zrobił sobie ciepłej herbaty. Na szybko coś zjadł. Do imprezy miał jeszcze jakieś trzy godziny, a jego braciszka nie było ani nawet jeszcze widać. Poszedł do łazienki. Napuścił wody do wanny. I rozłożył się w niej cudownie rozluźniając. Gorąca woda omywała ciało rozgrzewając. Uśmiechnął się sam do siebie. Jednak nie mógł tak wiecznie leżeć. Wyszedł. Otarł ciało ręcznikiem. Doprowadził swoją twarz i włosy do ładu. Narzucił na siebie bokserki i wyszedł wracając do swojego pokoju aby się dalej przygotowywać do wyjścia.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:54, 02 Mar 2010    Temat postu:

Popołudnie, jak zakładała było wspaniałe. Drażniło ją wszystko począwszy od odkurzacza w którym chyba Chris się kochał bo nie znała chłopaka z takim zamiłowaniem do porządku, aż po zwykłe ułomności laptopa. Wlekąc za sobą kołdrę przysiadła przy komputerze stacjonarnym marząc by był szybszy. Nie miała pojęcia do kogo należał, ale i tak do niej nikt nie zaglądał. Uznała że może go użyć. I tak nie przywykła pytać o pozwolenie na cokolwiek. Trochę czasu jej zajęło wyszukanie a następnie ściągnięcie tego i owego z sieci. Nic ponad to bo nie miała płyty. Po kilku godzinach nawiedziła ją Grace tłumacząc że właśnie wychodzi i wróci jutro po południu. Gdy Judit niezbyt miłym tonem zapytała dlaczego jej to tłumaczy starsza kobieta odpowiedziała że Christopher śpi a ona zwykła mówić kiedy opuszcza mieszkanie tym bardziej kiedy ktoś w nim jest. Nastolatka przyjęła to z obojętnością i wróciła na łóżko. Przez drzwi dochodziły do niej odgłosy krzątania się chłopaka. Jud nawet nie poczyniła wysiłku by ubrać się porządnie. Wciąż była w czarnej, rozciągniętej koszulce i spodenkach. Bo po co? Jak sobie tu będę to Marika nie będzie miała okazji się mnie czepiać... Rozważała nawet pomysł udawania tego że śpi, ale nigdy nie była w tym dobra. Wyglądało na to że wszyscy zapomnieli o jej małym święcie, bo gdy sprawdzała pocztę nic nie znalazła, na telefon również nic nie przyszło. Zawiedziona ukryła się pod kołdrą ze słuchawkami na uszach. Chciała się podnieść na duchu i rozweselić ale [link widoczny dla zalogowanych] wcale jej w tym nie pomagała. A powinna.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:25, 02 Mar 2010    Temat postu:

Otworzył na oścież swoją szafkę i zaczął w niej grzebać. Najpierw szukał spodni jakie mógłby na siebie założyć. Padło na [link widoczny dla zalogowanych], lepsze z brzegu. Nie był wybredny. Nie musiał się też nie wiadomo jak stroić. Szedł tylko na imprezę. Następnie rozejrzał się za koszulką. Oczywiście standardowo musiała być czarna. Przewracał dłuższą chwilę w szafce, aż w końcu padło na dawno zapomniany [link widoczny dla zalogowanych]. Z zadowoleniem wciągnął ją na siebie o obejrzał w lustrze. Wyglądał niczego nawet sobie. Skarpetki dopełniły kontrastu. Po twarzy pociągnął niezbyt mocna woda kolońską, a ciuchy spryskał [link widoczny dla zalogowanych], perfumami. Nie były ani zbyt mocne, ale za to ładnie pachniały. Dobrał jeszcze [link widoczny dla zalogowanych], które leżały gotowe do założenia koło łóżka. Na rękę ubrał [link widoczny dla zalogowanych]. A [link widoczny dla zalogowanych] gotowa wisiała na wieszaku. W zasadzie był gotów do wyjścia. Pozostało mu jedynie cierpliwie czekać. Nie miał nic lepszego do roboty więc poszedł zajrzeć do Jud. Zapukał raz, ale nikt mu nie odpowiedział. Później drugi raz i to samo. Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Widząc ją, ze leży wywrócił oczami. Podszedł do łóżka i zasiadł na jego brzegu. Lekko ją szturchnął. Kiedy ściągnęła słuchawki lekko ją zjechał. - A Ty co? Nie zbierasz się? - uniósł brwi w górę. - No chyba nie zamierzasz siedzieć z tymi pierdzielami w domu? Myślałem, ze idziesz ze mną? - w zasadzie nie zapytał jej się rano o to. Klepnął się lekko w czoło. - Sorry. Nie zapytałem. Idziesz? Czy zostajesz w domu? - czekał na jje odpowiedź. Miał zamiar ją zabrać stąd chociażby i po to by tutaj sama nie siedziała, a mogła się trochę rozerwać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:44, 02 Mar 2010    Temat postu:

Czując szturchnięcie wymruczała - Czego? - i otworzyła oczy. Przekręciła głowę w bok i napotkała sylwetkę Christophera. Widząc go momentalnie zachciało jej się roześmiać, ale powstrzymała się i nie dała po sobie niczego poznać. Wyciągnęła z uszu słuchawki i zapytała - Co mówisz? Ej! - oburzyła się i pociągnęła kołdrę pod samą brodę - Nie idę. - warknęła zła na niego o to że przyszedł ją zadręczać i dobijać - Nie mam nic lepszego do roboty. Więc, bądź tak dobry i nie... - urwała jednak bo propozycja jaka padła pobiła wszystko inne - Sorry? Uderz się mocniej cwaniaku to może będziesz pamiętał o mnie na przyszłość. Idę. Daj mi chwilę. - odrzuciła kołdrę na bok przykrywając nią chłopaka i dopadła do swego plecaka. Wyciągnęła rzeczy i to co było jej potrzebne i pobiegła pędem do łazienki. Jeszcze byś się rozmyślił i co? Judit nie miała w zwyczaju odrzucać takich zaproszeń, a już napewno nie dziś. Uśmiechnęła się do swego odbicia w lustrze i wyszorowała zęby. Na bok umywalki trafiły jej kosmetyki i kolczyki. Pomalowała się z wprawą, przeważnie zawsze robiła to w pospiechu bo nigdy nie mogła wyrobić się na czas. Wciągnęła na siebie [link widoczny dla zalogowanych] i zapięła pasek. Wróciła do pokoju i rzuciła piżamę miedzy pościel - To co mam najcieplejsze. - wyznała rozkładając ramiona na boki - Nic ponad to. - za grubo też nie lubiła się ubierać - To co? - zapytała gdy usiadła obok Chrisa - Musimy się pokazać szanownemu rodzeństwu? - ziewnęła szeroko zakrywając usta dłonią i wyciągnęła przed siebie nogi.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 8:24, 03 Mar 2010    Temat postu:

Wywrócił nieznacznie oczami. Kiedy powiedziała, że nie idzie już był gotów wyjśc z pokoju i więcej nie drążyć tematu. Skoro nie chciała to on sam nie miał zamiaru jej namawiać. Mówił raz i oczekiwał jedynej, konkretnej odpowiedzi. Głównie tak lub nie. Już miał się podnieść gdy wyraziła swoje zdanie przeciwne od tego, które usłyszał na samym początku. - Bo ten cwaniak zaraz Cię tutaj zostawi na pastwę tych staruchów. - zaśmiał się wdzięcznie do dziewczyny. Zamachał lekko palcem od razu się poprawiając. - Żartowałem tylko. No czarny kruku... - Nie dokończył bo Jud już nie było. Rozłożył się wygodnie na łóżku, ale po chwili jednak wstał. Mieli jeszcze trochę czasu do wyjścia. Wziął w dłoń swoją gitarę. Po chwili po pokoju rozniosły się takty przygrywanej piosenki. Jak zawsze wkładał w każdy utwór całe swoje zamiłowanie i wyuczenie jak i całą werwę. Wychodziło mu to co najmniej bardzo dobrze. Nie raz został pochwalony za formę gry i przekaz. Odłożył ją na bok gdy zjawiła się dziewczyna. Zerknął na nią, a raczej obrzucił ją wzrokiem od dołu do góry. Chyba jak każdy facet był wzrokowcem. Pokiwał głową zadowolony. Spodobała mu się w takiej formie. - Mmmm... - zamruczał cicho, a po chwili się opanował. - Wyglądasz rewelacyjnie. - rzucił nie kłamanym komplementem. Według niego na prawdę tak wyglądała. Oparł ręce o materac i przechylił się lekko w tył. - Niestety tak. Jak zauważą, ze nas nie ma gdy przyjdą będzie jazda. Wymkniemy się cichaczem. Już ja się o to postaram. - podciągnął prawą nogę pod siebie prostując się lekko. - A później hello Hard Rock Cafe.XD - zaśmiał się z lekkością ukazując przy tym swój równy, biały zgryz. Czuł się dziś niebotycznie dobrze. Kiedy się wyspał miał o wiele lepszy humor.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:06, 03 Mar 2010    Temat postu:

Jud uraczona komplementem pokraśniała z zadowolenia. Tego mogła słuchać całymi dniami bo niezmiernie podbudowywało jej ego - Dzięki. Ty również niczego sobie. - odwdzięczyła mu się z cichym chichotem i poleciała w tył, na plecy korzystając z miękkiego łóżka. Przekręciła się na brzuch i sprawdziła telefon. Brak jakiejkolwiek wiadomości ją irytował. Zaczynała wierzyć w to że jeśli nie utrzymuje się z nikim kontaktu minimum wzrokowego to ludzie o sobie zapominają i to zaskakująco szybko. Obróciła aparat w dłoni powoli zerkając na monitor komputera. Dla oszczędności wygaszony. Podparła brodę dłonią co nie było zbyt wygodne w związku z tym że łokieć wbijał się w miękki materac. Zamajtała w powietrzu nogami chwaląc się znów wściekle rażącymi po oczach tym razem pomarańczowymi skarpetkami z froty - To na Times Square, tak? - laptop był nieocenionym źródłem informacji na ten temat - Daleko stąd, czy nie? - zapytała zaciekawiona tym ile dziś kilometrów przewędruje - Myślisz że z nimi da się cichaczem? Że nie będą do tego stopnia upierdliwi iż nie spuszczą nas z oka przymuszając na przykład do gry w... Nie wiem. Monopol? Scrabble? - według Judit niańczono ich tutaj jak w podstawówce, a nie jakby mieli już to swoje siedemnaście lat - Przecież nie jesteśmy mali... - odsunęła dłoń spod brody i wtuliła się w poduszkę - To takie... Poniżające. - wyjęczała niezadowolona.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 8:35, 04 Mar 2010    Temat postu:

Schował gitarę do futerału, a co za tym idzie musiał się podnieść z siedzenia. Nie chciał by się czasem uszkodziła przez przypadek. Był na tym punkcie bardzo wrażliwy. Szanował rzeczy, a zwłaszcza tak cenne rzeczy. Instrument na jakim uwielbiał grać był dla niego świętością. Zasunął szczelnie zamek i odstawił ją na swoje miejsce, które miała wyznaczone od dawien dawna. Jakoś nigdy jej stamtąd nie przekładał. Powrócił na łóżko. Wdrapał się na nie i siadł po turecku przodem do Judit. Dłonie splótł ze sobą i podparł nimi brodę zastanawiając się nad jej słowami. - Nie aż tak daleko. Pojedziemy taksówką. Będzie szybciej. Nie chce mi się w takie zimno iść na nogach. Autobusów nie lubię z zasady więc również odpada. - W zasadzie to stawiał ją przed faktem dokonanym. Nie miała zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii. Jeśli szła z nim to również musiała wybrać tą komunikację co on. Westchnął cicho. - Żartujesz? - uniósł na nią oczy i wybuchł niekontrolowanym śmiechem. - Czy Ty myślisz, ze mój brat wygląda na takiego co by to sobie pogrywał z młodziakami w monopol lub scrabble? Szczerze wątpię. Twoja siostra raczej też nie będzie miała ochoty nas niańczyć. Pewno zajrzą do nas czy jesteśmy i zamkną się w pokoju matki. No właśnie... - prychnął lekko rozzłoszczony. - Moja matka mnie rozwala. Mam tyle lat, a karze mnie komuś pilnować. Paranoja. Jak bym sam sobie nie potrafił poradzić. Co jak skończę pełnoletność to też będzie mnie kazać komuś pilnować? - pokręcił głową co jednoznacznie oznaczało, że w życiu by na to nie pozwolił. Nie był taki głupi. Też miał prawo wyrażać swoje zdanie i tak właśnie będzie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 11:12, 04 Mar 2010    Temat postu:

Pokiwała ze zrozumieniem głową. Za samo podejście do sprawy go lubiła. Taksówka. Szybko i bez przemęczania się. Wędrowała pieszo jedynie wtedy gdy umawiała się z przyjaciółmi na wycieczki. Na plażę, na długie spacery po bliżej nieokreślonych Hiszpańskich włościach. Zimą nie wyobrażała sobie tego i była pewna że podzieliłaby jego los, znalezionego gdzieś w jakieś uliczce. W głowie w między czasie układała sobie listę tego co musi kupić jeśli nie chce zamarznąć. Choć to zapewne było by na rączkę drogiej siostrzyczce. Ściągnęła z palca zabawny pierścionek z głową kotka i przyglądała mu się obracając w dłoniach - Autobusy nie są takie złe. Czasem fajnie jest się przejechać. - stwierdziła pozbywając się biżuterii jakiegoś upartego paprocha - Ale jak wolisz. - była gotowa mu się podporządkować, byle tylko nie siedzieć w domu. Jud przymknęła powieki czekając aż chłopak przestanie się śmiać. Przekręciła się na plecy nadal bawiąc się pierścionkiem - W pokoju matki? To ten w którym jesteśmy nie jest jego? Zapewne ma do niego prawa, większe niż ja... A ona poprze swego mężusia. - obrzuciła wzrokiem biały sufit jak i regał stojący w rogu na tle czarnej ściany. Odchyliła głowę w tył i spojrzała na czarną gitarę stojącą niczym święta relikwia. Jeszcze jedna leżała w pokrowcu. Ta, z tego co Judit wiedziała należała do Chrisa - New Jersey... Nie mieszkałeś tu na stałe, prawda? Inaczej Adam by wiedział. Kto wie jaki on naprawdę jest? - zapytała spoglądając na Christophera - Znasz go kilka dni. Rozmawiałeś z nim dwa... Nie więcej jak trzy razy, więc... No dobra. Masz rację. Nie będę z nimi grała w głupie planszówki skoro mam okazję zobaczyć Hard Rock. - założyła pierścionek i wyciągnęła dłoń w górę przed siebie podziwiając go - Jezu, gdzie oni są?! Specjalnie zwlekają... - chciała już wyjść, bo nie lubiła tkwić w miejscu - Nie kocha nas to nasze starsze, wzorowe rodzeństwo, oj nie. - roześmiała się i przeciągnęła nie mając nic lepszego do roboty.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Judit dnia Czw 13:17, 04 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 22:03, 25 Mar 2010    Temat postu:

/ Ulica

Kiedy w końcu zaparkowała pokręciła nieznacznie głową. - Nie ma sprawy. W końcu to Twoje auto mój TY chorowitku. - poczochrała mu zadziornie włosy. Rozbawiło ją to, ze się tak wcisnął w ten fotel jak by go parzyła. Rozbawiona wysiadła z auta po uprzednim wyłączeniu silnika i wszelkiej elektryki. Zatrzasnęła drzwi i zamknęła auto, a po chwili stanęła obok swego męża ujmując go pod dłoń. Przeszli mały kawałek i znaleźli się w klatce. Schodami nieśpiesznie wchodzili na górę. Wybrała świadomie dłuższą drogę co chyba pasowało Adamowi bo nie protestował. Kiedy w końcu stanęła przed drzwiami poczekała aż jej mąż otworzy zamki. - No to jesteśmy. - odchrząknęła cicho i po chwili weszła do obszernego korytarza mieszkania matki Adama. Poczęła się rozbierać. - Bójta się młodzieży. Szatan was namierzy. - wymruczała cicho pod nosem i tak po prostu poszła jak nigdy niby nic do kuchni nastawić wody na herbatę.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 22:17, 25 Mar 2010    Temat postu:

/ Ulice

- Samochód... Tak. Ty będziesz sobie mogła jeździć swoim i to jedynie rekreacyjnie, bo... - przypomniał jej to co kiedyś już raz powiedział - W innych przypadkach jeżdżę ja. A jakbyś miała ochotę znów wywieźć mnie na jakieś manowce grzechu i rozpusty... - wspomniał z lekkim uśmiechem na ustach - To po prostu mi powiesz. I wspólnie się udamy... Gdzieś. - zakończył trochę nieudolnie, ale Marika napewno wiedziała o co chodzi Adamowi. Zastanawiał się dlaczego nie wybrała windy, ale pomyślał że może mieć to coś wspólnego z rzuceniem rzekomych zbytecznych kilogramów, pozostałości po ciąży. Adam ich nie widział, ale nie protestował więc wspinali się powoli do góry. Uśmiech choć wątły znikł z jego twarzy doszczętnie gdy znaleźli się pod drzwiami mieszkania matki. Otwarł je przed Mariką i weszli do środka. Zerknął na kobietę a to co wymruczała pod nosem wcale nie poprawiło parszywego nastroju jaki go ogarnął. Szatan was namierzy. Chyba w samym piekle. Tak teraz się poczuł. Jak w piekle. Nie wiedział jak i o czym z nim rozmawiać. Nie znosił uczucia bezsilności jakie poczuł. Przeszedł obok drzwi do swego pokoju. Ich rodzeństwo siedziało tam rozwalone na łóżku. Zacisnął usta i odwrócił głowę. Nie przywitał się. Raczej nie chciał. Poszedł do kuchni czując że bez Mariki i jej tłumaczeń się nie obędzie.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Adam Knight dnia Czw 23:16, 25 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 20:51, 28 Mar 2010    Temat postu:

Wyłożył się obok niej na łóżku również podziwiając biały, równo, pomalowany sufit. Nic innego w tej chwili nie mieli do roboty. Czekanie na Marikę i Adama zabijało z nudów. Wszystko co miał zrobić już dawno zrobił, a teraz z chęcią by wyszedł z domu, ale musi pokazać się szanownemu rodzeństwu na oczy aby nie było przypału z matką. Wiedział jaka potrafiła być. Zawsze stawiała sprawę jasno bez cienia sprzeciwu. I każdy musiał się jej podporządkować. - To zależy, kto co lubi. Mnie niezbyt się nimi dobrze jeździ zwłaszcza w dłuższe trasy. Ciągle siedzisz w jednej pozycji, nie ma ani jak się swobodnie poruszać. To męczy okropnie. - wzruszył ramionami na to obojętny w całości. - Ten? Nie wiem pewnie i jest. To znaczy był jak tu mieszkał. O ile mi wiadomo nie pomieszkuje z matką już od dawna. Przecież bym go widział jak tutaj przyjeżdżałem. Pomimo tego, ze tu nie mieszkałem, to przyjeżdżałem od czasu, do czasu odwiedzić matkę. - wplótł sobie dłoń w włosy i lekko je przeczesał bawiąc się jakimś kosmykiem. Przewrócił się w końcu na brzuch i podłożył sobie dłonie pod brodę. - Masz rację. Nie wiadomo jaki jest. Nie znam go. A po kilku zdaniach jakie ze sobą zamieniliśmy trudno wywnioskować cokolwiek. Takie życie. - przymknął powieki jak by miał zaraz tutaj po prostu zasnąć. - Nie kocha? - wybuchnął śmiechem. - Wątpię by mój brat mnie kochał. Ledwo co się dowiedział o moim istnieniu. Rodzina Knight'ów, aż tak wylewni to my nie jesteśmy. Nie wiem jak tam z Twoją siostrą, a moją bratową, ale co do Adama to nie mam wątpliwości, że nie żywi względem mnie żadnym ciepłych uczuć, o akceptacji już nie wspomnę. - oddychał lekko jak nigdy. Nie sprawiało mu to najmniejszego problemu. Usłyszał przekręcany zamek w drzwiach, a po chwili w domu zjawiło się rodzeństwo. - O wilku mowa... - wymruczał pod nosem, nawet nie patrząc w stronę drzwi. Oni się z nimi nie witali to i on nie miał takiego zamiaru. Nie będzie się wysilać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:23, 28 Mar 2010    Temat postu:

- Dłuższe trasy autobusem też mnie nie cieszą. - stwierdziła Jud zgadzając się z Christopherem. Niech ci będzie. Miej we mnie jakieś wsparcie. Okręciła się znudzona do granic możliwości. Wywróciła oczami i ziewnęła gmerając w kieszeniach bluzy, niestety pustych - Przyjeżdżałeś? Ach no tak. W końcu trochę znasz miasto to musiałeś tu bywać. - mówiła powoli powstrzymując kolejne ziewnięcie. Jakoś to się jej udało. Zajęczała gotowa bić w materac głową - Ale go nie lubisz? - Judit zerknęła uważnie na Chrisa spod grzywy intensywnie różowych włosów. Odgarnęła je z oczu by widzieć go dokładniej i szturchnęła chłopaka zaczepnie w ramię - Przyznaj się. Nie lubisz go. A dlaczego? I tak go nie znasz. - zauważyła a po chwili dodała - Głupie pytanie. On też cię nie zna, a jestem skłonna się z tobą zgodzić na temat tej sympatii czy akceptacji. Chyba faktycznie cię nie lubi, a przecież nic mu nie zrobiłeś. - wzruszyła ramionami myśląc sobie nad tym dalej - Moja siostra... No cóż. To dziwadło. Jeśli związała się z twoim bratem, a oboje widzimy jaki jest na pierwszy rzut oka, to... - uśmiechnęła się kpiąco - Nie wróży to nic dob... - urwała i spojrzała w stronę drzwi. Zauważyła najpierw charakterystyczną brązową grzywę kręconych włosów siostry, a po chwili czarne jak noc włosy jej męża. Uniosła nieporadnie dłonie w geście zwycięstwa i opadła znów na posłanie - A nie mówiłam ze nas nie kochają? Wredoty. Nawet nie są łaskawi się przywitać... Miałam im się na szyję rzucić?

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Judit dnia Nie 22:05, 28 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:38, 28 Mar 2010    Temat postu:

- Rekreacyjnie? Phi... - wywróciła oczami. Na pewnie nie miała zamiaru całkowicie zrezygnować z jeżdżenia autem bo bardzo to lubiła. Teraz cały czas prawe, ze prowadził Adam. Dawała mu w tym wolną rękę, ale sama też będzie chciała nie raz prowadzić. - Nawet się nie obejrzysz jak Cię wyśmigam mój drogi. Możemy raz jeździć Twoim, a raz moim autem. - wywaliła lekko język na wierzch. Targowała się z nim w czysty sposób, ale wiedziała, ze Adam tak łatwo nie popuści. Ona również nie. - Co do wywiezienia to się jeszcze okaże. Jak będę Ci chciała zrobić niespodziankę? To już by nie było niespodzianką. Pomyślimy o tym później. - skinęła głową uciekając gładko od tematu. Kiedy Adam jej wskazał gdzie są kubki wyciągnęła je z szafki. - Chcesz kawę czy herbatę .- zapytała obracając się w jego stronę. Nie wiedziała co mu zrobić. Widziała jego minę, spięty cały. Nerwy na pograniczu. Adam za bardzo się denerwował. - Chodź do mnie. - wyciągnęła w jego kierunku swoje dłonie i przyciągnęła go do siebie. Pogładziła go dłonią po plecach. - Nie denerwuj się. Będzie dobrze. Wszystko będzie dobrze, pamiętaj kochanie co Ci mówiła. Widać są w pokoju. Ok to dobrze. Nie będziemy przecież z nimi siedzieć. Byle by poszli wcześnie spać i dziękuję. - skinęła lekko głową pocieszając swego męża. Dała mu buziaka w usta i uśmiechnęła się do niego lekko.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 21:54, 28 Mar 2010    Temat postu:

- Moja droga. - Adam spojrzał na Marikę kręcąc głową uparcie - Ty mnie nie... Jak o ujęłaś? Wyśmigasz, tak? Nie wyśmigasz mnie. - prychnął cicho - Ponieważ najzwyczajniej w świecie ci nie dam. - powiedział bezczelnie brutalnym tonem rozkładając na bok dłonie. Spojrzał krzywo na jej język. Twoim jeździć nie będę, chyba jak mnie sytuacja zmusi. Adam osobiście nie lubił Japońskich samochodów i nie przyznał się Marice, że jej też mu nie odpowiada. Nie chciała o tym rozmawiać, więc musiał zrezygnować. Usiadł ciężko na wysokim krzesełku i wsparł na blacie wysepki łokcie. Kiedy Marika zapytała gdzie są kubki wskazał jej właściwą szafę - Ta. Na dole - Nie wiem. Chyba kawę. Głowa mnie zaczyna boleć... - powiedział ukrywając ją w dłoniach. Przeczesał włosy, ale to i tak nic nie dało. Wróciły zaraz na swoje miejsce, tak samo jak i dręczące go myśli. Spojrzał na Marikę gdy przywołała go do siebie. Zsunął się niechętnie z krzesełka i podszedł do niej. Wysłuchał tego co miała mu do powiedzenia - Tak to dobrze, bardzo dobrze, ale... - buziak nie poprawił mu zbytnio nastroju choć mężczyzna wydawał się być odrobinę spokojniejszy - To na to samo wychodzi Marii. I tak tkwię w miejscu. - powiedział cicho łapiąc w palce jej włosy - I tak nadal nie wiem jak postąpić wobec niego. Przyjdzie tu, a ja co mu powiem? - pokręcił głową i zamilkł.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 22:49, 28 Mar 2010    Temat postu:

-To nie jest tak. - zaprotestował od razu zamyślając się nad tym dłuższy czas. Jud musiała poczekać za jego odpowiedzią bo wyglądał jak by się zawiesił. Kiedy się już odwiesił spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku. - To nie to, ze go nie lubię. Bo jak można nie lubić osobę, którą się nie zna? - westchnął ciężko i przejechał sobie dłonią po twarzy jak by chciał się z niej czegoś pozbyć. Nieudolnie jednak. Nic tam nie było. Opuścił bezwiednie dłoń na materac. - Po prostu jest mi obojętny. Kiedyś chciałem mieć brata. Wiesz takie rodzinne stosunki, za młodu żeby się poganiać i takie tam, ale to było kiedyś, a teraz? - wzruszył ramionami. - W życiu bym nie przypuszczał, ze mam brata i to starszego. Nie będę się na nic wysilał i on za pewne też nie. - potarł leniwie prawe oko bo go zaswędziało i obrócił głowę w stronę Jud by na nią spojrzeć. - No co ja mogę? Nic. Poza tym widzisz jak on się zachowuje i jak ja się zachowuję. Nikt nikogo nie będzie uszczęśliwiać na siłę. - podniósł się nagle do siadu. - Tak po prostu jest mi obojętny. - rzucił w przestrzeń jak by sam się o tym upewniał. - Zauważyłem. - prychnął cicho. To on miał więcej kultury żeby chociaż rzucić krótkie cześć. Miał ochotę im trochę uprzykrzyć za to życie. Lekki uśmieszek wyszedł na jej usta. - No dobra idziemy się przywitać. Bądźmy tymi bardziej cywilizowanymi ludźmi. - puścił do niej oko zbierając się z łóżka na równe nogi. - Idziesz? - chciał wyciągnąć w jej stronę dłoń, ale po chwili zrezygnował myśląc, ze może sobie tego nie życzyć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:01, 28 Mar 2010    Temat postu:

- Jak nie tak? - zajęczała przedrzeźniając go specjalnie - Tak, właśnie tak to widzę. - powiedziała na swoje usprawiedliwienie i przestała się odzywać by Christopher mógł do woli myśleć. Zajęło mu to chwilę, chwilę która wystarczyła by Judit porządnie się zirytowała. Miała go już ponaglić, ale w końcu się ocknął - Jak nie chcesz brata to ci go wymienię na jedna siostrę. - chciała go trochę rozbawić i powieszać psy na swojej siostrze - Nie kłopotliwa bo jak się z nią pokłócisz to pewnie się spakuje i wyprowadzi. Nie gada za dużo, chyba że ma zły dzień i czepia się absolutnie o wszystko, co miałeś okazję już zobaczyć. No, ale czasem... - westchnęła i stwierdziła - Można się z nią pośmiać a z panem Knight'em to nie wiadomo. - nie powiedziała już nic więcej. Jeśli był mu obojętny to był. To ich sprawa, nie moja. Ja chcę tylko do Hard Rock... Judit nagle spojrzała na niego jak na kretyna - Gdzie idziemy? - zapytała dobitnie sądząc że się przesłyszała. Gdy Chris raz jeszcze powtórzył podniosła się z łóżka - Spoko. Pokażmy klasę Christopherze. - wyszczerzyła się do niego uroczo i wyszli z pokoju.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Judit dnia Nie 23:05, 28 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:26, 28 Mar 2010    Temat postu:

- To się jeszcze okaże. Kwestia sporna skarbie. Jeszcze zobaczymy. - błysk szaleństwa mignął w jej ciemnych, brązowych oczach. Coś dzikiego się w nich czaiło. Patrząc na Marikę z boku czasem można by mieć wrażenie, ze jest podobna zwyczajnie do właśnie takiego dzikiego zwierzęcia. Trudnego do okiełznania. Trudnego do schwytania. Tylko ktoś na prawdę szalony, odważny, a zarazem sprytny potrafił to zrobić. Taką właśnie osobą był Adam. Jemu jako jedynemu się to udało względem niej. Jemu jedynemu pozwoliła do siebie podejść i dotrzeć. On jedyny potrafił ją ułaskawić jak nikt inny. I dzięki temu mogła być posłuszna. Cichy kojący szept. Gorący oddech zmysłowo pieszczący jego szyję. To właśnie czuł Adam od niej. Jak zawsze była obok. Jak zawsze pomagała na tyle na ile potrafiła dając całą siebie. Doskonale zdawała sobie sprawę z emocji jakie targały cały czas Adamem. I rozumiała to w pełni. - Adam... - jej ciepła dłoń zawędrowała najpierw na jego szyję, a następnie na jego policzek. Kciukiem delikatnie gładziła napięte mięśnie twarzy, które zdawały się rozluźniać pod wpływem jej dotyku. - Nie musisz mówić nic. Wystarczy, ze się przywitamy to wszystko. Oboje zdajecie sobie na pewno z tego sprawę, ze nie można nic na siłę, a na wszystko potrzebny jest czas. Więc nie martw się tym na zapas. Przecież Ty świetnie potrafisz sobie radzić z problemami. Nie kto inny jak Ty rozwiązuje wszystkie moje problemy. Zawsze znajdujesz jak najlepsze rozwiązanie. - Jak zawsze doceniała pracę swego męża. Nigdy nie przeoczała niczego, co mogło by uwłaczać Adamowi. Zawsze mówiła mu szczerą prawdę. - Jesteś świetnym facetem, a Twój brat? Myślę, ze jest na tyle rozumny, żeby się nie pchać na siłę. Zresztą sam widziałeś, nie rwał się do tego wtedy, to i nie będzie się rwał teraz. I mówię Ci po raz kolejny będzie dobrze. - przyłożyła swój policzek do jego policzka i potarła nim lekko cicho mu mrucząc uspokajająco do ucha. - Co byś powiedział na to abyśmy kiedyś potańczyli jeszcze? - chciała wciągnąć męża w rozmowę aby się po prostu rozluźnił. - To takie przyjemne móc z Tobą tańczyć, w Twoich ramionach kochanie. - lekki uśmiech wystąpił na jej usta. Poczęła się delikatnie z nim kołysać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 0:32, 29 Mar 2010    Temat postu:

Słucham Marii? Nie musiał się do niej odzywać, wiedziała że jej słucha. Wystarczyło, że spojrzał na kobietę z zainteresowaniem i uwagą. Odprężał się. Przestawał przejmować się Christopherem choć na chwilę. Przesunął dłonią po włosach Mariki. Wyglądało to tak jakby ją błogosławił, jak ojciec pocieszający swoje zasmucone czymś dziecko. Oddychał lekko, napięte mięśnie puszczały. Odgarnął grzywkę z jej czoła i pochylił się. Pocałował sam jego środek, by kobieta nie martwiła się jego problemami z samym sobą. Wysłuchał tego co mu tłumaczyła, wpatrując się w żonę, niebieskimi tęczówkami z widocznym w nich widmem udręki. Westchnął lekko dotykając niezdarnie, bo lekko trzęsącą się dłonią jej ramienia. Przysunął się do niej i szepnął na ucho ostrożnie dobierając słowa - Mariko, dziękuję że mnie doceniasz. To bardzo miłe... - kiedyś nic nie było dla niego miłe. To bardzo duża zmiana jaką wprowadziła Marika ze swoją osobą - Z twojej strony i wiele dla mnie znaczy, ale widzisz... - zawiesił na chwilę głos i zakręcił wokół palca brązowy kosmyk - Christopher nie jest dla mnie problemem, który chcę rozwiązać. Ty byłaś dla mnie zagadką, takim właśnie problemem nad jakim chciałem sobie połamać głowę byle tylko go rozwiązać, a on... - na uwagę o tym że jest 'świetny' uśmiechnął się blado - Nie chcę by się rwał. Mariko... - spojrzał na żonę odsuwając się od niej trochę - Ja jego... - każde słowo było ciche, choć silnie zaakcentowane, jedynie dla uszu Mariki - Po prostu nie chcę. - mogło to ją zszokować. Wiedziała jaki Adam jest. Ja też wiem jaki jestem, ale aż do tego stopnia? Zbliżył się znów ku niej gdy go przyciągnęła. I nie będzie dobrze. Był uparty, jak zawsze. Tego nawet Marika opanować nie mogła. Pozwolił jej przejąć nad sobą kontrolę, bo tak było lepiej dla obydwojga. Marika wiedziała czasem lepiej niż Adam jak postąpić. Wiedział, że kobieta ma większe pojęcie o uczuciach. Postanowił choć przez pięć minut mieć to wszystko gdzieś i dał sobą zakołysać - Skoro to tak przyjemne... - ujął dłoń Mariki i złożył na niej krótki pocałunek. Skłonił się przed kobietą lekko i objął ją w talii - To nie widzę przeciwwskazań. - uśmiechnął się szerzej, choć trudno było tego doszukać się w jego oczach. Była tam ta radość, ale głęboko ukryta. Marika wiedziała o niej i widziała ją. Nikt inny już nie musiał. Dał się wciągnąć w rozmowę jaką z nim prowadziła. Dołożył coś od siebie - Jak to możliwe, że się w tobie zakochałem? To całkiem proste Marii... - zapytał w nawiązaniu do tematu na jaki rozprawiali w samochodzie. W kuchni nie było wiele wolnej przestrzeni, więc byli zmuszenie do małych, oszczędnych kroków i obrotów. Adamowi to dopowiadało, bo stwierdził że tak jest najlepiej. Nie wymagała od niego wiele, więc skupił się na Marice - To chciałaś wiedzieć? - przesunął palcami po karku kobiety czując jak plątają mu się między nimi jej włosy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:57, 30 Mar 2010    Temat postu:

Pokiwał głową z uznaniem. - No i to mi się właśnie podoba. Takie podejście i nastawienie. Godne podziwu. - uśmiechnął się do niej delikatnie. Wsadził sobie dłonie w kieszenie przez co jego spodnie się lekko obniżyły, ale tylko delikatnie. Wyprostował się jak na mężczyznę przystało przez co przybyło mu o kilka centymetrów. Obrócił się w stronę Jud by jej coś powiedzieć. Nachylił się w jej stronę i szepnął cicho do jej ucha. - Ciekawe w jakich są humorach? Nie wyglądają na zbyt zadowolonych. Mam nadzieję, ze się na nas nie uwezmą i dadzą szybko spokój. Jak by co to... - zaśmiał się cicho tak by tylko ona to słyszała. - No wiesz... Mam nadzieję, ze nie będą nas wciągać w żadne gierki. Więc w razie czego witamy się i spadamy do pokoju. Zresztą jak chcesz. Nie będę z nimi siedział. Czym prędzej trzeba się ulotnić stąd. - pokiwał głową jak by się zgadzał z samym sobą. Wyszedł w końcu z pokoju i przeszedł mały kawałek u boku dziewczyny aż doszli do kuchni. Wszedł do niej i skrzywił się lekko widząc jak się kołyszą. Nie macie gdzie tego robić? Na potańcówkę sobie idźcie... - Wywrócił oczami. Odchrząknął cicho przerywając im tą sielankę. - Cześć. - rzucił krótko opierając się o framugę, a dłonie skrzyżował na wysokości klatki piersiowej. I na tym się kończyła jego rola. Widząc nieprzychylny wzrok swego brata wzruszył na to ramionami. - No to ja już pójdę do siebie. - Był gotów się już wycofać, ale Jud go przytrzymała nie pozwalając odejść. Nie widział sensu tutaj być kiedy jego brat miał taki stosunek do niego.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 19:12, 30 Mar 2010    Temat postu:

Judit prychnęła cicho i uśmiechnęła się krzywo - Co godne podziwu? - zapytała już ciszej bo byli na korytarzu - To że chcę ci oddać własną siostrę? Christopher... Chyba klepki ci się poprzestawiały... - przystanęła gdy pochylił się ku niej i zmarszczyła czoło słuchając z uwagą - Wiesz co ja myślę? - zapytała konspiracyjnym szeptem z błyskiem w oku - Że oni zawsze tak wyglądają, więc nie ma czym się przejmować. Nie są tacy wspaniali jak my. - uśmiechnęła się do niego szerzej przekonana o własnej wartości i wyższości. Pokręciła głową i zasyczała oburzona jego podejrzeniami - Nie będę tutaj za Chiny Ludowe siedziała. - zacisnęła lekko dłonie - Dobrze o tym wiesz. - dodała obrażonym tonem i naburmuszyła się patrząc na chłopaka. Poszła za Chrisem na palcach. Kiedy przystanął wychyliła się zza niego i wykrzywiła usta nieświadomie naśladując chłopaka. Boże... Od tego aż mdło się człowiekowi robi. Stanęła obok Chrisa wsuwając dłonie do kieszeni - Czołem! - przywitała się patrząc na swoją siostrę z dziwnym wyrazem twarzy. Zerknęła szybko na Christophera. O nie! Zrobił krok w tył. Spojrzała na niego z nagana w oczach jakby chciała mu przekazać: stój gdzie stoisz! Zerknęła na małżeństwo a później na czajnik - Woda wam się gotuje gołąbeczki... - powiedziała lekko kpiącym tonem. Zero rozsądku... Zero.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Judit dnia Wto 19:14, 30 Mar 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:57, 30 Mar 2010    Temat postu:

Była rada z tego, że ją słucha. Jak zawsze poświęcał jej całą swoją uwagę, a Maria była z tego powodu bardzo zadowolona. Lekki uśmieszek wystąpił na jej usta. Uśmieszek, który był skierowany tylko i wyłącznie do jej męża. I ona go słuchała. Skupiła cały swój instynkt, całą swoją wolę i cały swój umysł nad tym co mówił. Było to dla niej niezmiernie ważne. Czasem kiwała głową. Czasem po prostu nie robiła nic wpatrując się w jego błękitne tęczówki. Rozumiała go w pełni. Nikt mu tego przecież nie nakazywał. Adam zawsze działał zgodnie ze swoim sumieniem. Nigdy nie robił niczego wbrew własnej woli i ona również nie zamierzała go do tego przymuszać. Była łasa na jego dotyk. Przysunęła się do niego ufniej. Tak jak lubiła. Tak jak lubili oboje. Lubiła kiedy tak się bawił jej włosami. Zawsze wtedy przechodziły ją przyjemne ciarki. I tym razem było tak samo. Buziak w czoło rozluźnił ją do reszty. Chciała aby jej mąż również był całkowicie rozluźniony. - Oj skarbie... - ujęła w dwa palce jego brodę i lekko ją pogładziła po czym poszorowała go pod brodą jak małego kotka. - Nie musisz się do tego przymuszać. Nikt Ci nie każe. Bądź po prostu sobą jak zawsze. - dostał za to kolejnego buziaka w usta. Kołysanie się z nim było tak przyjemną rzeczą. Była tym zachwycona. Zawsze jej zachcianki były spełniane bez dwóch zdań. O co tylko by nie poprosiła zawsze to miała i to zasługa jej męża. - No właśnie miałeś mi powiedzieć. - Nie ponaglała go. Czekała cierpliwie na to co powie. Była bardzo ciekawa tego co ma jej do powiedzenia. Tańczyło by się z mężem cudownie nadal gdyby nie młodzież, która wparowała do kuchni. Obrzuciła ich pobieżnym wzrokiem spinając się w środku. Czuła, że nerwy jej męża są napięte. A ona nie potrafiła nic na to poradzić. - Cześć. - rzuciła krótko, jej to nie brzmiał ani przyjaźnie, ani wrogo, był po prostu bliżej nie określony. Pomyślała, ze z Jud nigdy jej się nie uda wyplenić tego slangowego słownictwa. - Czuwaj. - rzuciła z nutą kpiny. Spojrzała w stronę, którą o której mówiła Jud. Całkowicie zajęci sobą zapomnieli o wodzie. Wzruszyła ramionami. Ich nieprzychylne spojrzenia, te krzywienie się zdenerwowało ją i była gotowa wybuchnąć złością za to na nich, ale się ostatkiem powstrzymała nie chcąc robić niepotrzebnego larma. Zacisnęła szczelniej szczęki , a usta ścisnęła w wąską linię lekko mrużąc oczy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:16, 30 Mar 2010    Temat postu:

Koniec jego tematu Marii. Już... Nie wspominajmy o tym więcej. On tego nie chciał a jego żona doskonale o tym wiedziała. Adam uśmiechnął się z zadowoleniem do Mariki i zaczął - Więc nie był to grom z jasnego nieba. - kołysali się zgodnie, zapatrzeni w swoje oczy. Obiecał jej wytłumaczyć coś co szczególnie trudno było wyjaśnić, zwłaszcza jemu. Podjął się jednak tej próby, umilając sobie czas zakręcaniem loków Mariki wokół palca - Przypadek to też nie był, bo przecież znałem ciebie od jakiegoś czasu i bardzo mnie wtedy irytowałaś. Wszystko... - wszystko było by świetnie gdyby nie to że mu przerwano. W myślach usłyszał nagle odgłos jakby z urwanej płyty i zesztywniał. Poczuł, że Marika reaguje tak samo. Zatrzymał się i obrócił wbijając wzrok w siedemnastolatka. Czy zawsze ktoś musi mi przerwać? Zawsze?! Wypuścił Marikę ze swych ramion i odsunął się od żony. Usiadł na swoim poprzednim miejscu nie patrząc ani na Chrisa ani na Jud. Zwrócił się do kuchenki gazowej - Usiądźcie. Chcecie czegoś do picia? Marika wstawiła wodę na kawę lub herbatę... Jeśli... - westchnął modląc się by nie było tego ani widać ani słychać. Były to płonne nadzieje - Chcecie napijcie się z nami. Porozmawiamy. - podparł brodę dłonią nadal przyglądając się kuchence. Przesunął wzrok na Marikę ciekaw jak oceni jego starania. Na więcej nie było go stać. I tak dużo... Zagryzł policzek niecierpliwiąc się niewiadomo czym.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:33, 31 Mar 2010    Temat postu:

- Nie... - uciął szybko bo źle go zrozumiała najwyraźniej. Jemu chodziło o co innego, a jej o co innego. Zaśmiał się delikatnie by nie parsknąć śmiechem. - Chodziło mi o postawę względem wstania, pójścia tam i przywitania się bez najmniejszego krzywienia się czy sprzeciwów. O to mi właśnie chodziło Judit. - przekręcił głowę w jej stronę mówiąc ciszej szeptem, a po chwili jego głos wrócił już do normalnej barwy. Nieświadomie stojąc w kuchennym progu wyłamywał sobie pal ce. Jego kostki strzelały co wyraźnie dało się usłyszeć. Zreflektował się i wsadził sobie dłonie do kieszeni aby więcej tego nie robić. Westchnął bezgłośnie. Obrzucił pobieżnym wzrokiem kuchni po czym na chwilę utkwił ją w plecach Adama, a za chwilę zerknął na Marikę i przeniósł go na bezpieczniejszy grunt czyli na Judit. No i czego uciekasz? Gryzę? Nie zauważyłem. Boisz się mnie jak bym co najmniej nie wiem co miał Tobie zrobić? - Zirytowało to z deka Chrisa. To jedynie utwierdzało chłopaka w przekonaniu, że jego brat za nim nie przepada. Nie protestował ku temu. No i dobrze... Po staremu... - Nie dziękuję. Jeśli Judit chce, ja podziękuję. - Nie miał zamiaru tutaj siedzieć i bezczynnie sobie klachać o dupie Marynie. Chciał jak najszybciej wyrwać się z mieszkania. Irytowała go ta bezsilność, ze nie może wyjść tak po prostu i wejść jak cywilizowany człowiek, a musi się skradać cichaczem niczym złodziej. Gdyby nie Judit już by wrócił do swego pokoju, a tak to musiał tutaj tkwić. Rozluźnił się bo stwierdził, ze nie ma sensu być takim jak Adam i się denerwować. Nawet się uśmiechnął bez cienia kpiny czy też udawania. Tak po prostu czysto i beztrosko. - Ale was matka urządziła w niańczenie nas. - rzucił lekko rozbawiony tym zapewne kopiąc sobie dołek pod sobą. Dla niego to było jedynie stwierdzenie oczywistego faktu. - Jak dla mnie to jest to niepotrzebne. Potrafimy o siebie zadbać, ale skoro Grace tak chciała to mi to bez różnicy. I tak nie będę z wami siedzieć... - wzruszył na to ramionami jak by było mu to obojętne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:50, 31 Mar 2010    Temat postu:

Machnęła dłonią na jego tłumaczenia. Nie teraz Christopher... Nie teraz. Stała sobie z boku obserwując sytuację w kuchni. Marika i tak wyglądała jakby chciała ją zabić - Co tak mrużysz te oczy? Wpadło ci coś? - zwróciła się bezpośrednio do niej. Uśmiechnęła się szerzej kiedy przyszło jej do głowy kolejne wytłumaczenie tego zjawiska. Wiem! Moja osoba, mój blask cię oślepia! Zachichotała pod nosem zadowolona z siebie. Judit kalkulowała prędko z kim dziś jej będzie lepiej. Szybko doszła do wniosku, że bezapelacyjnie wygrywa Christopher i Hard Rock. Patrzyła przez chwilę na Marikę zastanawiając się ile straciła przez to, że jej siostra wyprowadziła się tyle lat temu, a teraz nagle ją widzi. To tak jak z braćmi. Prawie jej nie znam. Wiem przynajmniej że to moja siostra, a nie mam żadnych niespodzianek... Choć kto wie, czy to jest dobre. Zerknęła na chłopaka gdy zaczął sobie wyłamywać palca. Trzepnęła do wierzchem dłoni w ramię by się uspokoił. Ona sama była rozluźniona i jak zwykle nic nie mogło jej wytrącić z tego stanu jeśli nie chciała - Ja też dziękuje. - powiedziała wodząc wzrokiem od pleców Adama do Mariki i z powrotem - No... - pociągnęła to co zaczął Christopher chcąc zakończyć najszybciej jak się dało - Pani Knight spieprzyła wam cały wieczór i zapewne jutrzejszy dzień. - pokręciła głową - Ale nie martwcie się. - powiedziała o wiele bardziej dziarskim tonem - Właśnie. - wskazała palcem na Chrisa - On dobrze mówi. Potrafimy o siebie zadbać. Bawcie się dobrze. Narazie! - obróciła się i szarpnęła chłopaka za ramię - Chodź... - powiedziała z naciskiem i wyszeptała pod nosem - Nie będę... Nie! Po prostu nie! Ubieraj się. - nie miała ochoty oglądać kolejnej kłótni między panami. Puściła Chrisa w drzwiach pokoju i resztę dodała do swej prywatnej wiadomości - Mam dziś urodziny... I Marika mi nie zakaże niczego. - wpadła do pokoju po swoją torbę,

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 23:48, 31 Mar 2010    Temat postu:

Jak ona nie lubiła kiedy jej się przerywała zwłaszcza w takiej chwili kiedy jej mąż jej coś opowiadał. Coś, co było dla niej niezmiernie ważne. Zdenerwowanie Adama i to, że uciekł od niej jej nie pomogło w ogóle. Nie lubiła jak się od niej ucieka i doskonale o tym wiedział. Wzięła się pod boki jak by miała zaraz wybuchnąć, ale nic takiego się nie stało. Była opanowana do perfekcji. Ruchy tak naturalne niczym dystyngowana pani na poziomie. Nie robiła tego umyślnie po prostu tak miała i już. - Skoro nie chcecie... Ja na pewno nie zamierzam was do niczego zmuszać. O nie zapomnijcie!!! - Poczuła, ze ten wieczór nie zapowiada się jednak tak pięknie jak by miało być. - Bo lubię... - odpowiedziała swojej siostrze zadziornie. Denerwowała ją postawa Judit. Jej negatywne nastawienie do niej. Nic jej nie zrobiła, a kilka utarczek słownych nie miało prawa ją skazywać na przegraną. Widziała również co się dzieje z Chrisem. Uśmiechnęła się krzywo pod nosem. Obróciła się do nich plecami jak jej mąż i wzniosła oczy ku sufitowi dając sobie dobrą chwilę na opanowanie. Nasypała do szklanki kawy, do drugiej wrzuciła herbatę i zalała szklanki wodą. Jedną postawiła przed mężem, a druga stawiała na miejscu gdzie miała siedzieć. Słysząc najpierw komentarz chłopaka, a następnie dziewczyny dłoń jej niebezpiecznie zadrgała przez co rozlała herbatę i poparzyła się przy okazji. Syknęła cicho z bólu. - Co?! - niebezpieczne ogniki zalśniły w jej oczach. Obróciła się gwałtownie w ich stronę. - Judit Grey natychmiast tutaj wracaj, albo spotka Cię sroga kara. Ty rozpuszczona do szpiku kości smarkulo. Ty mi nie będziesz mówił jak mój wieczór i dzień będzie wyglądał. - wściekłość zbierała się w niej. Oczy machinalnie jej pociemniały. Ręce drgały. Była gotowa pójść za nią i ustawić ją do pionu za to. - Bezczelne smarkacze! - warknęła pod nosem. Teraz już na pewno musiała się uspokoić. Wzięła kilka głębszych oddechów i zasiadła sobie na krześle. Nawet nie patrząc na męża wyciągnęła torebkę z szklanki, i posłodziła swoją herbatę. Upiła z niej kilka oszczędnych łyków bo gorąc wody nie pozwalał jej na więcej. Przymknęła na moment powieki. Teraz i ona poczuła się jak w piekle. Pomstowała sobie w myślach nad bezmyślną parą gówniarzy, którzy właśnie weszli z nią na wojenną ścieżkę. Nie widziała potrzeby się odzywać aby się nie drażnić jeszcze bardziej.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:33, 01 Kwi 2010    Temat postu:

Adam obrócił się i zerknął na Christophera. I dobrze. Chyba szkoda na ciebie wody, ty mały... Wrócił do swojej poprzedniej pozycji i zapatrzył się znów w kuchenkę. Nie wtrącał się w relacje Judit i Mariki. Nie chciał być poszkodowanym w tym konflikcie, ani zostać źle odebranym. Wolał to przemilczeć skoro i słowa Mariki nic nie dały. On jej większej ilości nerwów przysparzać nie będzie. Przysunął do siebie szklankę z kawą. Wszystko było mu obojętne, przynajmniej na to wyglądało. Kiedy siostra Mariki oznajmiła że wychodzą, Adam potarł dłonią po szczęce i zerknął szybko na wściekłą żonę - Christopher! - przesunął swoją dłonią po dłoni kobiety dla uspokojenia - Daj mi chwilę. - mruknął do Mariki. Wstał i wyszedł na korytarz. Stanął kilka kroków od chłopaka i oparł się o ścianę krzyżując ramiona na klatce piersiowej. Popatrzył na niego bez żadnego konkretnego uczucia na twarzy - Gdzie idziecie? - zapytał tonem tak samo bezbarwnym jak wyraz oczu - Nie żeby mnie to w jakiś sposób osobiście interesowało... - wywrócił oczami prychając cicho. Obaj wiedzieli jaki żywią stosunek do siebie i żadnego nie dziwiła dziwna oziębłość jaką wzajemnie czuli - I według mnie możecie sobie iść gdzie chcecie. W końcu uważacie się... - tu nie mógł ukryć kpiny, a okazja do wyśmiania kogoś nie zdarzała mu się teraz codziennie - Za dorosłych. Więc chyba wiecie co robicie. - westchnął i dokończył swoje myśli - Ale gdyby znów... Coś się stało to muszę wiedzieć gdzie cię szukać. - uśmiechnął się jadowicie. Nie umiał zachować przy nim spokoju - By móc pozbierać... To co by z ciebie i z niej zostało. - odchrząknął i spoważniał - I naturalnie, by Grace ewentualnie mogła cię później dopaść. Bo ja... Mam gdzieś to gdzie będziesz się szlajał. - machnął dłonią i wzruszył ramionami chcąc już wrócić do kuchni - Więc gdzie? - sam Adam nie wiedział czy robi to tylko dla powodów, które podał czy z czystej, niczym nie zmąconej żądzy wyśmiania Chrisa i Jud. Chyba najzwyczajniej w świecie odgryzał się za Marikę - I... - przesunął wzrok na Judit, która pojawiła się na korytarzu. Czuł się odpowiedzialny za żonę przez co po części i za jej siostrę - I uważaj na nią. - polecił cicho spoglądając na dziewczynę wiążącą sznurówki u trampków, za nic mając jej oburzone spojrzenie - Och zamknij się. - warknął widząc jak różowowłosa otwiera już usta. Radziłbym zacząć już od teraz i polecić jej cieplejsze buty. - Krzyż wam na drogę... Idźcie już!

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Christopher Knight
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 288
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 19:54, 02 Kwi 2010    Temat postu:

Zmieszany, a zarazem zirytowany wszedł do swego pokoju. Miał dosłownie ochotę trzasnąć drzwiami co widocznie malowało się na jego twarzy. Jego brat okazywał się skończonym palantem. Gburem bez poczucia humoru, co wiecznie się spina jak by mu się krzywda działa. Tak Chris miał go za dzieciucha. Mina obrażenia, nerwy napięte do granic. Uśmiechnął się krzywo pod nosem. Nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia. Ubrał na nogi buty, które stały pod łóżkiem gotowe, czekające na swego właściciela. Przyjrzał im się z niebywałą uwagą. Kiedy stwierdził, ze leżą tak jak należy wyprostował się. Wyszedł na korytarz i tam spotkał się z bratem. Gniewne ogniki zadrgały w jego tęczówkach. Jak on śmiał go pouczać. Jak w ogóle mógł pytać Według Chrisa nie powinien się w ogóle tym interesować. Zmrużył oczy, a po chwili na jego ustach wykwitł ironiczny uśmieszek. Zaśmiał się pod nosem tak jak by właśnie wyśmiewał swego przedmówcę. Odchrząknął w pięść nie mogąc się powstrzymać. Zamachał dłonią w powietrzu, a po chwili ją opuścił. - Drogi jaśnie panie Adamie Knight. W rzeczy samej. Nie powinno Cię to interesować. - pokręcił nie dowierzając temu co mówi. Westchnął cicho. - Na prawdę? - zadrwił sobie z niego. - Na prawdę mogę? Och. Toż to wielka łaska z Twojej strony, ze mi pozwalasz. Będę Ci się kajał do stóp do końca życia. - zerknął na Jud, która na szczęście nie patrzyła na niego, ale słyszała ich wymianę zdania. Rypało go to jednym słowem. Nie zamierzał się hamować. - Twój tok rozumowania jest powalający... - wypalił bez ogródek. - Jak sam to powiedziałeś? Jesteśmy dorośli? Ach tak. Jesteśmy dorośli, a Tobie gówno do tego gdzie mnie niesie. Co do pozbierania? - wywrócił oczami unosząc wyżej głowę. - Nie kłopocz się. Było by Ci to wielce na rękę pozbyć się tak niewygodnego szkodnika jakim jestem ja. Spoko... - wsadził sobie dłoń do kieszeni dla całkowitego rozluźnienia. - Nie widzę powodu abyś zawracał sobie mną swojego wymóżdżonego intelektu. Także daruj sobie te 'uprzejmości' i zejdź ze mnie. - obrócił się do niego plecami postąpił kilka kroków w przód i otwarł drzwi na korytarz. - Jud wychodzimy. Teraz! - rzucił tonem nie znoszącym nawet najmniejszego sprzeciwu. Nie zamierzał tutaj spędzić nawet minuty dłużej. - Bezpieczeństwo? Na pewno lepsze niż przy Tobie. Nara... - przepuścił oburzoną Jud i wyszedł za nią, a za chwilę chcąc sobie odbić trzasnął drzwiami, aż huk rozniósł się po klatce. Uśmiechnął się złowieszczo pod nosem. Wyciągnął komórkę z kieszeni i zadzwonił po taksówkę, która miała być po nich za dosłownie nie całe 10 minut. - I najlepszego. Więc świętujemy dziś podwójnie lub nie jak wolisz. - nie chciało mu się czekać na windę więc zaczął schodzić po schodach na dół.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Judit
Człowiek



Dołączył: 19 Sty 2010
Posty: 297
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:12, 02 Kwi 2010    Temat postu:

Podenerwowana Judit wpadła do pokoju. Złapała swoją torbę i przetrząsnęła gruntownie jej zawartość. Nie należała do kobiet, które godzinami czegoś szukają i nie mogą znaleźć. Jeśli musiała umiała się spakować w zaskakująco szybkim tempie i tak też teraz było. Puściła mimo uszu całą wymianę zdań między braćmi. Nie chciała nic z tego usłyszeć. Mruczała pod nosem niezadowolona zajęta poszukiwaniem telefonu, który cichy i milczący leżał obok poduszki. Kiedy go wreszcie spostrzegła warknęła pod nosem i wrzuciła go na samo dno czarnej torby. Wyszła z pokoju wymijając Christophera. Przykucnęła i zajęła się wiązaniem sznurówek. Poczerwieniała na twarzy kiedy usłyszała co powiedział Adam. Otwarła usta, ale przebił ja znów każąc jej się zamknąć. Zacisnęła usta i wyprostowała się sprężyście. Spojrzała na Adama zadzierając głowę w górę. W tej chwili bardzo żałowała że sięga mu co najwyżej do piersi. Zajęczała zła ze swojej bezsilności i szczeknęła - Choćby i mieli mnie odmrażać tak jak i jego wolę to niż was. - zapięła asymetryczny zamek kurtki i odwróciła się od swojego szwagra. Uśmiechnęła się słysząc za sobą trzask drzwi. Wyprostowała się i spojrzała na Christophera - Możemy świętować co chcemy. Choćby i wolność jaką uzyskaliśmy. - mrugnęła do niego i podniosła w zabawnym geście dłoń by przybił jej piątkę.

/ Ulica


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:34, 02 Kwi 2010    Temat postu:

Dotknięcie ręką jej dłoni przez Adama ani jego zapewnienia nie pomogły jej wcale. Kiwnęła mu jedynie głową. Kiedy wyszedł zaczęła sobie dłońmi rozmasowywać obolałe skronie, które ją rozbolały od tego wszystkiego. Pochyliła głowę w przód a oczy przymknęła przez co nie widziała nic co się działo. Jedynym wyostrzonym teraz instynktem był słuch, a miała go doskonały. Dłonie jej znów zadrgały słysząc wymianę zdań między braćmi. Za nic nie zamierzała między nimi stawać. Sami musieli to między sobą załatwić. W końcu otworzyła oczy i upiła kilka łyków herbaty. Obróciła się w stronę okna by podziwiać widoki za nim. Nic imponującego. Ulica wiodąca wzdłuż, kilka aut poruszających się ślimakiem po niej, które teraz wyglądały jak małe mrówki. Nic co by przykuwało większą uwagę. Z każdym słowem Chrisa Marika była gotowa wstać i wystrzelać go po pysku. Wzięła kilka głębokich oddechów, obiecując sobie na to nie reagować. Nie potrafiła. Nie zdążyła nawet zareagować kiedy już wyszedł. - Co za bezczelny szczeniak! - warknęła pod nosem obracając się ku mężu. - Małe, niewychowane, pyskate, smarkate, rozpuszczone dziecko. Niech tylko wróci. Niech oboje wrócą, a postawię już ich odpowiednio do pionu! - irytacja i złość w niej górowała. Najchętniej wróciłaby do domu. Pierwszy raz była złą na Grace, że wpuściła ich w taki kana, ale czy mogła? No jasne, ze mogła jednak stwierdziła, ze po prostu nie warto. - Dobra, koniec tematu, do reszty wieczora nie chcę o nich słyszeć, ani słowem. - I na tym skończył się ten temat według Mariki. Powiesza sobie na nich psy później. Wyciągnęła przed siebie nogi, a dłonie założyła na głowę odchylając się lekko w tył.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:52, 02 Kwi 2010    Temat postu:

Wysłuchał słów swego brata patrząc na niego koso. Nie powiedział ani słowa, bo nie miał siły wkładać mu więcej rozumu do tej zakutej pały. Uśmiechnął się pod nosem podobnie jak Christopher. Zobaczymy kto będzie górą. Jeszcze ci skopię tyłek gówniarzu. Ta myśl i wyobrażenie tego co mogłoby się stać diametralnie poprawiły mu nastrój. Roześmiał się lekko i powiedział - W takim razie życzę dobrej zabawy. - odbił się od ściany i spojrzał z góry na Judit. Pokręcił głową a jego oczy patrzyły z politowaniem - A z tobą mała pogadam jak odrośniesz od ziemi tak bym dobrze cię widział. - odwrócił się zadowolony a trzask drzwiami, był dla niego symfonią dobrej zabawy. Urządzę cię tak, że będziesz płakać. Gorzko. Zobaczysz. Wrócił do kuchni i spoważniał widząc Marikę rozcierająca swoje skronie - Moja droga. - zwrócił się do kobiety uśmiechając się nieznacznie z niezdrowym błyskiem w oku - Ja wiem co im zrobię. To znaczy... Chociaż Christopherowi. Jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli. - westchnął i stanął za Mariką. Złożył dłonie na jej ramionach i spojrzał na czubek jej głowy a następnie na okno - To my jesteśmy górą. - zaczął masować napięte ramiona kobiety - Pamiętaj. - zaznaczył a jego dłonie przesunęły się na kark małżonki - Nie pozwolę by on czy ona dyktowali nam warunki. Ja je im będę dyktował. I ty. Ewentualnie matka. - pochylił się i zawisł na jej ramionach. Spojrzał w brązowe tęczówki żony. Dał jej buziaka i zapewnił - Zobaczysz. To ja jestem straszy i mądrzejszy. - puścił Marikę i usiadł naprzeciw niej chwytając w dłonie szklankę. Uniósł ją w górę jakby przypijał do Mariki za upragniony spokój. Nie wyobrażali sobie tego może w ten sposób ale go uzyskali - Już naprawdę... Nie mogę się doczekać jak odbierzemy Adama i wrócimy do Forks. Tak szczerze... - zaczął i upił kawy - Nie mam ochoty by Jud i Chris się zaprzyjaźnili. Nie uważasz, że to byłaby taka... Powtórka nas? Tylko że nas nikt nie pilnował i mogliśmy robić co chcieliśmy, a oni robią nam na złość? - uniósł brwi w górę ciekaw opinii jaką miała Marika na ten temat.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:31, 02 Kwi 2010    Temat postu:

Tego jej właśnie trzeba było. Dotyku męża i jego zbawiennego masażu, choć tak krótkiego, ale treściwego, który rozluźniał. Zgadzała się z mężem w pełni. Oni zawsze wygrywali. Zawsze potrafili tak to rozegrać aby wyszło na ich. - Jesteś genialny mężu. - obróciła się w jego stronę i objęła w pasie, a swoją głowę przyłożyła do jego brzucha. - To my zawsze mamy rację. To my jesteśmy górą, a nie dołem. To my jesteśmy mądrzejsi. - uśmiechnęła się już dużo pogodniej kiedy w domu panowała niczym nie zmącona cisza i spokój. Tego im właśnie trzeba było. Aby zostać samemu. - Co tam kombinujesz ciekawego? Podziel się z żoną swoim niecnym planem. - zachichotała radośnie gładząc go po plecach. - Ale my jesteśmy źli. - było jej najwyraźniej z tym bardzo dobrze. Nie miała na co narzekać. Uwielbiała kiedy jej mąż był taki przebiegły i wymyślał różne pomysły. - Nawet sobie nie wyobrażasz jak ja tego pragnę. Zabrać naszego syna i po prostu póki co opuścić te miejsce i wrócić do domu. - uniosła Adama koszulkę i ucałowała jego brzuch. - Też nie bardzo mam na to ochotę. To znaczy w samej przyjaźni nie ma nic złego, ale to się źle skończy. Stanowczo nie mogą zbyt wiele ze sobą przebywać. Zresztą niebawem wyjedziemy to i tak się rozstaną. Nie chcę aby była powtórka z rozrywki. Młode dzieciaki czasem mają po prostu nasrane w tych głowach i w chwilach porywu nie myślą logicznie. Trzeba mieć na nich niejako oko. - puściła męża by mógł się swobodnie napić kawy. Ona za to kończyła swoją herbatę. - No mój drogi mężu cała chata wolna dla nas. Masz ochotę na coś konkretnego czy może poleniuchujemy?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 23:27, 02 Kwi 2010    Temat postu:

- Oczywiście że my. - zapewnił ją raz jeszcze gorąco - Tylko my Marii. - podparł brodę dłonią wpatrując się w kobietę z niekłamanym zachwytem - Bo tylko my ze sobą się liczymy. Źle to powiedziałem. - wywrócił oczami i uśmiechnął się zajadliwie - Powinno być: Liczymy się jedynie my. A resztę tradycyjnie mamy... - odchylił się w tył i obracał powoli szklankę zastanawiając się jak najlepiej ująć w słowa to co wymyślił dla Jud i Chrisa - Nie wiem czy się uda. - zaznaczył na wstępie - Wiele zależy od tego w jakim stanie wrócą, o której godzinie i ogólnie czy wrócą. Słyszałaś przecież... - prychnął rozdrażniony - Uważają się za dorosłych, więc i tak pewnie się zabawią. Jak mówiłem... Nam na złość. - zamyślił się i mruknął pod nosem - Bynajmniej taką mam nadzieję. - otrząsnął się i wrócił na ziemię - Chodzi mi o to by pomniejszyć go w oczach matki. Jak przyjdą w stanie... - machnął obiema dłońmi zataczając zgrabne okręgi by dodać swym słowom animuszu - Nietrzeźwości, można im będzie wcisnąć wszystko. - stwierdził tajemniczo splatając przed sobą dłonie - Grace całe życie była na tym punkcie szczególnie wyczulona. - Adam dobrze pamiętał każdą jej nerwową reakcję kiedy spotykała się z czymś takim, a już bardzo dobrze pamiętał pewien wieczór a w zasadzie poranek kiedy nie w pełni własnych sił wrócił do domu - Przy odrobinie szczęścia zrobię Chrisa na szaro i w końcu się go pozbędę. - spojrzał tryumfalnie na Marikę i rozluźnił się zadowolony ciszą panująca w mieszkaniu. Traktował to jako niewinny żart ze swojej strony. Na tym temat się wyczerpał. Nie rozwlekał się nad znajomością ich rodzeństwa, skoro on i Marika uważali, że wszystko umrze śmiercią naturalną. Dopił kawę zastanawiając się nad pytaniami jakie mu zadała - A jaki mamy stan gry? - zapytał przekręcając głowę w bok - Trzy trzy? Tak nie może być. - pochylił się ku Marice i ze śmiechem pociągnął za jej włosy - Muszę cię zwyciężyć. Bo życie z tobą to wieczna wojna Marii... Trzeba uważać. Wszędzie zagrożenia. Odsłonięte boki, przerwana obrona, pchnięcia, penetracja wroga od wewnątrz... - roześmiał się w głębi siebie zadowolony, że Marika nie wie co myśli. Wstał i podał jej dłoń. Pociągnął żonę do pokoju. Byli w nim kiedy Marika obwieściła krzykiem, że rodzi. Znajdował się naprzeciwko sypialni jaką kiedyś zajmował Adam. Rzucił na dobrze znane mu drzwi okiem. Ciągle jest moja... Weszli razem do pokoju a mężczyzna podszedł do barku, skarbnicy Grace. Lubiła mieć coś pod ręką choć rzadko widział ją pijącą. Przejrzał butelki i wybrał czerwone wino. Wyciągnął dwa kieliszki i napełnił je do połowy krwistoczerwonym płynem. Ujął je w dłonie i przeszedł pod ogromne okna. Spojrzał przez szyby tak jak kiedyś i uznał że Nowy York nic a nic się nie zmienił. Wieczorami zawsze wyglądał ciekawie - Oni nie mogą się zabawić jakby chcieli, bo nie są pełnoletni, natomiast my Marii możemy. - zaprosił żonę do siebie i wyciągnął ku niej kieliszek - Wybieram lenistwo. Przynajmniej na początek. - uśmiechnął się do kobiety i powiedział - Twoje zdrowie. - nie przeszkadzała mu cisza. Nic mu nie przeszkadzało. Niczego nie brakowało. Miał obok siebie wszystko w postaci swej żony - Upiję cię, przelecę i wygram. Oto jest mój konkret. - oświadczył pewnym tonem powstrzymując się usilnie od śmiechu. Spojrzał niewinnie na Marikę i nie wytrzymał. Jego, jak zawsze, trochę ochrypły śmiech rozniósł się po pomieszczeniu, wypełniając je w pełni radosnym rechotem z nutą zdrowej konkurencji.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:14, 03 Kwi 2010    Temat postu:

Zmieniła pozycję. Pochyliła się w przód, a swe dłonie wyciągnęła lekko w przód. Splotła ze sobą palce patrząc z uwagą na swego męża. Na ruchy jego warg, na gesty, na to co mówi. Skupienie malowało się na jej smukłej twarzy. - Ach w ten sposób. Nieźle. Tak to dobry pomysł chociażby i ... - zamyśliła się nad dalszą częścią zdania. Szukała odpowiednich słów by zabrzmiało to jak najbardziej właściwie. - Dlatego aby utrzeć im nosa za to zuchwalstwo, pewność siebie i za niewyparzony język. Oni wciąż są dziećmi Adamie. Dziećmi, którzy myślą, ze wszystko im wolno, ale prawda jest inna. Prawda czasem bywa bolesna. I czas by tej prawdy zaznali. - kąciki jej ust uniosły się ku górze w geście zadowolenia. Ona mogła być pewna swych racji bo była dużo starsza, wiele przeszła w życiu i wiedziała jakie niosą ze sobą konsekwencje wybryków jakich dopuszcza się Jud i Chris. Powiodła ręką do męża uchwycając w swoje palce jego palce. Zapatrzyła się na złotą obrączkę widniejącą na palcu jej męża. Miała taką samą. Miło ze sobą kontrastowały. To był dowód ich prawdziwej, niczym nie skalanej miłości. Miłości, która przetrwa wszystko. - Skoro wspominali coś o zabawie to wątpię by trzeźwi wrócili do domu, zresztą to młodziaki, a w młodości wiele rzeczy się robiło, wiem po samej sobie. - Jej mąż jeszcze wiele nie wiedział o jej przeszłości. Może nie szalała na co dzień i nazbyt, ale swoje za pazurkami miała. - Grace. No właśnie, oboje wiemy jaka potrafi być, a Ty zwłaszcza. Ma żelazną rękę do wychowywania bo czasem trzeba trzymać dyscyplinę, a nie daj boże jak jej ktoś podpadnie. - pokręciła głową na boki. Dała się poprowadzić swemu mężu unosząc swoją szanowną w górę. Zawędrowali do pokoju Grace. Nie rozglądała się na boki bo uważała, że jest to po prostu niepotrzebne. Stała na przeciw niego. Kiedy wyciągnął do niej dłoń z kieliszkiem uchwyciła go zgrabnie w palce zapatrując się na czerwono krwisty płyn. Kojarzył jej się z krwią. - Hm... - trawiły w dłuższej ciszy jego słowa. - Zapomnij, ze Ci się to uda. Nie wygrasz tak łatwo. - upiła łyka smakowego wina. Znała się na nich bardzo dobrze, jako, ze jej rodzice mieli winnice. - Nie takie złe. - oblizała usta i postąpiła krok ku mężowi. Trzymając w dłoni kieliszek objęła go, a drugą dłoń splotła z jego. - Zatańczmy. - przerwano im wcześniej. Teraz mogli to nadrobić. - I opowiadaj dalej nie dokończyłeś. Jak to było z Twoim zakochaniem we mnie. - zaśmiała się delikatnie. Wspięła się na palcach i wpiła się lekko w jego usta. - No więc jak to było? - uniosła lekko brwi w górę i na powrót zaczęła się z nim kołysać w lekkim rytmie. Nie potrzebna była im do tego, żadna muzyka. Ważne, ze był i że była ona. To wystarczało za wszystko inne.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Adam Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Lut 2009
Posty: 3223
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:42, 03 Kwi 2010    Temat postu:

Adam widząc jak Marika przygląda się temu co jej zaserwował zwątpił. Miał dwa powody. Wino, był czerwone jak krew i zaczął się zastanawiać czy Marika przez przypadek nie zemdleje. Nie bledła jednak, ani nie zaczynała opadać z sił. Skarcił się za to w duchu, uznając że jest przewrażliwiony. Drugim powodem było to, że Marika z racji zajęcia jej rodziców zapewne znała się na winach. Wiedział już że w jej rodzinnej Hiszpanii prowadzili winnice. Zerknął kątem oka na barek i na stojącą obok niego butelkę. Nie było nic innego... Opinia jaką wygłosiła Marika była jednak w miarę pozytywna, więc przestał się tym martwić. Sam spojrzał na kieliszek i uniósł go bez przekonania do ust. Wiedział, że nie może sobie pozwolić na zbyt wiele, ale opinia że kieliszek czegoś mocniejszego raz na jakiś czas pomaga, była powszechnie znana - Dlaczego mam zapomnieć? - zapytał i stwierdził z cwanym uśmieszkiem - To ty masz słabszą głowę. - pochylił się i wsadził nos między burzę loków by wyszeptać jej do ucha - Parę kieliszków i w Podwiązce było po tobie. - wyprostował się i skinął głową. Dał się jej ująć i poprowadzić rozmowę jak dalej chciała. Zawsze był otwarty na jej propozycję - Jak to było. No cóż... - wzruszył lekko ramionami. Nie wiedział, że tak ciężko było to wytłumaczyć. To takie proste przecież... Westchnął myśląc nad tym - Więc. Nasze cudowne, burzliwe początki... Przyznam ci Mariko, że uwielbiałem się z tobą kłócić i widząc ciebie na mojej drodze odczuwałem dziwną radość. Bo z jednej strony wiedziałem, że może mi się oberwać a z drugiej tak miło... - roześmiał się - Tak, naprawdę miło się z tobą kłóciło. Nigdy nie miałaś dość, zawsze znalazłaś coś co mnie... Dopingowało. Sami siebie nakręcaliśmy. A później... - już nie zwracał uwagi na kroki. Byli sami a to zawsze Adamowi ułatwiało sprawę - Tak fantastycznie było się poczuć komuś potrzebnym. Nie sądziłem, że tak się ucieszysz w Plazie. Liczyłem się z tym że powiesz mi 'nie', bo przecież byłem dla ciebie obcym człowiekiem. Znaliśmy się trochę od najgorszych stron, ale... - zamilkł kiedy otwarła usta by coś powiedzieć.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Marika Knight
Człowiek



Dołączył: 16 Cze 2009
Posty: 2516
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z piekła
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 14:57, 03 Kwi 2010    Temat postu:

- Bo to była wódka mężu nie wino. Faktycznie kobiety na ogół mają słabsze głowy. Tu masz rację, ale... - roześmiała się beztrosko przyciskając się lekko do swego męża. - To zależy od tego ile wypiję. Jeszcze się okaże mój drogi. - pochyliła się ku niemu i ugryzła go niezbyt mocno w ucho. Wodziła swym nosem po jego szyi szukając odpowiedniego miejsca do właściwego pocałunku. Miło było słuchać o tym co czuł jej mąż widząc ją. To przypominało o ich początkach jakie sobie serwowali. Choć były burzliwe to w pewien sposób obojgu im w jakiś sposób przynosiło przyjemność kłócenie się ze sobą. - To... To... Miłe? Tak właśnie było. Ty nigdy nie potrafiłeś sobie odmówić tego aby rzucić jakąś uszczypliwość. Musiałeś zawsze mnie zdołować, spowodować, ze czułam się gorzej niż źle. Tak właśnie wtedy było. Po spotkaniu z Tobą zawsze czułam się upodlona. Ale z drugiej strony sama się tym nakręcałam i również nie potrafiłam Cię ominąć choć mogłabym. Jakoś dawało mi to powera, aby się wyżyć na Tobie chociażby aby sobie ulżyć. - złożyła swą głowę na jego ramieniu. Tak przyjemnie było być w ramionach swego ukochanego. - Ale co? Dokończ. - wymruczała cicho tak , ze ledwo co było ja słychać. - Bo byłeś mi potrzebny. Bo Ty jako jedyny mnie rozumiałeś. Ty mi pomogłeś. Nie spisałeś mnie na straty chociaż mogłeś. Wyciągnąłeś do mnie rękę z pomocą. I co najważniejsze Ty mi wszystko przetłumaczyłeś na spokojnie. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo mi pomogłeś wtedy. - upiła kolejnego łyka z kieliszka tym razem większego i poczuła jak gorąco rozpływa się w jej ciele. Tak przyjemnie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Twilight RPG/PBF Strona Główna -> USA / New York, New York... Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 4 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group, modified by MAR
Inheritance free theme by spleen & Programosy

Regulamin